Gładyszewo. Końskie łaty i… pieniądze

0
114
REKLAMA

Hodowcy zostali postawieni na równe nogi kilka miesięcy temu, gdy Austriaczka Christine Jansen, honorowa członkini Polskiego Związku Hodowców Koni Huculskich, zaalarmowała związek listem, w którym powiadomiła, iż w niektórych kręgach międzynarodowej federacji dojrzewa koncepcja, by hucułów maści srokatej (z łatami) nie wpisywać do prowadzonej od prawie 180 lat Głównej Księgi Stadnej tej rasy. Zasadniczy argument przeciwników srokaczy brzmiał: konie owej maści w wyniku kojarzeń przekazują w zwiększonym stopniu cechy niepożądane i powinna je uwzględniać osobna księga.
– Nie ma i nie było żadnych naukowych podstaw, by taką opinię wygłaszać o srokaczach. Pomysł, który je dyskredytował, okazał się poważnym zagrożeniem dla wielu krajowych hodowców, którzy trzymają srokate hucuły – mówi Andrzej Goraus, wiceprezes Polskiego Związku Hodowców Konia Huculskiego, były długoletni dyrektor stada ogierów w Klikowej. – Pod znakiem zapytania stanęłyby dla wielu dotacje dla podtrzymania hodowli.
Gdyby zaczęły obowiązywać nowe uregulowania, sporo hodowców byłoby stratnych, bo ktoś mógłby powiedzieć: – Stuprocentowy hucuł może być każdej maści, pod warunkiem że nie jest to maść srokata…
Z dnia na dzień konie dotychczas rasowe stałyby się mniej rasowe, a przez to mniej cenne.
Tymczasem literatura fachowa od początku wymienia hucuły srokacze jako te, które można uznać za w pełni rasowe; w tym przypadku wyklucza się zaś siwki i kasztanki. Jeśli chodzi o łaty, nie dopuszcza się ich – w ramach wzorca rasy – u wyścigowych koni pełnej krwi angielskiej.
W obronie końskich łat stanął Polski Związek Hodowców Koni, który zapowiedział walkę do końca. W tym czasie pojawiła się pogłoska, iż lobby międzynarodowe chce utrącić polską hodowlę hucułów, największą w Europie (w naszych rękach znajduje się ok. 70 proc. tych koni). Mówiono też, że działania te mają pomniejszyć przewagę Polski w tym względzie, odebrać jej profity związane z prowadzeniem księgi pochodzenia dla hucułów.
Andrzej Goraus w tej sprawie wyraża inny pogląd. – To Polacy chcieli zaszkodzić Polakom. Znalazło się kilku niedowartościowanych hodowców, którzy zamierzali zrobić rewolucję. Chcieli błysnąć intelektem. To takie hodowlane podziemie, które ryło pod nami.
Łaty znalazły się w poważnym niebezpieczeństwie, które w końcu zostało zażegane.
– Stało się to dzięki zdecydowanej postawie PZHK – twierdzi Goraus. – Porozumieliśmy się co do tego, że wartość hodowlana srokaczy nie budzi żadnych wątpliwości. To tylko odmiany białe, np. koń gniady ze „skarpetką”, nie mogą być uznane.
Hodowcy odetchnęli, zwłaszcza ci, którzy mieli większość srokaczy. Oni byli narażeni na największe straty. Dość powiedzieć, że w całym kraju na 180 dopuszczonych w ub. roku do hodowli ogierów tylko 11 nie miało łaciatych przodków!
Koń huculski – rodem z północno-wschodnich Karpat – niepozorne zwierzę z pogrubioną szyją i dużym łbem, zrobił niedawno wielką karierę. Kiedy w kraju przyszła moda na rekreację w siodle, zainteresowanie tą rasą gwałtownie wzrosło w całym kraju. Konik jest łagodny, cierpliwy, dobrze współpracuje z człowiekiem, nadaje się do pracy z dziećmi. Nie ma dużych wymagań, dobrze opiera się chorobom. Od połowy lat 80. wartość klaczy huculskich wzrosła czternastokrotnie, najlepsze były w cenie powyżej 10 tys. zł. Dziś koniunktura osłabła, bo od kiedy można liczyć na unijne dotacje, liczba hucułów znacznie wzrosła i koński rynek zapełnił się nimi.
W Małopolsce znajduje się najwięcej w kraju hucułów, w Europie słynna jest państwowa stadnina w Gładyszowie pod Gorlicami. W naszym regionie bardzo łatwo spotkać hucuła. Pod Tarnowem funkcjonuje kilka prywatnych hodowli, m. in. w Porąbce Iwkowskiej i Iwkowej. Z tej drugiej hodowli pochodzą dwa hucuły, które w lutym tego roku prezydent RP Bronisław Komorowski przekazał prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi. Jeden koń z Iwkowej trafił do pustelni franciszkanów w Koszalińskiem.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o