Kto przychodzi po ratunek?

0
146
brzesko-SOR
REKLAMA

– Wszystkich przyjmujemy i wykonujemy badania, które mają potwierdzić lub wykluczyć chorobę, chociaż tych nadprogramowych pacjentów doskonale znamy, bo bywają u nas bardzo często – mówi ordynator brzeskiego SOR, Adelina Skupiewska. – W ubiegłym miesiącu pewien pan był u nas aż osiem razy, a gdy wypisywaliśmy go, to nie szedł do domu, tylko zaszywał się w jakimś kącie w szpitalu, gdzie sobie siedział albo spał. To i tak nic w porównaniu z innym pacjentem, którego przyjmowaliśmy na oddział 25 razy! Cała ta sytuacja byłaby może zabawna, gdyby nie fakt, że ów pan i jemu podobni „chorzy” powodują, iż średnio w ciągu roku przyjmujemy około tysiąca pacjentów, którym nic nie dolega. Oczywiście w sensie medycznym, bo bez wątpienia jest to grupa potrzebująca pomocy, z tym tylko, że pomocy takiej nie dostaną w SOR.
Największą, a zarazem najbardziej uciążliwą grupę pacjentów Szpitalnego Oddziału Ratunkowego stanowią alkoholicy. Na oddział trafiają o własnych siłach, często są przywożeni przez znajomych lub rodzinę bądź przez policjantów. Po opatrzeniu ran, bo tych pijani nabawiają się często w czasie upadków, i zbadaniu ogólnego stanu zdrowia, taki pacjent, jeśli akurat oddział nie jest przepełniony, zostaje na noc, spokojnie się wyśpi, a rano sam opuszcza szpital, najczęściej bez wiedzy personelu. Gdy łóżek wolnych nie ma, delikwent odwożony jest na koszt szpitala do domu.
 – Pijani zaczynają napływać na oddział już po południu, badamy, zszywamy rany, często wykonujemy wiele specjalistycznych badań diagnostycznych. Wielu z nich jest agresywnych i wulgarnych, wyzywają pracowników, mają pretensje, że nikt się nimi nie zajmuje albo że łóżka są twarde. Nie wzywamy policji, bo to naraziłoby nas na długotrwałe przesłuchania, a na to nikt nie ma czasu – opowiada dr Skupiewska. – Tacy pacjenci to dla nas bardzo poważny problem głównie ze względu na to, że zajmują czas, który moglibyśmy poświęcić naprawdę chorym.
Spora grupa korzystających z pomocy SOR to osoby starsze, z reguły samotnie mieszkające, cierpiące na nocne lęki.
– Pacjenci ci opisują lekarzom, że mają bardzo wysokie ciśnienie, albo skarżą się na silne bóle, więc jest oczywistym, że natychmiast kierujemy do nich karetki. Po przywiezieniu ich na oddział okazuje się, że nic im nie dolega, spokojni i bezpieczni zasypiają w szpitalnym łóżku. Takim ludziom brakuje towarzystwa bliskich, nie mają się do kogo odezwać. Niestety, liczba ludzi starszych jest coraz większa i coraz rzadziej się zdarza, aby mieli oni zapewnioną opiekę ze strony bliskich.
Ogromnej uwagi i anielskiej wręcz cierpliwości wymagają chorzy z urojenia, u których najmniejsza rana czy najlżejszy ból wywołują paniczne napady lęku.
– Otarcie skóry to dla nich znak, że mają na pewno poważne złamanie, a ból głowy, jak utrzymują, jest na pewno spowodowany guzem mózgu. Tacy pacjenci żądają od nas wykonania szczegółowych badań, są bardzo roszczeniowi. W tej grupie pacjentów są m.in. chorzy na depresję – sugerujemy, aby udali się d o specjalisty, ale trudno ich do tego przekonać – dodaje Adelina Skupiewska.
Warunki pracy w SOR do łatwych nie należą, oprócz wymienionych wyżej trafiają nań pacjenci po wypadkach drogowych, zawałowcy, pacjenci  po udarach mózgu. Wszystko musi być zrobione szybko i sprawnie. – Aby poprawnie udzielić choremu pomocy, lekarz musi mu poświęcić około pół godziny, a oprócz tego na bieżąco musi uzupełniać dokumentację i stale doglądać chorych. Zdarza się, że nie wszyscy nasi pracownicy wytrzymują tę presję – dodaje dr Skupiewska. – Często trafiają do mnie podania z prośbą o skierowanie do pracy na innym oddziale. 

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments