Drugie dno… wiatraka

0
113
REKLAMA

Władze samorządowe gminy się cieszą, bo do budżetu wpływałoby każdego roku dodatkowych kilkaset tysięcy złotych, ale niektórzy mieszkańcy zarzucają im, że z tego powodu nie dbają o ich interesy i nie informują o tym, iż wiatraki są szkodliwe dla zdrowia ludzi i zwierząt, negatywnie wpływają na środowisko, niszczą krajobraz, a lokalizacja farmy wiatrowej spowoduje drastyczny spadek wartości gruntów. Wiele wskazuje jednak na to, że pretensje mają jedynie ci rolnicy, którzy nie będą mieć korzyści z budowy wiatraków.
Elektrownia ma stanąć na terenach trzech wsi: Nieczajnej Dolnej, Nieczajnej Górnej i Szarwarku. Już dwa lata temu warszawska firma wytypowała je jako nadające się do realizacji takiej inwestycji. Po wizji lokalnej przeprowadzonej przez fachowców zostały one zakwalifikowane do dalszych badań. W Green Bear Corporation mówią, że sprawdzić muszą m.in. liczbę dni wietrznych, siłę wiatru, szlaki migracyjne zwierząt, odległość od lasów i cieków wodnych oraz od zabudowań mieszkalnych. Jako że gmina nie posiada prawa do eksploatacji tych gruntów, firma na 30 lat zawarła umowy dzierżawy z właścicielami działek i mimo że do budowy elektrowni droga jeszcze daleka, już za nie płaci, złożyła też w gminie wniosek o zmianę planu zagospodarowania, co umożliwiłoby budowę.
– Ludzie we wsiach są zadowoleni, firma podobno dobrze płaci za dzierżawę – mówi Stanisław Początek, burmistrz Dąbrowy. – Mimo że gmina nie jest w żaden sposób związana z inwestorem, to jednak od rady miejskiej będzie zależeć, czy zdecyduje się na zmianę planu zagospodarowania. Wiem od radnych, że podejmą kroki, aby tak się stało, mieszkańcy będą na bieżąco informowani o przebiegu postępowania, mogą brać udział w sesjach, przeprowadzone zostaną konsultacje społeczne.
Nie wszyscy są zadowoleni.
– Przeczytałem mnóstwo materiałów o tragicznych skutkach, jakie niesie za sobą długotrwałe oddziaływanie elektrowni wiatrowych na zdrowie ludzi – mówi jeden z mieszkańców Nieczajnej Górnej, który chce zachować anonimowość. – Ludzie chorują na raka, cierpią na ustawiczne bóle głowy, depresje, badania lekarskie, jakie przeprowadzono w USA, wskazują, że zapadają także na choroby psychiczne. U nas będzie tak samo, tym bardziej że wiatraki staną bardzo blisko domów. Tymczasem burmistrz i przedstawiciele firmy twierdzą, że będzie bezpiecznie. W naszej wsi już zrzeszyła się grupa mieszkańców, która będzie protestować przeciwko powstaniu elektrowni. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której gmina i firma zarabiają krocie, a ludzie umierają na raka. Będziemy pisać pisma do różnych ludzi i instytucji, które będą mogły nam pomóc w uniemożliwieniu budowy.
Katarzyna Skucha z Green Bear Corporation z Warszawy twierdzi, że pierwsze wiatraki stanęłyby w gminie Dąbrowa za jakieś cztery lata.
– Musi to zostać poprzedzone szeregiem badań i ekspertyz, które będą miały na celu przede wszystkim uspokojenie mieszkańców. Już teraz mogę powiedzieć, że farma nie będzie miała negatywnego oddziaływania na zdrowie ludzi i zwierząt. Gmina może liczyć na wiele korzyści, które wypływać będą z faktu istnienia elektrowni, płacić będziemy podatek od budowli, włączymy się w sponsoring lokalnych imprez. Już w ubiegłym roku dofinansowaliśmy Dni Dąbrowy i Święto Truskawki.
Jan Sojka, sołtys Nieczajnej Górnej mówi, że ludzie się sprzeciwiają, bo nie wiedzą, co ich czeka.
– Boją się chorób, mówią, że wiatraki powinny być oddalone od domów o 2 – 3 kilometry, a u nas będzie to zaledwie 500 metrów. Ja sam wybrałem się niedawno do wsi niedaleko Wadowic, gdzie prywatny przedsiębiorca ma 4 wiatraki. Wydaje mi się, że gdyby to było szkodliwe dla ludzi, to nie dostałby na nie pozwolenia. Mieszkańcy naszej wsi nie wiedzą, komu uwierzyć, bo przekazy na ten temat są różne – czekamy na więcej informacji. W lutym mamy zebranie sołeckie, na które zaprosiliśmy burmistrza i przedstawicieli firmy, mam nadzieję, że czegoś się dowiemy. Ponadto uważam, że skoro firma płacić będzie gminie podatki, to pieniądze te powinny być przekazywane naszej wsi.
Nie jest wykluczone, że sprawa wiatraków ma drugie dno – sołtys Sojka i burmistrz Początek sugerują, że powodem zawieruchy może być sąsiedzka zawiść.
– Pretensje mają ci, których działki znajdują się poza zasięgiem planowanej elektrowni wiatrowej – mówi burmistrz. Potwierdza to także sołtys Szarwarku, Józefa Borowska-Marciniak.
– Wiatraki podzieliły wieś, ci, którzy mają grunty na tzw. Pańskiej górze i będą je dzierżawić są zachwyceni, reszta się obraziła. Ludziom nie chodzi o żadną ekologię, ani zdrowie, a jedynie o pieniądze – mówi sołtyska.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o