Jak pan Staszek posprzątał wieś

0
118
sprzatacz
REKLAMA

– Aaaa… do tego pana Staszka, którego pokazują w telewizji? – młoda kobieta od razu wie, o kogo chodzi. – Trzeba skręcić w prawo, zaraz za domem sołtyski.
Nikogo z Porąbki Uszewskiej nie pokazują w telewizji, tylko jego. Nie może być inaczej. Nikt nie ma wątpliwości: to jedyny taki przypadek w kraju.
– Jak tylko mnie pokażą w telewizorze, to wnet mam urwanie głowy – mówi Stanisław Smoleń, rencista, bo o nim mowa. – Wydzwania rodzina z Polski, z zagranicy. Mam telefony z Wiednia albo z Chicago. Bo czasem na Polonii puszczają ten materiał.
Pan Stanisław właśnie obchodzi dziesięciolecie swojej sławy, chociaż to człowiek nadzwyczaj skromny. Niektórzy nawet mówią: za skromny. Cichy, spokojny, solidny. Nigdy nie chciał rozgłosu, choć można było się spodziewać, że sława niechybnie nadejdzie.
Dziesięć lat temu po raz pierwszy wsiadł na rower, mając na bagażniku drewnianą skrzynię, i zrobił objazd po wsi. Pozbierał porozrzucane papiery, puszki, butelki i różne opakowania, żeby we wsi zrobiło się czyściej. Potem przyszedł czas na regularne akcje ekologiczne. Z ulic i chodników zaczęły znikać śmieci. Wszystkie zbierał do skrzyni na rowerze pan Stanisław i wywoził do zbiorczego kontenera.
– Co ten Smoleń robi? Coś się Staszkowi stało? – ludzie zaczęli między sobą dyskutować.
Takie czasy. Każdy bezinteresowny uczynek staje się podejrzany. Zwłaszcza jeśli wiąże się z grzebaniem w śmieciach.

REKLAMA

Melex na „amerykance”
Kiedyś pan Staszek miał bezsenną noc. Wymyślił wtedy, że trzeba ustawić w Porąbce kosze, w przeciwnym razie cały jego trud pójdzie na marne. Wykombinował, że kosze zrobi się z dużych puszek po farbie. Pomalował je na niebiesko. W tajemnicy przed wszystkimi wstał któregoś dnia po wschodzie słońca i razem z kolegą zamontował pojemniki wzdłuż wiejskiej ulicy. Dziś wszystkich koszy jest 100 i w przeliczeniu na liczbę gospodarstw Porąbka Uszewska jest najlepiej zaopatrzoną w uliczne kosze wsią w Polsce…
– Nie są takie złe, wytrzymywały nawet najazd śnieżnego pługu, tylko czasem nie wytrzymują najazdu chuliganów – komentuje Stanisław Smoleń. – Dzięki nim Porąbka zdobyła w przeszłości nagrodę 10 tys. zł w gminnym konkursie na najbardziej zadbaną miejscowość.
Dyrektor miejscowej szkoły i księża na niedzielnych mszach ciągle napominają: Nie niszczyć koszy!
Któregoś dnia pan Staszek doszedł do wniosku, że bardzo przydałby mu się pojazd elektryczny typu melex. Udało się kupić taki za 2,5 tys. zł na Śląsku, był do remontu.
Już wówczas zaczęła pokazywać go telewizja; redaktorzy z Katowic pomogli zdobyć do pojazdu sześć dużych akumulatorów i od tego czasu elektryczny melex jest głównym orężem Stanisława Smolenia w bojach o czystość Porąbki Uszewskiej. Wózek świetnie sprawdza się w tej roli. Ekologiczny, na platformę można zabrać różnokolorowe worki, do których Smoleń wsypuje śmieci z ustawionych przez siebie koszy.
Trasa patrolu ekologicznego wiedzie „powiatówką” i „amerykanką”. „Powiatówka” to rzecz jasna droga powiatowa, a „amerykanka” to droga zbudowana kiedyś ze spadku po krajanie, który wyjechał do USA i tam po latach zmarł.


Sortownia na podwórku
Oczyszczania wsi ze śmieci pan Staszek dokonuje każdej soboty – zimą mogą być wyjątki, jeśli zasypie – niekiedy jeszcze w środy. Robi średnio 6-7 km, schodzi mu jakieś trzy godziny. Po drodze zabiera jeszcze kolegę po wylewie, siadają razem do meleksa, robią przystanki, rozmawiają z innymi.
Odpady z koszy Smoleń transportuje na swoją posesję i czeka na przyjazd firmy, która wszystko zabierze.
– Umyślił sobie takie zajęcie i wciąż się go trzyma. Nawet gdybym chciała mu wybić je z głowy, uparłby się i dalej robił swoje. Najgorsze jest to ręczne sortowanie odpadów – twierdzi Teresa Smoleń, żona pana Stanisława. – No, czasem trochę się złoszczę, gdy mi tu pod dom przywiezie wszystkie te śmieci. Trochę śmierdzą.
– Porąbka Uszewska to agroturystyka. Musi być czysta, żeby turystów nie odstraszała – odpowiada pan Staszek, który do niedawna jeszcze wraz z żoną udostępniał część domu letnikom z różnych stron kraju. Klimat tu dobry, są tereny spacerowe, a miejscowość znana jest pielgrzymom z Groty Najświętszej Marii Panny.
– Jestem pełen uznania dla tego człowieka – mówi o Smoleniu Antoni Brachucy, zastępca wójta gminy Dębno. – Tyle lat zbiera z tych koszy śmieci, sortuje i wciąż nie brak mu zapału. Niech mi ktoś znajdzie kogoś takiego drugiego. Dzisiaj ludzie są nastawieni roszczeniowo, mało kto zechce coś zrobić gratis. On nikomu żadnego rachunku nigdy nie wystawi. To zaradny, z pomyślunkiem człowiek, ale też cichy, pokorny, dla prywatnej korzyści nigdy o nic się nie dobija.

