Kredyty nie takie straszne?

0
47
zadluzenie-gmin

Marcin Kiwior, wójt podtarnowskiego Skrzyszowa (zadłużonego na ponad 60 procent przy 35-milionowym budżecie własnym) nie uważa, że gmina przekroczyła próg bezpieczeństwa finansowego. Indywidualny wskaźnik zadłużenia nie został naruszony, sytuacja jest pod kontrolą i wójt zapowiada, że poziom gminnego długu będzie odtąd stopniowo malał.
– Przed pięcioma laty, kiedy obejmowałem urząd wójta, zadłużenie wynosiło ok. 50 procent. W międzyczasie wzrosło o dziesięć procent i nie uważam, że stało się źle. Wręcz przeciwnie… – przekonuje. – Stało się tak z korzyścią dla gminy i jej mieszkańców, którzy oczekują inwestycji poprawiających jakość życia. W minionych latach sporo zrobiliśmy z pomocą unijnych dotacji i kredytów. Należy korzystać z możliwości rozwoju, których za chwilę może nie być – w tym roku na inwestycje przeznaczamy 9 mln złotych, w ubiegłym było to 10 milionów. Trzeba korzystać z kredytów, by się rozwijać, trzeba „dociskać” samorządy, by nie trwały w inwestycyjnym bezruchu i nie marnowały szansy.
Skrzyszów to jedna z najdynamiczniej rozwijających się gmin w Małopolsce i skutecznie korzystających z dotacji UE. Nie wahała się wydać ostatnio miliona złotych na sporządzenie planu zagospodarowania przestrzennego, aby ułatwić decyzje potencjalnym inwestorom.
Z inwestycyjnej aktywności i ambicji wykraczającej poza lokalne opłotki słynęły też Wierzchosławice, kierowane do niedawna przez Wiesława Rajskiego. Niestety, nie zachowały umiaru i ponoszą dziś tego konsekwencje. Sytuacja finansowa przeraziła nowego wójta Zbigniewa Drąga. Kiedy przejmował gminę, jej dług wynosił 17 mln zł, co stanowiło blisko 65 procent wielkości budżetu Wierzchosławic. Oponenci poprzedniego wójta zarzucają mu, że doprowadził do zbyt wielu nieprzemyślanych i kosztownych inwestycji. Co gorsza, niektóre przedsięwzięcia zamiast spodziewanych zysków przynoszą straty, wśród nich: farma fotowoltaiczna, sztuczne lodowisko i Centrum Kultury Wsi Polskiej. Wierzchosławice były regionalnym liderem w realizacji projektów z udziałem funduszy unijnych i koniecznym wkładem własnym samorządu. Euforia minęła, a dziś nowe władze muszą zająć się w pierwszej kolejności oddłużaniem gminy.
– Naprawiamy budżet po poprzednich władzach, negocjujemy, regulujemy niezapłacone zobowiązania. To oczywiście potrwa, ale damy radę, zadłużenie będzie sukcesywnie zmniejszane – oznajmia wójt Drąg i dodaje, że w tym roku nie ma mowy o poważniejszych inwestycjach.
Na drugim biegunie jest kilka gmin z zadłużeniem poniżej dwudziestu procent, wśród nich Gromnik, który kończył rok 2014 z ledwie piętnastoprocentowym długiem. Wójt Bogdan Stasz nie zgadza się z opiniami, że to dowód na pasywną postawę samorządu i gospodarczy zastój gminy.
– W żadnym razie tak nie jest, wykazujemy tylko więcej rozwagi, ostrożności i cierpliwości połączonej z wiedzą. Mierzymy zamiary na siły i w ważnych inwestycjach szukamy zawsze wsparcia z zewnątrz. Co istotne, staramy się myśleć perspektywicznie i przewidywać późniejsze skutki decyzji finansowych i inwestycyjnych – podkreśla wójt Stasz. – Choć gmina wykazuje tak niewielkie zadłużenie, na każdym kroku widać jej rozwój i poprawę infrastruktury. Ludzie to widzą, chcą w naszej gminie budować się i osiedlać na stałe. Kiedy przed szesnastu laty obejmowałem urząd wójta, ar działki w Gromniku i okolicach można było kupić już za ok. 500 złotych, a dzisiaj cena dochodzi nawet do pięciu tysięcy. To świadczy o atrakcyjności naszej gminy i jest także dobrą miarą sukcesu samorządu.
Wójt Gromnika przyznaje, że kredyty nie takie straszne, ale warto sięgać po nie z rozwagą i widzieć trochę dalej niż efektowne zakończenie inwestycji. Po przecięciu wstęgi, gratulacjach zaproszonych gości i chwili medialnej sławy przychodzi zawsze czas twardych finansowych rozliczeń.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o