Kłopotliwe sąsiedztwo

0
144
Osiedle Kościuszki w Dąbrowie Tarnowskiej
REKLAMA

Władze gminy wymyśliły pewien sposób na rozwiązanie problemu, jego pomyślność zależeć będzie jednak od zgody blokowych rozrabiaków i od dobrej woli sądu, do którego już trafiły dokumenty spisane w dąbrowskim magistracie.
– Poważny problem dla mieszkańców bloku stanowi jedna rodzina, kilka miesięcy temu zmarła starsza pani – mama dwóch dorosłych synów, których jako tako udawało się jej trzymać w ryzach, teraz niestety panowie puścili wodze fantazji i zaczynają coraz śmielej poczynać. Nadużywają alkoholu, mają problemy z prawem i, co najgorsze, sprowadzają do mieszkania kolegów od kieliszka. Wszczynają burdy z sąsiadami, wyzywają ich, wiele zachowań może budzić obawy co do bezpieczeństwa pozostałych lokatorów – w niewłaściwy sposób używają urządzeń gazowych i elektrycznych, niszczą wspólne mienie, załatwiają potrzeby fizjologiczne w piwnicach, a nawet w klatkach schodowych. Ludzie się skarżą, że ich małe dzieci muszą oglądać gorszące sceny, bo panowie leżą pijani na schodach oraz słuchać wulgarnych przekleństw – mówi sekretarz Dąbrowy Tarnowskiej, Stanisław Ryczek.
Pomysł gminy na rozwiązanie sąsiedzkiego kryzysu jest taki, żeby dwóch mężczyzn – największych blokowych rozrabiaków wyeksmitować z mieszkania. – Ze względu na zakłócenia porządku będziemy starać się, aby doszło do ich eksmisji i mamy nadzieję, że sąd podzieli naszą opinię podpartą zeznaniami lokatorów. Zbieramy opinie mieszkańców, policjantów, pracowników ośrodka pomocy społecznej i nie ukrywam, że liczymy na ich poparcie. Kilka lat temu mieliśmy podobną sytuację w jednym z należących do gminy bloków, z którego chcieliśmy eksmitować bardzo uciążliwego lokatora. Większość mieszkańców zapewniała, że pójdą do sądu i składać będą zeznania. Doszło jednak do tego, że ów pan, kiedy dowiedział się, kto będzie przeciwko niemu świadczyć, odwiedzał ich z groźbami. No i stało się tak, że ludzie się wycofali i do eksmisji nie doszło – przypomina Ryczek.
Kłopotliwi lokatorzy z „trójki” mogliby zostać eksmitowani, a gmina przyznałaby im prawo do lokali socjalnych. Tu pojawia się jednak problem, bo takowe znajdują się w Brniku i Szarwarku, i nie wiadomo, czy panowie zgodzą się do nich przeprowadzić. Nie jest więc wykluczone, że sprawa może się przeciągnąć.
Blok na osiedlu jest własnością gminy, znajdują się w nim 54 lokale, 12 z nich jest wykupionych, czynsz jest dość niski i wynosi zaledwie dwa złote za metr kwadratowy. – Gdyby więcej mieszkań było własnościowych, lokatorzy bardziej zadbaliby o porządek w samym budynku, jak i w jego otoczeniu. Zachęcamy do wykupu, ale nie da się ukryć, że blok jest nieco kłopotliwy – jest tam trudny dojazd, nie ma parkingu i niestety odstrasza opinia o nim, która niesłusznie obejmuje wszystkich jego mieszkańców. Przy zakupie mieszkania chętni mogą liczyć na 60 procentową bonifikatę, za metr kwadratowy trzeba zapłacić około tysiąc złotych, a spłatę można rozłożyć na pięć lat. Niestety, chętnych nie ma – dodaje Stanisław Ryczek.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o