Kto ma ule, ten ma… problem

0
365
pasieka
REKLAMA

Powiatowy Lekarz Weterynarii w Tarnowie zakomunikował, że Tarnów i powiat należą do obszaru zagrożonego chorobą i w związku z tym wprowadza się pewne obostrzenia. Między innymi nie wolno teraz przemieszczać rodzin i matek pszczelich, zabrania się organizować targów i wystaw z udziałem pszczół, nakazany został też przegląd okolicznych pasiek, który przeprowadzą lekarze weterynarii.
Zgnilec amerykański, wywoływany przez bakterie przenoszone często przez wędrujące pszczoły nieznanego pochodzenia, to jedna z najgroźniejszych chorób tych miodnych owadów, trudna do zwalczania, w wielu przypadkach prowadzi do całkowitego wyniszczenia pasieki. Choroba atakuje czerwie, czyli pszczele larwy.
– W Tarnowie i okolicy stwierdziliśmy dotychczas trzy ogniska tej choroby. Zostały one zlikwidowane zgodnie z przewidzianą procedurą – informuje Paweł Wałaszek, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Tarnowie. – W ciągu ostatniego dziesięciolecia drugi raz notujemy tę chorobę pszczół na naszym terenie. Na razie nie wiemy, jaki jest jej zasięg. Z niektórych pasiek zostały pobrane próbki do badań laboratoryjnych i czekamy na wyniki. Ze względu na to, że w ostatnich dniach się ochłodziło i ule zostały zamknięte, lustracje pasiek pewnie dokończymy już wiosną.
– Jesteśmy zaniepokojeni sytuacją i podjęliśmy wszelkie środki ostrożności, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się bakterii. Podstawą jest właściwa higiena w pasiece – mówi Leszek Bodzioch, prezes Pogórskiego Związku Pszczelarzy w Tarnowie. – Zgnilec to dobrze znana choroba, stara jak pszczelarstwo, ale ponieważ jest groźna, zawsze wśród gospodarzy pasiek wywołuje niepokój. Zwalczana jest z urzędu.
Okazuje się, że z biegiem lat pszczoły coraz bardziej chorują. Są mniej odporne niż kiedyś.
– To skutek stosowania w rolnictwie i sadownictwie środków chemicznych. Człowiek także na skutek styczności z chemią stosowaną w żywności oraz zanieczyszczenia środowiska prędzej traci zdrowie – mówi prezes Bodzioch.
Co gorsza, w pasiekach pojawiają się też nowe choroby, ostatnio na przykład nosema cerenae, pasożyt wywołujący biegunkę. W latach 80. ubiegłego stulecia pojawiła się w Polsce osławiona warroza, która dokonała w krajowych pasiekach ogromnego spustoszenia.
– Walka z chorobami pszczół jest tym bardziej trudna, że z wyjątkiem warrozy nie można stosować medykamentów chemicznych – dodaje Leszek Bodzioch. – Nie wolno, ponieważ chemia odkłada się w produktach pszczelich.
W przypadku zgnilca prowadzi się przesiedlanie pszczół, mające na celu oddzielenie dorosłych osobników od plastrów z chorującym lub zmarłym czerwiem; bywa, że zakażone pnie pszczele niszczy się poprzez ich spalenie wraz z całym wyposażeniem uli i używanym sprzętem.
Ten rok nie jest najlepszy dla pszczelarstwa. Potwierdzają to również właściciele pasieki „Rój” w Woli Rzędzińskiej.
– Wpłynęła na to pogoda. Sporo było wilgoci, zwłaszcza w drugiej części roku spadło za dużo deszczu.
– Wydajność pasiek w tym sezonie trzeba ocenić jako bardzo słabą – mówi prezes Bodzioch. – Pewnych odmian miodu albo w ogóle nie ma, albo są w niewielkich ilościach. Nie ma lipy, akacji jak na lekarstwo, podobnie jest ze spadzią liściastą.
W najbliższym czasie dodatkowym problemem w pasiekach byłaby długa, mroźna zima i spóźniona, krótka wiosna.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments