Kwadratura kółka (rolniczego)

0
105
- Nie poddamy się – zapowiadają protestujący przeciwko obecnemu zarządowi Kółka Rolniczego w Łysej Górze. – Na majątek kółka pracowało kilka pokoleń mieszkańców Łysej Góry i wszyscy wspólnie powinniśmy zdecydować o jego dalszym losie

Sprawą zajmuje się bocheńska prokuratura oraz Sąd Okręgowy w Krakowie. Zarządzający kółkiem uważają, że protestujący nie mają racji, a zostali z niego wykluczeni dlatego, iż… nie przychodzili na zebrania.
– Do 1996 roku sytuacja była jasna: każdy, kto korzystał z usług kółka, płacił składkę członkowską, a płacili wszyscy mieszkańcy – niewielu miało wtedy swoje maszyny rolnicze. Zebrania wiejskie odbywały się jednocześnie z zebraniami kółka, dla wszystkich było sprawą oczywistą, że majątek spółdzielni należy do całej wsi. Nie chcemy, aby dorobek kilku pokoleń mieszkańców Łysej Góry bezprawnie przeszedł w niepowołane ręce – mówi Wiesław Sacha. – Jeszcze do niedawna to, co dzieje się w kółku, przyjmowaliśmy za dobrą monetę, zaufanie straciliśmy w ubiegłym roku, kiedy bez naszej wiedzy zarząd próbował sprzedać jeden z budynków. Cena wyniosła ponad pół miliona złotych, kiedy jednak sprzeciwiliśmy się temu, zarząd się wystraszył i oddał pieniądze kupcowi.
Sacha dodaje, że z prawniczych ekspertyz wynika, iż nie da się podważyć oczywistych faktów. Każdy, kto głosował na obecny zarząd, jest jego członkiem.
– Zaufaliśmy tym ludziom, daliśmy im mandat, aby opiekowali się majątkiem kółka, aż trudno teraz uwierzyć, że prowadzą oni działalność, która jest w sprzeczności z dobrem kółka i całej wsi. Z czego wynika fakt, że nie chcą poddać się osądowi i nie chcą zwołać zebrania wyborczego?
Kółko Rolnicze w Łysej  Górze istnieje już ponad wiek, tuż po wojnie i kilkadziesiąt lat po niej prowadziło prężną działalność, a zyski przekazywane były na inwestycje i częściowo na potrzeby wsi. Usługi świadczone były do 2012 roku, rok później zarząd sprzedał maszyny.
– W 1988 roku cała wieś składała się na kupno kombajnu, nawet ci, którzy nie mieli ziemi, czuli się w obowiązku, mieli legitymacje członkowskie. Teraz zarząd bezprawnie próbuje pozbawić nas członkostwa w spółdzielni – wyjaśnia Tomasz Macheta.
Na 29 marca zwołano walne zebranie, przyszli na nie także mieszkańcy, którzy zdaniem obecnego zarządu nie są członkami kółka.
– Stawiliśmy się sporą grupą, chcieliśmy zmienić zarząd.  Nie dopuszczono nas jednak do udziału w obradach, popychano nas, atakowano słownie, wreszcie zablokowano przed nami drzwi. Nie zgodzili się na nasz udział, bo wiedzieli, że nasze głosy spowodują, iż do zarządu nie wejdą – relacjonuje Marek Stanisław. Ci, których nie wpuszczono, udali się więc w inne miejsce i przeprowadzili swoje wybory do zarządu, wysłali protokół do Krajowego Rejestru Sądowego i ten nowe władze kółka zatwierdził. Radość trwała tydzień, na wniosek poprzedników wybory zostały unieważnione, wszystko zostało po staremu.
– Boimy się, że w dalszym ciągu działać będą bez żadnej kontroli i dowolnie dysponować majątkiem, do którego nie mają prawa – mówi Wiesław Sacha. – Do 2012 roku w kółku nie przeprowadzono zebrania wyborczego, co jest niezgodne ze statutem. Wiele razy prosiliśmy zarząd o zwołanie ogólnego zebrania, ale oni się nie zgadzają, bo wiedzą, że ludzie wywieźliby ich na taczkach. Podejrzewamy, że chcą przeczekać zamieszanie, zlikwidować spółdzielnię, sprzedać majątek i zarobić na tym. Tylko tym można wytłumaczyć ich dotychczasowe postępowanie. Trzy lata temu prezes zarządu kółka – Franciszek Batko, złożył rezygnację, do dzisiaj nie wybrano jego następcy, a na stronie internetowej kółka nadal figuruje jego nazwisko.


