Drzewa wycięte, winnych nie ma

0
61
drzewa-biadoliny
REKLAMA

Pierwszy raz stało się to dwa lata temu, ktoś zatruł kilkanaście starych lip, które uschły i trzeba było je wyciąć. Choć, jak utrzymują mieszkańcy wsi, było to przestępstwo, włos z głowy nikomu nie spadł. Teraz okazuje się, że podtruwane są kolejne drzewa. Cztery z nich już zaczynają schnąć. Ludzie mają nadzieję, że po raz drugi nie uda się zamieść sprawy pod dywan, ponownie zawiadomili Prokuraturę Rejonową w Tarnowie o popełnieniu przestępstwa.
Właścicielem terenu, na którym znajduje się nekropolia, jest parafia pod wezwaniem Serca Pana Jezusa. Mieszkańcy są przekonani, że stare lipy zostały zatrute z inicjatywy proboszcza. Za zaistniałą sytuację obwiniają także wojnicki samorząd. Ten, mimo iż pierwotnie straszył karami, nie pociągnął do odpowiedzialności parafii w Biadolinach. Ludzie wyliczają, że odkąd ksiądz Antoni Gieroń jest proboszczem ich parafii, wyciął już około trzydziestu lip.
– Na wsi wszystko ludzie widzą i wiedzą, tak było i wtedy, kiedy na cmentarz przyszło kilka osób, w tym kościelny, wywiercili otwory w drzewach i wlali do nich jakieś świństwo. Jakby tego było mało, podkopano korzenie lip i też polano je trucizną – opowiada pan Wojciech. – Była wiosna, drzewa były już zielone, po pewnym czasie liście zaczęły zmieniać kolor. To było barbarzyństwo, te lipy rosły na cmentarzu od sześćdziesięciu lat.
Kilku mieszkańców zrobiło prywatne śledztwo, poszli  na cmentarz, zrobili fotografie wywierconych w drzewach dziur, zmierzyli obwody starych lip. Wyposażeni w materiał dowodowy wysłali zawiadomienie do tarnowskiej prokuratury.
– Nic nie wskóraliśmy, prokuratorzy dość pokrętnie wyjaśnili nam, że zniszczenie drzew było przestępstwem, ale… nie nosiło znamion czynu zabronionego. To czysty paradoks, zlekceważono naszą skargę, być może dlatego, że jako podejrzanego podaliśmy księdza – denerwuje się pan Krzysztof.
Mimo odwołań i zażaleń mieszkańców Biadolin Radłowskich tarnowska Prokuratura Rejonowa sprawę ostatecznie umorzyła.
– Pisaliśmy, że cmentarz jest terenem prawnie chronionym, prokuratura odpisała, iż nie jest to prawda, bo nekropolia ma charakter założenia parkowego. Nic nie dały próby powoływania się na ustawy o ochronie środowiska. Wreszcie poinformowano nas, że nie jesteśmy stroną w sprawie – dopowiada pan Wojciech.
Na tym jednak nie poprzestali i o całej sprawie zawiadomili władze Wojnicza.
– Burmistrz Jacek Kurek początkowo poważnie zajął się sprawą – relacjonuje pan Krzysztof. – Mówił, że parafia obciążona zostanie karą, która miała wynieść nawet dwa miliony złotych. Na straszeniu się skończyło. Urzędnicy pokpili sprawę, proboszczowi włos z głowy nie spadł.
– Gmina wszczęła postępowanie administracyjne. W myśl obowiązującego prawa za zniszczenie drzew odpowiada właściciel terenu, na którym one rosną. Nawet w takim przypadku, gdy to nie on dopuścił się zniszczenia – wyjaśnia Bartosz Dziepak z Referatu Ochrony Środowiska w Urzędzie Miejskim w Wojniczu. Urzędnicy przesłuchali proboszcza biadolińskiej parafii oraz przedstawiciela rady parafialnej, ci zaprzeczyli, jakoby mieli cokolwiek wspólnego z zatruciem lip. Ksiądz tłumaczył, że teren cmentarza jest nieogrodzony, w nocy nieoświetlony, parafii nie stać na wynajęcie stróża, więc każdy może tam wejść. Urzędnikom pozostało już tylko umorzyć postępowanie administracyjne.
– Gmina zrobiła wszystko, aby sprawę zbadać i wyjaśnić – dodaje Bartosz Dziepak. – Ksiądz nie przyznał się do winy, wcześniej postępowanie umorzyła prokuratura, więc urząd także sprawę zamknął. Dodam jeszcze, że już kilka miesięcy po zatruciu drzew parafia wystąpiła o pozwolenie na ich wycinkę. Nie wydaliśmy go, bo mieliśmy nadzieję, że wiosną następnego roku lipy odżyją.
Przewidywana dla parafii kara mogła być wysoka, za zniszczenie jednej lipy o obwodzie pnia 200 centymetrów wynosi ona 200 tysięcy złotych, jeśli przemnożyć to przez dwanaście, to parafia musiałaby zapłacić nawet 2,5 miliona złotych.
Proboszcz Antoni Gieroń twierdzi, że nie wie, kto zatruł drzewa.
– Teraz sprawa jest już zakończona, lipy uschły i dostałem pozwolenie na ich wycinkę, bo zagrażały odwiedzającym cmentarz. Otruciem drzew zajmowała się prokuratura i sprawę umorzyła, to samo zrobił burmistrz, więc mieszkańcy powinni zająć się czymś innym i przestać szukać dziury w całym – mówi proboszcz.
Ksiądz twierdzi, że nic nie wie o tym, jakoby na cmentarzu zaczynały usychać kolejne siedemdziesięcioletnie lipy.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments