Kurdyjski kochanek, duży kredyt, nauka Koranu…

0
311
Grażyna Kuliszewska (zdjęcie z facebookowego profilu zaginionej)
REKLAMA

– Byliśmy dobrym małżeństwem – wyznaje mąż zaginionej kilka tygodni temu Grażyny, Czesław Kuliszewski. – Owszem, dochodziło między nami do drobnych spięć, czasem nawet podnieśliśmy na siebie głos, ale tak się pewnie dzieje we wszystkich małżeństwach. Pracowaliśmy, wspólnie opiekowaliśmy się synem, mieliśmy plany. Ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że Grażyna może mieć romans, chociaż w ostatnim czasie trochę się zmieniła. Czasami dziwnie się zachowywała, była jakby nieobecna, zamyślona, zacząłem się martwić, czy nie bierze narkotyków, pytałem nawet o to naszych wspólnych znajomych. Nie czuję złości, niczego też się nie boję, bo ze zniknięciem Grażyny nie mam nic wspólnego. Mam tylko wielki żal, że wybrała taki sposób rozstania się z rodziną. Wbrew powszechnej opinii jestem pewien, że ona żyje, a prawda o tym szybko zostanie ujawniona.
Czesław Kuliszewski też bierze udział w poszukiwaniach żony – wynajął prywatnego detektywa, który bada zaginięcie Grażyny, zaledwie po tygodniu pracy w Polsce i w Anglii odkrył kilka sekretów z jej życia. Jeśli to, co mówią pracownicy detektywistycznej agencji, jest prawdą, Kuliszewska miała romans z Kurdem, wzięła w jednym z angielskich banków spory kredyt, kupiła też w Internecie Koran.
– Ostatnie święta spędzaliśmy osobno, ale nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, to była nasza wspólna decyzja. Ja z synem przyjechaliśmy do Borzęcina, wigilię spędziliśmy u moich rodziców wspólnie z ojcem Grażyny. Żona w tym czasie była w Londynie, mówiła, że chce trochę odpocząć, nabrać nowej energii – opowiada Czesław. – Umówiliśmy się, że przyjedzie zaraz po Nowym Roku, mieliśmy u notariusza załatwić sprawy związane z własnością domu, za 15 tysięcy funtów miała przepisać na mnie dom w Borzęcinie. Do podpisania papierów ostatecznie nie doszło, bo nie mieliśmy pełnej dokumentacji, pieniądze jednak żonie dałem, bo dogadaliśmy się, że jak tylko papiery będą w komplecie, przyjedziemy do Polski i dopełnimy formalności – relacjonuje Czesław Kuliszewski.
Wydarzenia, o których opowiada mężczyzna, miały miejsce 3 stycznia, po wyjściu od notariusza pojechali do rodziców Czesława i do ojca Grażyny, potem do swojego domu. – Był już wieczór, postanowiłem obejrzeć mecz, żona wykąpała syna i kładła go do łóżka, mały jednak się buntował, chciał się jeszcze bawić. Rysowaliśmy wszyscy, potem całą trójką położyliśmy się spać. Kiedy rano się obudziłem, Grażyny w domu nie było, myślałem, że poszła po coś do sklepu, kiedy jej nieobecność się przeciągała, poszedłem nawet do jej ojca, ale dom zastałem zamknięty. Nie denerwowałem się, bo żona napisała do mnie, że zobaczymy się w Londynie. Po południu zacząłem się pakować, koło północy razem z synem i siostrą wyjechaliśmy do Anglii. Dotarliśmy tam dopiero po 25 godzinach jazdy, droga była fatalna, przez cały czas sypał gęsty śnieg. W londyńskim mieszkaniu Grażyny nie było, następnego dnia po przyjeździe zgłosiłem jej zaginięcie na policję, zadzwoniłem też do Polski do swojego kuzyna i poprosiłem, aby to samo zrobił w Brzesku. Dochodzą do mnie głosy, że żona mówiła swoim znajomym, że noc z 3 na 4 stycznia miała spędzić u swojego ojca, nie mam pojęcia jednak, skąd mieli taką wiedzę – opowiada mąż zaginionej.
