Kto zwalcza myśliwych?

0
81
mysliwi

Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu, kiedy spłonęła ambona myśliwska w Charzewicach. Wówczas mówiono o tym, jakoby był to głupi żart i nie robiono z tego zbyt dużego problemu. Poważniejsze kłopoty zaczęły się w ubiegłym roku. Najpierw strażacy zmuszeni byli walczyć z ogniem, który objął dwie ambony w Wesołowie, a następnie obiekt znajdujący się niedaleko stadionu w Zakliczynie. Marzec przyniósł kolejny pożar. Tym razem ucierpiała ambona w Lusławicach.
– W tych wszystkich zdarzeniach nie ma przypadku – mówi stanowczo Łukasz Łach, komendant gminny Ochotniczej Straży Pożarnej w Zakliczynie. – Wszystkie ambony ulokowane były w szczerym polu. W żadnej z nich nie było podpiętego prądu. Ewidentnie ktoś dokonał ich podpalenia, ponieważ wykluczyliśmy, aby wpływ na pojawienie się ognia miały inne czynniki zewnętrze. Podstawowe pytanie brzmi: czy ktoś robi to dla zabawy, czy też ma jakiś zatarg z myśliwymi?
Zmartwienia takim obrotem spraw nie ukrywa Jan Świderski, łowczy koła „Melsztyn” w Zakliczynie, według którego myśliwi nie dali żadnych powodów ku temu, aby w ten sposób utrudniać im pracę.
– Z nikim nie mamy zatargów. Sam szacuję szkody od ponad 30 lat i staram się robić to na tyle uczciwie, aby wszyscy byli zadowoleni. Nie uważam więc, aby za podpaleniami stał jakiś niezadowolony rolnik. Ambony lokuje się w takich miejscach, gdzie zwierzyna wyrządza największe szkody, więc rolnicy są wręcz wdzięczni, że tego typu obiekty powstają niedaleko ich działek.
Według Jana Świderskiego może stać za tym grupka osób, która po prostu nie przepada za myśliwymi.
– Moje przypuszczenia wynikają z tego, iż w zeszłym roku podpalenie ambony miało miejsce tuż przed początkiem sezonu polowań na jelenie. Ostatni pożar również miał miejsce przed rozpoczęciem sezonu. A utrudnianie nam pracy nie dotyczy tylko pożarów ambon. Przez długi czas podcinano nam szczeble w drabinach, które służyły do obserwacji zwierzyny. Komuś ewidentnie nie pasujemy.
Straty wynikające z podpaleń nie są małe. Już teraz oszacowano je na blisko 20 tys. zł.
– Wszystkie pięć zniszczonych ambon było wykonanych przez członków koła. Ze swoich składek opłacaliśmy materiały, z których następnie własnymi siłami stawialiśmy ambony. Wszystkie były otwarte dla turystów, którzy mogli z góry przyglądać się zwierzynie poruszającej się po lesie. W tej chwili na terenie dwóch naszych obwodów łącznie pozostało 28 ambon. Mamy nadzieję, że uda się złapać osobę, która stoi za podpaleniami. Sprawę oddamy w ręce policjantów, mając nadzieję, że pomogą nam rozwiązać problem – dodaje Świderski.
W gminie Zakliczyn słychać opinie, że coraz więcej młodych ludzi bardzo poważnie podchodzi do ekologii, są coraz bardziej aktywni, a strzelanie do zwierząt dla przyjemności uznają za niezgodną z naturą działalność przestępczą. Być może to taka grupa przeciwstawia się polowaniom, niszcząc ambony…
Niewykluczone, że w najbliższym czasie w lasach, w których znajdują się pozostałe ambony, zainstalowany zostanie specjalny monitoring. Rzecznik tarnowskiej policji Paweł Klimek mówi, że jeżeli tylko policja otrzyma zgłoszenie od myśliwych, z miejsca zajmie się sprawą.
– Na pewno jest to sprawa, którą należy jak najszybciej rozwiązać, ponieważ nie można wykluczyć sytuacji, w której od podpalonej ambony ogień mógłby przedostać się na korony drzew w lesie i doprowadzić do prawdziwego nieszczęścia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o