Co robią piesi na autostradzie?

0
27
Może się zdarzyć, że na autostradzie zabraknie paliwa. Gdy zabieramy się za uzupełnianie baku nie możemy zapomnieć o odblaskowej kamizelce, która pozwoli nam być widocznym dla kierowców pędzących ponad 100 km na godzinę…

Niedostosowanie prędkości, uporczywe poruszanie się lewym pasem, zawracanie, jazda pod prąd – to tylko niektóre grzechy kierujących na odcinku A4 pod Tarnowem. Jednak w ostatnim czasie policjantom tarnowskiej drogówki bardziej spędzają sen z powiek wyczyny pieszych, których na autostradzie jest coraz więcej.
Poniedziałkowy poranek minionego tygodnia. Kierowcy jadący A4 zauważyli dwóch ludzi spokojnie pchających samochód. Tydzień wcześniej w godzinach popołudniowego szczytu po trasie spacerował pijany mężczyzna, którego z samochodu wysadzili znajomi, by poszedł do domu. Delikwent miał ponad dwa promile alkoholu we krwi. Co ciekawe, w tym samym czasie zaledwie kilkanaście metrów przed nim spokojnym krokiem szedł w stronę Krakowa obywatel Ukrainy. Zatrzymany oświadczył, że właśnie zmierza do pracy.
– Niektórzy zachowują się, jakby spacerowali po własnej łące. Interwencje w tego typu przypadkach podejmujemy w trybie alarmowym z uwagi na realne zagrożenie bezpieczeństwa – mówi Zofia Kukla, zastępczyni naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Tarnowie. – Piesi nie mogą poruszać się po autostradzie. W przypadku awarii należy jak najszybciej usunąć samochód na pas awaryjny, zasygnalizować zatrzymanie, oznakować postój i powiadomić pomoc drogową lub odpowiednie służby, które odholują pojazd. Można też zadzwonić na telefon alarmowy policji, bo przybyli funkcjonariusze w radiowozie pomogą zabezpieczyć miejsce. Najlepiej skorzystać z wyjścia awaryjnego, znajdującego się w barierach energochłonnych i opuścić teren autostrady. Tymczasem w praktyce pojazd się zatrzymuje, pasażerowie wychodzą i spacerują po pasach, bo chcą zobaczyć, jak wygląda środek trasy. Zachowują się jak na miejscu obsługi podróżnych, co jest totalnym brakiem rozsądku! To bardzo niebezpieczne z uwagi na dużą prędkość przejeżdżających samochodów, w tym również poruszających się w ciągu ciężarówek czy autokarów.
Biały dzień, ruch na autostradzie duży, na pasie awaryjnym zatrzymuje się samochód. Osoby, które wychodzą z auta, zaczynają energicznie machać do przejeżdżających kierowców, by się zatrzymali i pomogli, bo niespodziewanie zabrakło im paliwa. Za benzynę nie płacą, lecz oferują złoto po bardzo atrakcyjnej cenie. Gdy ktoś się skusi, zostaje posiadaczem tombaku. Tak działają wyspecjalizowane grupy zajmujące się oszustwami. Jeśli nie uda się im nikogo zatrzymać, bardzo szybko przemieszczają się w inne miejsce.
Policjantom znane są również inne powody przechadzek po A4. Kierowcy zabraknie paliwa, więc wędruje z butelką w ręku do najbliższej stacji paliw. Autostopowicze stoją z kartkami z wypisanymi nazwami miejscowości, do których chcą jechać. Planują podróż, pomimo że na autostradzie nie można się zatrzymać, by zabrać pasażerów.
– Już wkrótce po otwarciu A4 busy podjeżdżały na pasy awaryjne, a z bramek w ekranach energochłonnych wychodzili ludzie czekający na podwózkę. Później tą samą drogą wracali – wysiadali, podpierali kamykiem bramkę i następnego dnia wszystko zaczynało się od nowa. Musieliśmy uczyć ludzi, że autostrada to nie przystanek, skąd ktoś zabierze ich do pracy w Krakowie – wyjaśnia wiceszefowa tarnowskiej drogówki.
Każde niezamknięcie awaryjnego wejścia na trasę grozi dostaniem się tam zwierząt, a takich przypadków było już sporo. Między przejeżdżające samochody wbiegały psy z pobliskich domów, zabłąkał się bocian ze złamanym skrzydłem i przerażona sarenka, która leżała na trawie pomiędzy pasami ruchu. Jej przegonienie poza obręb trasy zajęło policjantom aż 40 minut. Po autostradzie biegały też kury
Dwa miesiące temu na jezdnię w kierunku Rzeszowa wbiegł łoś, wizyta zwierzęcia w tym miejscu spowodowała uszkodzenie aż pięciu pojazdów. Mogło nawet dojść do katastrofy, bo zwierzę zderzyło się z nadjeżdżającym autem i runęło na jezdnię, gdzie najechały na nie kolejne samochody. Na szczęście nie było rannych.
Były już przypadki, kiedy na autostradzie tracili życie piesi. Przed miesiącem w Komorowie 29-letni kierowca zginął na oczach najbliższych, gdy stanął na pasie awaryjnym, wysiał z samochodu i został uderzony obudową lusterka szybko jadącej ciężarówki. 29-latek zmarł mimo natychmiastowej reanimacji.
Ofiarą śmiertelnego potrącenia na autostradzie w pobliżu węzła brzeskiego stał się idący środkiem drogi młody człowiek. Nie wiadomo, jak tam się znalazł i dlaczego szedł właśnie tą drogą, jednak w konfrontacji z nadjeżdżającym busem nie miał szans na przeżycie.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o