Zdaniem mieszkańców, ostatnie zgodnie z prawem przeprowadzone walne zebranie kółka odbyło się w 1996 roku, wzięło w nim udział kilkudziesięciu członków.
– Cztery lata później już nas do głosu nie dopuszczono, a jak dowiedzieliśmy się z Krajowego Rejestru Sądowego, sfałszowano listę obecności i przedstawiono tę z 1996 roku. Co ciekawe, kilka osób w tym czasie umarło, a dalej widniały jako te, które głosowały za wyborem zarządu kółka. Ale tam nie takie rzeczy w ostatnich latach się działy, po śmierci byłego prezesa przez kilka lat używano jego pieczątki – twierdzi Lucyna Ogar.
Marek Stanisław, który przed 2000 rokiem przez trzy kadencje pracował w komisji rewizyjnej, tłumaczy, dlaczego zarząd tak kurczowo, jego zdaniem wbrew prawu, trzyma się stołków.
– Boją się, żeby na jaw nie wyszły ich niejasne postępki. Udało nam się dowiedzieć, że w latach 2000-2011, mimo iż kółko działało pełną parą, tylko przez dwa lata wykazało niewielki zysk, w pozostałych rzekomo ponosiło same straty. Wydaje się to mało prawdopodobne, bo kółko ma jeszcze spory majątek, dzierżawi budynki, place i sklepy. Jak można mieć około 150 tysięcy złotych obrotów rocznie i mieć ciągłe straty?
W kwietniu kilkadziesiąt osób dostało pisma od zarządu kółka, wezwane zostały do niezwłocznego zwrotu wszelkich dokumentów dotyczących działalności Kółka Rolniczego w Łysej Górze.
– Wyznaczono siedmiodniowy termin pod rygorem ochrony praw kółka, wezwana także zostałam do nierozpowszechniania jakichkolwiek dokumentów. Czyżby zarząd czegoś się bał i próbował coś ukryć? – zastanawia się Marta Sacha.
W ubiegłym roku mieszkańcy wysłali do zarządu pismo, w którym domagali się wyjaśnień dotyczących działalności kółka oraz pytali, dlaczego pozbawia się mieszkańców członkostwa.
– Odpisali nam bardzo arogancko, że organizacja rolnicza jest odrębną osobą prawną i nie podlega organom administracji rządowej ani samorządowej. A chodzi o to, że na majątku, który należy do całej wsi, robią swoje prywatne interesy. Działalność kółka jest bardzo ograniczona, a zatrudniona jest tam księgowa i, co dziwne, korzystają dodatkowo z usług innej księgowej. Członkowie zarządu zatrudniają swoich krewnych, wynajmują także prawniczkę, której za każdą opinię czy napisany dokument płacą spore pieniądze – wylicza Janina Lis. – Już w 2007 roku sąd wytknął zarządowi fałszowanie dokumentów, od zarządu zażądano notarialnie potwierdzonych dokumentów. Tak się stało, że notariusz podpisał protokoły, z tym, że były one nieprawdziwe. Sprawę bada bocheńska prokuratura.
Przedstawiciel kółka, Henryk Kopytko twierdzi, że oficjalnie będzie mówił dopiero wtedy, gdy rozstrzygną się sądowe i prokuratorskie sprawy. Na pytanie, dlaczego zarząd próbuje pozbawić prawa członkostwa co najmniej kilkadziesiąt osób, odpowiada:
– Nie przychodzili na zebrania, więc zostali wykluczeni. Ci, którzy sprzeciwiają się naszym działaniom, to grupa ludzi, którzy bronią swoich interesów kosztem majątku kółka. Rozpętano nagonkę na faktycznych członków kółka, część mieszkańców domaga się, aby do spółdzielni przyjąć pół wsi, to jest absurd.
Henryk Kopytko nie zgadza się z tym, że majątek kółka jest wspólną własnością całej wsi.
– Jak mówi statut kółka, prawo członkostwa wygasnąć może tylko z chwilą śmierci. Członek może też zostać wykluczony lub skreślony z listy, o czym powinien zostać pisemnie powiadomiony, a od tego przysługuje mu prawo do odwołania. Nikt z nas takiego zawiadomienia nie dostał, wniosek z tego taki, że nadal jesteśmy członkami spółdzielni. Zarządzający kółkiem zapominają, że w statucie zapisano, iż majątek jest własnością członków. Może dlatego nie chcą, aby członków było więcej? Wiele osób zapłaciło składki, niektórzy nawet za trzy lata wstecz, pieniądze odesłano im pocztą. Przez ostatnich 20 lat zarząd zmniejszył majątek kółka o 30-40 procent, nie wypracowują nic nowego, a jedynie konsumują to, co zostało. Maszyny sprzedawali z wolnej ręki, a powinni byli ogłosić przetarg  – opowiada Tomasz Macheta.
Maria Gurgul z zarządu wyjaśnia, dlaczego odesłała pieniądze, które wpłynęły na konto kółka tytułem zaległych składek.
– Nie została ustalona wysokość składki członkowskiej. Maria Gurgul, która, jak mówią ludzie, faktycznie kieruje kółkiem, nie chciała odpowiedzieć na pytania, dlaczego zarząd nie zwołuje zebrania, nie chciała także komentować sprawy z zatrudnianiem swoich krewnych. – Wszystko wyjaśnią sąd i prokuratura – podsumowała krótką rozmowę.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o