Już go docenili
– Stanisław to wyjątkowy przypadek – przyznaje Elżbieta Rzepa, sołtyska Porąbki, zaangażowana w rozwój lokalnej agroturystyki. – Ale nie tylko z niego taki społecznik. Przy budowie placu zabaw stu mieszkańców przepracowało społecznie łącznie 1500 godzin. Stanisław w tym, co robi od dziesięciu lat, następcy raczej nie znajdzie. Komu by się aż tak chciało…? Najpierw to się ludzie dziwili, nie wiedzieli, o co mu chodzi. Z upływem czasu przyzwyczaili się do niego, zaczęli doceniać to, czym się zajmuje, sami bardziej dbają o czystość. Gdyby on nie czuł się doceniany, to już by zrezygnował. Tak myślę.
Doceniany jest, ale wielu nadal nie wierzy, że od lat pracuje przy opróżnianiu wiejskich śmieci całkowicie za darmo.
– Coś musi z tego mieć – twierdzą.
– Mąż wcześniej żartował, że dzięki tym śmieciom ma dodatki do swojej renty. Wymieniał je z nazwy: „wstydliwe”, „strachowe” i „niebezpieczne” – opowiada pani Teresa. – Niektórzy natychmiast w to wierzyli, więc mówię do męża: Staszek, daj spokój z tymi żartami, bo ludzie się na to nabierają.
Pan Stanisław przyznaje, że bywa, iż ktoś mu dorzuci trochę grosza na prąd potrzebny do ładownia wielkich baterii w meleksie – 18 godzin pod prądem przed każdym wyjazdem na trasę. Czasem są to pieniądze od stowarzyszenia agroturystycznego, a czasem od prywatnych osób.
– Masz, Stasiu, parę złotych, żebyś ze swoich nie dokładał. Prąd dużo kosztuje. I nie mów nikomu, że to ode mnie, bo jeszcze skarbówka się przyczepi albo i co innego – mówią drobni sponsorzy.
– Mnie trudno wesprzeć finansowo, bo jestem osobą prywatną. Jestem wolontariuszem ekologicznym – tłumaczy Stanisław Smoleń. – Starostwo nawet chciało kupić nowego meleksa, ale przecież mi go nie przekaże, bo jak? Byłby to prezent dla prywatnej osoby.

Edukacja przy obiedzie
Za samą pracę nigdy nic nie miał prócz sławy, o której mowa. W albumie przechowuje zdjęcie z tarnowskiej Starówki, gdzie stoi w towarzystwie znanej dziennikarki Iwony Schymalli, prowadzącej poranny program z Tarnowa. A red. Maciej Orłoś kiedyś wyraził się o nim w Teleexpresie, że jest „pozytywnie zakręcony”. To było wtedy, gdy jeszcze jeździł po wsi rowerem ze skrzynką. Orłoś to skomentował: „Silnik sześćdziesięciolatka nigdy nie wysiada”.
Trzeba kończyć rozmowę, gdyż śmieci na wsi od rana czekają na pana Stasia. On, jak zwykle, zabiera puste worki, kładzie na meleksa i zjeżdża nim z domu, z górki, od razu na „powiatówkę”. Jako pasjonat ekologii postarał się o nowoczesność w przekazie edukacyjnym do mieszkańców. Na meleksie znajdują się zamontowane głośniki, z których płynie apel do ludności Porąbki.
Tekst ułożył pan Stanisław, wzywa w nim do zachowania czystości wokół obejść i przestrzega przed skutkami zanieczyszczania środowiska, póki „nie uschnie ostatnie chore drzewo w lesie”. Trzy minuty mówienia, głosu użyczyła miejscowa gimnazjalistka z dobrą dykcją, a żeby było weselej, przerywniki wypełnia kapela ludowa z Dębna.
Jest więc tak, że jedzie melex przez wieś, po drodze zbiera odpady i jeszcze z pożytkiem przemawia do ludzi.
– Głośników nie nadużywam – zastrzega pan Stanisław.
Ale bywają od tej reguły wyjątki. Wówczas gdy niektórym mieszkańcom wciąż trzeba uświadamiać, że warto dbać o porządek.
– Wtedy staję koło ich domu i puszczam głośniki na całego – zdradza pan Staszek. – Niech sobie posłuchają przy rodzinnym obiedzie. 

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments