Dziwna transakcja wójta Borzęcina

0
701
borzecin-dzialka
REKLAMA

Blisko 15-hektarowa działka już od kilku lat przeznaczona jest pod działalność produkcyjną i usługową.  Tereny były pięciokrotnie wystawiane na sprzedaż, ale nabywca się nie znalazł. Zupełnie nieoczekiwanie w grudniu ubiegłego roku zainteresowanie kupnem wyraziła wrocławska spółka M.W. Trade, która zaoferowała cenę 2 miliony 655 tysięcy złotych. 30 grudnia gmina Borzęcin, reprezentowana przez wójta Janusza Kwaśniaka i skarbnika Barbarę Armatys, podpisała umowę sprzedaży.
Z umowy wynika, że tego samego dnia gmina działkę sprzedała i wydzierżawiła ją od kupującego, ale to jednak nie koniec niespodzianek. Okazuje się, że po dwóch latach, czyli do 30 grudnia 2015 roku, samorząd Borzęcina musi (w umowie napisano, że nieodwołalnie i bezwarunkowo) od M.W Trade działkę odkupić za 2 miliony 655 tysięcy złotych. Jeżeli tego nie zrobi, zapłaci karę umowną w wysokości… 2 milionów 655 tysięcy złotych. Co ciekawe, w chwili podpisywania umowy sprzedaży działki wójt nie miał zgody rady gminy na jej odkupienie. Uchwałę w tej sprawie podjęto dopiero w styczniu.
Za dwuletnią dzierżawę sprzedanej działki gmina zapłaci 717 tysięcy złotych, oprócz tego płacić będzie podatki. Nowy właściciel zagwarantował sobie także to, że gdyby dokonał na działce jakichkolwiek inwestycji, to ich kosztami obciążony zostanie samorząd Borzęcina.
Jedna z końcowych sentencji umowy brzmi: „Janusz Kwaśniak działający w imieniu i na rzecz gminy Borzęcin zobowiązuje reprezentowaną przez siebie gminę do zapłacenia na rzecz spółki M.W. Trade wszelkich wymagalnych wierzytelności wynikających z niniejszej umowy do kwoty maksymalnej 3 miliony 982 tysiące 500 złotych”. Wójt zobowiązał się także, że gmina nie będzie kwestionowała zapisów umowy i nie będzie prowadziła postępowania sądowego w celu jej unieważnienia.
– To nie jest umowa sprzedaży, ale raczej zawoalowana umowa kredytowa, zawarta pomiędzy gminą i nieznaną bliżej spółką – denerwuje się radny z Borzęcina, Krzysztof Gawor. – Wójt ją podpisał, bo gmina jest w trudnej sytuacji finansowej i nadal wydaje więcej, niż ma. Problem jednak w tym, że żaden bank nie chciał udzielić gminie kredytu, a nowe zobowiązania pogrążają ją jeszcze bardziej. Sąsiednie samorządy pożyczają pieniądze w bankach i płacą mniej niż 5 procent odsetek. Ta dziwna transakcja sprzedaży, dzierżawienia i odkupu po dwu latach będzie kosztować rocznie ponad 15 procent. Czy jest to dowód braku zdolności kredytowych, czy może zwykła rozrzutność? Czy wójt już zastanawiał się, skąd weźmie pieniądze na spłatę?
Radny podkreśla, że formalności związane z podpisaniem umowy nie do końca są jasne, bo 30 grudnia 2013 roku wójt miał jedynie zgodę rady gminy na sprzedaż działki, nie dysponował jednak uchwałą pozwalającą na jej odkupienie.
– Czy miał do tego prawo? Czy nie przekroczył uprawnień? – pyta radny Gawor.
Krok wójta Kwaśniaka staje się bardziej zrozumiały po lekturze budżetu gminy w kolejnych latach. Od 2003 roku samorząd zaczął się regularnie zadłużać – teraz zobowiązania gminy wynoszą już około 20 milionów złotych, średnio trzy tysiące na każdego mieszkańca. Tegoroczne dochody gminy wynoszą 29, 3 miliona, zaplanowane wydatki są o milion wyższe i pokryte zostaną z kolejnej emisji papierów wartościowych.
Wójt Janusz Kwaśniak twierdzi, że przeprowadzona transakcja przyniesie gminie zysk – sprzedaż nieruchomości, jej dzierżawa i wykup będą kosztowały gminę mniej o 400 tys. zł niż zaciągnięcie kredytu. Skąd wzięła się zatem kwota 3 milionów 982 złotych, którą gmina musi zapłacić firmie?
– Gmina zapłaci firmie kwotę 2 miliony 655 złotych tytułem zakupu nieruchomości w roku 2016. Koszt dzierżawy wyniesie niewiele ponad 700 tysięcy złotych. I to są wszystkie koszty, jakie gmina poniesie z tytułu transakcji. 3 miliony 982 tysiące złotych to maksymalna kwota do dochodzenia przez spółkę wierzytelności w sytuacji, gdyby gmina nie wywiązała się z przyjętych na siebie zobowiązań wynikających z treści aktu notarialnego – tłumaczy wójt i dodaje: Warto zauważyć, że od 1 stycznia br. wprowadzono indywidualnie naliczany dla samorządu wskaźnik spłaty zadłużenia, a gmina więcej ponad określony procent dochodów budżetu spłacić nie może. W tym stanie rzeczy bardziej opłacało się działkę sprzedać i wydzierżawić, a potem odkupić niż zaciągnąć kredyt bankowy spłacany przez wiele lat, a tym samym droższy. Według przeprowadzonej w 2013 roku symulacji, spłata kredytu nastąpiłaby w 2023, a jego koszt, przy założonym oprocentowaniu w wysokości 4,7 % w skali roku, zamknąłby się kwotą ponad 1 milion 100 tysięcy złotych. A więc 400 tysięcy drożej…
Warto jednak w tym miejscu zwrócić uwagę, że wójt obliczył kredyt bankowy na lat dziesięć, natomiast umowa transakcji z firmą M.W. Trade opiewa na dwa lata… To jak jest z tą opłacalnością?

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments