Jak wywołaliśmy „wojnę ślimakową”

0
133
slimak4
REKLAMA

Niedawno (TEMI, nr 24/2013) pisaliśmy o zlokalizowanej na obrzeżach Żabna Zielonej Farmie, która regularnie dostarcza na południe Europy tony ślimaków. Większość pochodzi ze specjalistycznej hodowli, niektóre z ogłaszanego co roku zbioru.
Informacja o hodowli z okolic Tarnowa wkrótce dotarła do Francji, o czym pisze „Gazeta Wyborcza”. Tytuł artykułu jest wymowny: „Francuzi są wściekli, bo zorientowali się, że jedzą… polskie ślimaki”.
Okazuje się, że francuscy smakosze byli dotychczas niezorientowani w sytuacji na rynku mięczaków. Chętnie konsumowali przygotowane na wiele sposobów ślimaki z pełnym przekonaniem, że zostały one wyhodowane bądź zebrane w ich ojczyźnie. Informacja, że mogą one pochodzić z południowej Polski, zmroziła ich. Wiadomość ta wywołała niemałe zamieszanie.
Jak wynika z artykułu w „GW”, francuscy hodowcy domagają się teraz, żeby na opakowaniach ślimaków znalazła się informacja, z którego kraju one pochodzą. Dotychczas oznaczone są jako produkt „made in UE” (podobnie jak u nas na przykład niektóre miody).
Autor tekstu pisze: „Producenci wierzą, że klienci będą chętniej kupować winniczki z Dijon niż spod Tarnowa, choć te drugie są sporo tańsze. Podobno chodzi tu nie tylko o patriotyzm ekonomiczny”.
Obecnie mamy do czynienia z kampanią przeciwko polskim ślimakom, która przejawia się także tym, iż rozpowszechniana jest informacja, jakoby francuski ślimak był smaczniejszy od polskiego.
– Słyszałem o tej ślimakowej „aferze”, którą ktoś koniecznie chce rozpętać we Francji – mówi Piotr Sadoch, współwłaściciel Zielonej Farmy w Żabnie. – To dziwne, że wielu tamtejszych zjadaczy mięczaków do tej pory nie wiedziało, że Francja jest w stanie pokryć ledwie 10 proc. rynkowego zapotrzebowania. Reszta ślimaków przywożona jest przede wszystkim z Polski, Bułgarii czy Rumunii.
Ślimak wyhodowany w Żabnie transportowany jest nad Sekwanę żywy, zahibernowany – w stanie uśpienia.
– Zdarza się, że wielu francuskich dostawców udaje przed rodakami, że mają swojego ojczystego ślimaka, kiedy tak naprawdę surowiec trafia do nich z innych krajów – dodaje Sadoch. – Niejedna firma stamtąd ma swoje przetwórnie daleko poza Francją we wschodniej Europie.
Wygląda na to, że niektóre informacje były dotychczas skrywane przed konsumentami, którzy w większości uważają, że miejscowy ślimak jest najsmaczniejszy.
– Zupełnie nie zgadzam się z taką opinią. Uważam, że polski ślimak jest smaczniejszy choćby dlatego, że w Polsce mniej niż w zachodniej Europie stosuje się pestycydów używanych w ochronie roślin – podkreśla hodowca z Żabna. – Nasz winniczek ma o wiele lepsze warunki do rozwoju niż tamten.
Trudno będzie jednak pokonać w kręgu francuskich smakoszy zakorzenione od lat stereotypy, mimo że czasem także w ich prasie organizatorzy popularnych festiwali jedzenia ślimaków przyznają, że na tego rodzaju imprezach podają ślimaki również z Polski, gdyż Francja nie jest w stanie wyhodować wystarczającej ilości.
– Kolejny mit to taki, że żyjący w naturalnych warunkach winniczek musi być smaczniejszy od tego, który pochodzi z hodowli – dodaje pan Piotr. – Ale ten pierwszy może być już starszy, mieć nawet trzy lata, gdy nasz hodowlany najwyżej 4 miesiące. Czy trzeba kogoś przekonywać, że młode mięso jest lepsze od starego?

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments