Drogowa „pułapka” zarobiła już milion złotych

0
266
rejestrator-lukanowice
REKLAMA

Niektórzy kierowcy sygnalizują, że urządzenie funkcjonuje niewłaściwie, albo że… ktoś specjalnie czyha na nich, by ich przyłapać na wykroczeniu. Ale zarządca drogi zapewnia, że rejestrator działa prawidłowo.
Rejestrator wjazdu przy włączonym czerwonym świetle działa w Łukanowicach, na odcinku drogi krajowej nr 94 (dawna „czwórka), od stycznia tego roku. To jedno z dwóch takich urządzeń, które są w woj. małopolskim (drugie w Olkuszu).
Wokół urządzenia w Łukanowicach kumuluje się coraz więcej złych emocji. Trudno się dziwić, ponieważ każde wykroczenie utrwalone przez cyfrowe urządzenie oznacza dla kierowcy wydatek 500 złotych. Wykroczeń jest bez liku. Jak dowiedzieliśmy się w Generalnym Inspektoracie Transportu Drogowego, który zamontował rejestrator, w pierwszym półroczu odnotowano w tym miejscu 2 tys. wykroczeń. To oznacza, że kierowcy z tytułu nałożonych mandatów mogli zapłacić łącznie już milion złotych!
Wielu kierowców sygnalizuje, że urządzenie w Łukanowicach działa wadliwie i stąd tak duża liczba wykroczeń. Narzekają, że żółte światło pali się zbyt krótko, by na czas opuścić skrzyżowanie. Są zastrzeżenia co do wyboru oprogramowania rejestratora. Kierowcy mówią, że z powodu tak funkcjonującego urządzenia dochodzi do niebezpiecznych sytuacji, zwłaszcza gdy pojazdy próbują na „żółtym” gwałtownie hamować. Niedawno w Łukanowicach doszło do kolizji pięciu samochodów, które przed rejestratorem najechały na siebie. Uwag kierowców jest wiele.
– Do nas także docierają podobne informacje – mówi podinsp. Zofia Kukla, zastępczyni naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. – Urządzenie nie jest jednak w naszej gestii, ale niektórzy kierowcy są zdania, że o niebezpiecznych sytuacjach na drodze trzeba powiadamiać również nas.
Zofia Kukla opowiada o kierowcach, którzy na temat urządzenia w Łukanowicach snują wręcz spiskowe teorie. Są przekonani, że specjalnie została zastawiona na nich pułapka, aby budżet mógł się wzbogacać o pieniądze z mandatów.
– Odebrałam nawet taką opinię, że „pułapka” na kierowców jest ręcznie sterowana, że jakiś człowiek, obserwując skrzyżowanie, w odpowiednim momencie używa przycisku, aby pojazd został „złapany” na czerwonym świetle. Oczywiście, tak nie jest. Zwróciliśmy się do zarządcy drogi w sprawie tego urządzenia i mamy z jego strony zapewnienie, że nie stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu rejestratora.
Zdaniem pani naczelnik, niektórzy kierowcy sami przyczyniają się do swoich kłopotów.
– Żółte światło nie służy do jazdy, oznacza, że kierowca powinien się zatrzymać przed sygnalizatorem, a nie próbować zdążyć przejechać przez skrzyżowanie. Chyba, że światło włączyło się tuż przed wjazdem na nie. Wtedy nie hamujemy gwałtownie, ale staramy się możliwie prędko opuścić skrzyżowanie.
Generalny Inspektorat Transportu Drogowego odpowiada za formalne kwestie związane z funkcjonowaniem rejestratora.
– Sygnał czerwony oznacza bezwzględny zakaz wjazdu za sygnalizator, niezależnie od tego, czy na danym skrzyżowaniu zamontowane są urządzenia do kontroli ruchu drogowego, czy nie. Mając to na uwadze, należy wskazać, że kolizje, do których dochodzi przed rejestratorem, powodowane są przez niedostosowanie prędkości do warunków ruchu lub niezachowanie właściwego odstępu między pojazdami – uważa Łukasz Majchrzak z Wydziału Analiz i Rozwoju Systemowego Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym w GITD.
Instalacja, taka jak w Łukanowicach, składa się z kamer monitorujących wjazdy pojazdów na skrzyżowanie oraz kamer rejestrujących pojazdy i ich numery rejestracyjne. W razie wykroczenia dane przekazywane są do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym GITD.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments