Jakie skarby kryją lasy?

0
170
skarby

W podtarnowskich lasach pojawili się poszukiwacze wojennych pamiątek. Niektórzy z nich działają na własną rękę, bez pozwolenia, czyniąc szkody. Problem ten został poruszony podczas niedawnego spotkania leśników w nadleśnictwie Gromnik, poświęconemu leśnemu szkodnictwu. Okazuje się, że odkąd sprzęt do poszukiwania „skarbów” jest łatwo dostępny, kłopot staje się coraz większy, nie tylko w lasach.

Leśnicy z Gromnika natrafiają na rozkopane grunty leśne i już dobrze wiedzą, że to pozostałość po działalności poszukiwaczy pamiątek. Zapędzają się oni w te tereny, sądząc, że znajdą w ziemi coś interesującego.
– Domyślamy się, że interesują ich pamiątki z okresu I wojny światowej – mówi Eugeniusz Piech, nadleśniczy Nadleśnictwa Lasów Państwowych w Gromniku. – Najważniejsze dla nich są okolice Łowczówka, gdzie podczas I wojny światowej odbyła się wielka bitwa między legionistami i dywizją rosyjską. Zbieracze są przekonani, że ślady tej bitwy kryje jeszcze ziemia i że można z niej coś wydobyć.
Poszukiwacze pamiątek to na ogół osoby znające historię, wiedzą, którędy przebiegał front, gdzie dochodziło do bitew i potyczek. Pod tym względem nie działają w ciemno.
– Do naszego biura docierają podania o zezwolenie na prowadzenie poszukiwań i na ogół wyrażamy zgodę. Zgody nie może być tylko w przypadku, gdy poszukiwania mogłyby przynieść lasowi szkody. Tak więc były też decyzje odmowne. Poza tym, żeby prowadzić takie działania, trzeba mieć również pozwolenie z urzędu konserwacji zabytków – informuje nadleśniczy.
Ci, którzy chcą przeczesać fragmenty lasu legalnie, piszą w podaniach o chęci odnalezienia fragmentów uzbrojenia, umundurowania, wyposażenia żołnierskiego.
– Nielegalne poszukiwania, nad którymi nie ma kontroli, mogą przynieść szkody, można na przykład uszkodzić uprawy leśne, zdewastować runo. To jest karalne – przestrzega Eugeniusz Piech.
Jego zdaniem, problem powstał, gdy poszukiwacze wyposażyli się w ogólnodostępne na rynku detektory – wykrywacze metali. W sklepach internetowych najprostsze tego typu urządzenia można kupić już za sto kilkadziesiąt złotych.
Paweł Juśko, pracownik Starostwa Powiatowego w Tarnowie, autor publikacji o cmentarzach z okresu I wojny światowej „Sto imion uwiecznia ten kamień”, słyszał o prowadzonych poszukiwaniach pamiątek w rejonie walk, nie zawsze legalnych. Podobno czasem przynosiły oczekiwane rezultaty.
– Moim zdaniem, poszukiwania te ciągle mogą przynieść efekt, ale muszą być organizowane zgodnie z obowiązującym prawem – mówi. – Zainteresowanie I wojną światową jest duże, w ostatnich latach powstało w Polsce wiele grup rekonstrukcyjnych, które potrzebują oryginalnych eksponatów. Trzeba je jednak zdobywać legalną drogą.
Okolice Tarnowa znajdują się w centrum uwagi poszukiwaczy. Podczas I wojny światowej na linii Białej i Dunajca wielokrotnie zatrzymywał się front i były toczone zacięte walki. Świadectwem ich jest ponad 100 cmentarzy i cmentarzyków, na których pochowanych jest 60 tys. żołnierzy służących w armiach trzech zaborców.
Mimo że Tarnów na mapach I wojny światowej zajmuje w Polsce istotne miejsce, nigdy tu nie powstała specjalna ekspozycja gromadząca pamiątki z okresu Wielkiej Wojny.
– Udało się to zrobić w Gorlicach, gdzie w maju 1915 roku odbyła się wielka bitewna operacja. W Tarnowie były podobne zamysły, aby wyeksponować zachowane pozostałości z tamtego okresu, ale zawsze brakowało konsekwencji – twierdzi Paweł Juśko.
Nie wiadomo, ile pamiątek po pierwszej wojnie kryje jeszcze ziemia w okolicach Tarnowa, nie wiadomo, co dotychczas zostało odnalezione. Odnajdywanie „skarbów” za pomocą wykrywaczy metali jest coraz bardziej popularne, ale nie wszyscy wiedzą, że oprócz stosownych zezwoleń działa prawnie zasada, iż wszystko, co jest w ziemi i przedstawia wartość historyczną, należy do Skarbu Państwa.
W Tarnowie i okolicy „detektoryści”, jak się czasem określa poszukiwaczy pamiątek, najczęściej odwiedzają ruiny zamków na górze Św. Marcina i w Melsztynie, ale tam próbują odnaleźć królewskie skarby.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o