Wiele osób zarzuca mężczyźnie, że po zaginięciu żony spokojnie wyjechał do Londynu i dopiero po kilku tygodniach wynajął detektywa. – Jestem spokojny, bo wiem, że ona żyje – mówi Kuliszewski. – A wynajęcie detektywistycznej agencji trochę trwa, trzeba załatwić mnóstwo buchalterii, udzielić pełnomocnictw. To nie jest tak, że siedziałem z założonymi rękami i czekałem na cud. Zaledwie po kilku dniach pracy detektywi odkryli wiele tajemnic Grażyny, przekazali mi informacje, że wzięła spory kredyt, miała kochanka, kupiła i czytała Koran. Przez kilka miesięcy przed jej zniknięciem żona trochę dziwnie się zachowywała, często zamykała się w sobie, sporo mówiła o pieniądzach. Przestraszyłem się nawet, że jest chora i potrzebuje ich na zakup leków, kilku naszych znajomych pytałem, czy nie bierze czasem narkotyków.
Jak czuje się mężczyzna, który dowiaduje się, że żona zdradzała go przez ostatnich kilka miesięcy? – Fatalnie – wyznaje Kuliszewski. – Ale jeśli to prawda, to znaczy, że Grażyna jest znakomitą aktorką. Nigdy nic nie podejrzewałem, zawsze była dobrą żoną i kochającą matką. A przecież wszystko mogliśmy obgadać, nie musiała się ukrywać, mogliśmy rozstać się bez sensacji. Detektywi mi mówią, że żona wyjechała z Borzęcina samochodem i ktoś musiał jej pomóc w ucieczce. Mam nadzieję, że wszystko szybko się wyjaśni i ludzie, a zwłaszcza niektórzy członkowie rodziny Grażyny przestaną wieszać na mnie psy i oskarżać mnie o wszystko co najgorsze, łącznie z tym, że ją zabiłem. Aby uwolnić się choć trochę przed tymi oskarżeniami, poddałem się badaniom wariograficznym. Gdyby policja miała choć cień wątpliwości co do mojej niewinności, pewnie już siedziałbym w areszcie. Rodzina Grażyny zrobiła ze mnie potwora, wynajęli jasnowidzów, którzy snują jakieś swoje chore wizje, a oni im wierzą.
Agencja detektywistyczna pracuje nad sprawą zaginięcia Grażyny Kuliszewskiej niecałe dwa tygodnie, ale jej pracownicy ustalili już kilka faktów. – Coraz bardziej skłaniam się ku wersji, że kobieta realizowała wcześniej przyjęty plan i rodzinę opuściła dobrowolnie – mówi właściciel agencji, Bartosz Waremczuk. – Ustaliliśmy, że zaginiona wzięła w jednym z londyńskich banków spory kredyt, a w sklepie internetowym kupiła Koran. Co najmniej od wiosny ubiegłego roku Grażyna Kuliszewska miała romans z mieszkającym w Londynie Kurdem, w którego towarzystwie spędziła święta. Ustalamy, kto pomógł kobiecie w opuszczeniu Borzecina, najprawdopodobniejsza wersja jest taka, że wyjechała stamtąd samochodem.
Domniemamy kochanek Kuliszewskiej – Kurd o imieniu Sardar, który zaraz po jej zaginięciu oferował 100 tysięcy złotych nagrody za informacje o miejscu pobytu kobiety, teraz wycofał się z obietnicy. Twierdzi, że Grażyna nie żyje. Podobnie sądzi kilku jasnowidzów, którzy poproszeni zostali o pomoc w rozwikłaniu zagadki zaginięcia kobiety. Twierdzą oni nawet, że ciało Grażyny zakopane jest niedaleko jej domu, ostatnie poszukiwania, w których wzięło udział ponad 200 osób, nie przyniosły żadnych rezultatów.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o