Koronkowy zawrót głowy

0
66
Michalina Gębarowska
REKLAMA

Pani Michalina sztuką szydełkowania zaczęła fascynować się w latach 70. Jej mama potrafiła uszyć niesamowite obrusy oraz serwety. W końcu i ona wzięła do ręki szydełko i zaczęła szyć. – To była miłość od pierwszego wejrzenia. Uwielbiałam spędzać czas z szydełkiem w dłoni. Tak jest zresztą do dziś. Potrafię usiąść wieczorem przed telewizorem w moim dużym fotelu i szyć nawet do późnych godzin nocnych. Dawniej robiłam czapki czy swetry, teraz częściej skupiam się na niewielkich ozdobach, chociaż zdarzyło mi się również uszyć… ponadtrzymetrową zasłonę. Zajęło mi to trzy miesiące – mówi pani Michalina.
W tej pasji najważniejsza jest cierpliwość, zdolności manualne, a także wyobraźnia. Pani Michalina wszystkie swoje prace wykonuje dzięki pomysłom, które pojawiają się w jej głowie. W swojej pracy nie stosuje żadnych szablonów, a także nie wzoruje się na filmach instruktażowych. – Nie korzystam z internetu, więc wszystkie rzeczy, które uda mi się wykonać, są efektem jedynie moich pomysłów. Szydełkowanie bardzo mnie uspokaja. Poza tym jest to zajęcie, które przy niezbyt dużych nakładach finansowych, może dać naprawdę ciekawe efekty. Jedyny koszt, jaki jesteśmy zmuszeni ponieść, to kupno szydełka i nici. Zestaw kilku szydełek możemy kupić już za 40 zł. Najlepsze są te wykonane w całości z metalu, mocnego akrylu, bądź drewna. Szydełko nie może być ani za długie, ani za krótkie, a także nie może ograniczać ruchów, ani wbijać się w dłoń. Z kolei niewielka szpulka nici to wydatek około 20 zł. Minusy szydełkowania? Pewnie można jakieś znaleźć, ale jest ich niewiele. Niektórzy narzekają, że po kilku godzinach szycia bardzo bolą ich płace. Na szczęście nie należę do tej grupy – śmieje się mieszkanka Szerzyn, wskazując przy okazji na wykonane niedawno koszyczki wielkanocne. – Co roku na święta wielkanocne przygotowuję różne ozdoby. Są wśród nich baranki, kurki, czy pisanki. Najważniejsze są jednak koszyczki. Wykonanie jednej sztuki zajmuje mi około dwóch godzin. Po tym, jak uszyję koszyczek, muszę pomoczyć go w kleju rozpuszczonym w wodzie lub w specjalnym cukrowym krochmalu. Wszystko po to, aby stały się one sztywne jak drut.
Wiele prac pani Michaliny było prezentowanych na różnych pokazach sztuki rękodzielniczej i koronkowej. Jej prace wygrywały m.in. „Regionalny konkurs na pisankę ludową i plastykę obrzędową” organizowany przez Małopolskie Centrum Kultury „Sokół”. Mieszkanka Szerzyn twierdzi jednak, że koronkowe dzieła są coraz mniej doceniane przez społeczeństwo i nie jest to zajęcie, na którym można byłoby zarabiać duże pieniądze. – Jakiś czas temu rodzina namawiała mnie do tego, abym swoje prace sprzedawała w internecie. Uznałam jednak, że nie ma to najmniejszego sensu. Koronkowe jajka można kupić w sieci już za 20 zł, a trzeba się nad nimi naprawdę sporo napracować. Dlatego wolę dać w prezencie kilka swoich prac znajomym i rodzinie niż zarabiać na tym niewielkie pieniądze. Niestety, ta pasja ma to do siebie, że częściej służy tylko własnej satysfakcji niż ewentualnemu zarobkowi – mówi rękodzielniczka z Szerzyn i dodaje, że po cichu liczy na to, iż moda na koronki jeszcze powróci. – Był czas, kiedy zapanował duży boom na koronki w Polsce. Wiele osób w swoich domach posiadało nie tylko koronkowe serwetki czy obrusy, ale także kamizelki lub kołnierze. Szkoda, że to minęło, bo ręcznie wykonane prace potrafią przetrwać nawet kilka pokoleń. Teraz młode dziewczyny mają inne zainteresowania niż szydełkowanie. Wystrój mieszkań i domów zmienił się na bardziej nowoczesny. Niewiele osób urządza swoje cztery ściany w starym, dobrym polskim stylu. Wierzę jednak, że koronki z czasem wrócą do łask.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o