Kto odpowie za wypadek w Borzęcinie?

0
109
borzecin wypadek
REKLAMA

Do wypadku doszło w połowie stycznia. 33-letni mężczyzna, Kazimierz Czesak, mieszkaniec Borzęcina, spadł z rusztowania. Zawiadomiono policję, a poszkodowanego odwieziono na oddział anestezjologii i intensywnej terapii do szpitala świętego Łukasza w Tarnowie. Do dzisiaj nie odzyskał przytomności, cały czas utrzymywany jest w stanie śpiączki farmakologicznej. Ma poważne uszkodzenie kręgosłupa i inne obrażenia wewnętrzne.
Okoliczności zdarzenia nie są do końca jasne, matka poszkodowanego i niektórzy pracownicy twierdzą, że tuż po wypadku został on niezgodnie z zasadami udzielania pierwszej pomocy przeniesiony w inne miejsce.
– Mówiono mi, że chcieli syna wynieść z terenu budowy po to, aby odpowiedzialność nie spadła na firmę, która prowadziła budowę – mówi matka poszkodowanego, Krystyna Czesak. – Syn spadł z rusztowania i stracił przytomność, zamiast zostawić go tam, gdzie upadł, przeniesiono go w inne miejsce. To, jak mówili mi lekarze, mogło zaszkodzić mu bardziej niż sam upadek. Cały czas jest w śpiączce, lekarze mówią, że musimy być przygotowani na najgorsze.
Wersję pani Krystyny potwierdza jeden z pracowników firmy, w której pracował poszkodowany. Mówi, że jego kolega spadł z rusztowania i chyba zemdlał, bo się nie ruszał. Przeniesiono go kilka metrów dalej i, zdaniem pracownika, faktycznie pojawił się pomysł, aby wynieść kolegę poza teren budowy. Mężczyzna mówi, że nie może podać swojego nazwiska, bo od razu zostałby zwolniony.
– Prowadzimy w tej sprawie postępowanie – wyjaśnia rzecznik brzeskiej policji, Ewelina Buda. Mundurowi przesłuchują świadków, badają miejsce zdarzenia, nie jest wykluczone, że o sprawie zawiadomiona zostanie prokuratura.
Prawdopodobnie zrobi to także rzecznik krakowskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy, Wojciech Dyląg.
– Zastanawiające jest, że dowiedzieliśmy się o wypadku dopiero trzy tygodnie później. To może rodzić podejrzenia, że na budowie nie stosowano się do przepisów o bezpieczeństwie pracy. Świadczy także o tym, że pracodawcy odwlekają sprawę, bo chcą uniknąć odpowiedzialności – mówi. PIP od razu wysłała do Borzęcina inspektorów, którzy badają sprawę. Kontrola może potrwać nawet kilka tygodni.
Kazimierz Czesak pracował na budowie zaledwie dwa dni.
– Pierwszy raz poszedł do pracy 13 stycznia, tak bardzo się cieszył, że znalazł zatrudnienie, wcześniej przez trzy lata był na bezrobociu – mówi Krystyna Czesak.
Inwestorem prowadzonej budowy jest gmina Borzęcin, ale wójt Janusz Kwaśniak niewiele wie o wypadku.
– Słyszałem, ale szczegółów nie znam – mówi. – To wykonawca robót odpowiada za sprawy związane z zatrudnieniem, ponosi odpowiedzialność za wypadek.
Wykonawcą robót jest Eko-Bud z Tarnowa, kierownikiem budowy jest inżynier Rafał Ponikiewski, który, jak zapewnia Marian Cichy, rzecznik Eko-Bud, legitymuje się wszelkimi wymaganymi uprawnieniami. Kazimierz Czesak poszkodowany w wypadku jest pracownikiem firmy Ład-Bud, podwykonawcy.
– Jeden z bezpośrednich świadków zdarzenia relacjonował, że pan Czesak chwycił się za serce, następnie pochylił się i spadł z balkonu – mówi Marian Cichy. Przerwano pracę, wezwano karetkę, ratownicy zawiadomili  policję.
W Eko-Bud zapewniają, że są w stałym kontakcie z rodziną poszkodowanego i wyrażają wolę pomocy, także finansowej, zarówno w leczeniu, jak i przyszłej rehabilitacji.
Przedstawiciel Eko-Bud twierdzi, że zgłoszenie wypadku do Państwowej Inspekcji Pracy zostało dokonane 7 lutego, czyli trzy tygodnie po fakcie. Wojciech Dyląg, rzecznik PIP, mówi, że zawiadomienie powinno nastąpić natychmiast, tego samego dnia. Rodzina Kazimierza Czesaka ma nadzieję, że PIP wyjaśni sprawę i rozwieje wszelkie wątpliwości.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments