Latający motocykl z Wojnicza

0
69
raptor

Na początek niewielu będzie takich, którzy zechcą śmigać w przestworzach, bo nowy wynalazek będzie w cenie luksusowej limuzyny. Ale pierwsi chętni do nabycia podniebnej maszyny już się zgłaszają…
To, że w takim miasteczku jak Wojnicz pod Tarnowem produkuje się metalowe ogrodzenia, parkiet czy materiały budowlane, nikogo nie dziwi. Ale żeby latające motocykle?… Tego mało kto się spodziewał. Siedziba spółki Skynamo Aerospace, która powstała z innej wojnickiej firmy NEWind Energy, oprócz nazwy niczym specjalnym nie różni się od innych. Niepokaźny zakład jak większość w Wojniczu. Położony na obrzeżach miasteczka zatrudnia kilkanaście osób. Niezwykłe przede wszystkim jest to, czym ostatnio się on zajmuje. Z udziałem Akceleratora Technologicznego w Gliwicach uczestniczy w niecodziennym projekcie. Wystarczy zajrzeć do jednej z hal, by obejrzeć obiekt o dziwacznych, obłych kształtach. Kompozytowy szkielet ma prawie pięć metrów długości i ponad dwa metry szerokości. W pełni skompletowany waży ponad 400 kg. Tajemniczo wyglądający sprzęt mógłby posłużyć jako znakomity rekwizyt do filmu SF.
– Ten egzemplarz jest dopiero w trakcie przygotowań, wygląda mało atrakcyjnie, więc może nie robić na razie zdjęć? – zastanawia się Tomasz Czapkiewicz, prezes zarządu Skynamo Aerospace, szef projektu.
Trudno jednak zmarnować taką okazję.

REKLAMA

Inny rodzaj mocy
Prezes prowadzi jeszcze do pomieszczenia, w którym znajduje się podświetlona gablota, a w niej niewielki model Raptora. Tak ostatecznie ma wyglądać ów latający pojazd powstający w Wojniczu.
– Już od lat 50. poprzedniego wieku w USA trwały prace nad skonstruowaniem latającego dżipa, ale próby nie były zadowalające. Potem było też kilka innych podobnych projektów, lecz za każdym razem trudno było uporać się z problemem stabilizacji lotu – opowiada Tomasz Czapkiewicz. – Przełom przyniósł gwałtowny rozwój techniki elektronicznej. Elektronika często zastępuje dużych rozmiarów części mechaniczne.
Próby skonstruowania lekkich, łatwo dostępnych pojazdów latających, którymi można byłoby wystartować w podróż nawet z ciasno zabudowanych terenów miejskich, trwają cały czas. Motywacja jest tak spora, że w przeszłości jedna z brytyjskich firm ogłosiła, że jest bliska realizacji świetnie rokującego projektu, ale brakuje funduszy na jego dokończenie. W ramach finansowania społecznościowego za pomocą Internetu zebrano 64 tys. funtów. Zapowiadany pojazd nigdy nie powstał.
Pod niektórymi względami wojnicki Hoverbike Raptor nie odróżnia się wyjątkowo od innych porównywalnych projektów. Wyróżnia go zupełnie podstawowa rzecz: rodzaj napędu.


Miks motoru i śmigłowca
– Dotychczasowe podobne konstrukcje były oparte na napędzie elektrycznym. Dla naziemnego pojazdu 80-kilogramowe baterie nie stanowią aż tak dużego problemu, dla latającego –owszem. My zastosowaliśmy rozwiązanie, które będzie opatentowane. To hybryda złożona z silników: spalinowego oraz elektrycznego. Pierwszy, tuningowany, pochodzi od wyczynowego motocykla suzuki hayabusa, który zwykłą drogą może mknąć nawet 300 km na godzinę. Silnik ma moc 330 koni mechanicznych i napędza dwa śmigła unoszące pojazd oraz prądnicę. Sześć pozostałych śmigieł manewrowych będzie napędzał silnik elektryczny.
Prezes Czapkiewicz mówi, że inspiracją dla konstruktorów Raptora był kultowy film pt. „Gwiezdne wojny”. Tam wystąpił latający skuter z napędem grawitacyjnym, tu mamy połączenie latającego motocykla i śmigłowca. Konstrukcja jest kontynuacją rozpoczętego kilka lat temu dzieła, które ostatnio zostało dofinansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Rok temu Bartosz Bączek, jeden z projektantów Raptora, wtedy przedstawiciel spółki NEWind Energy, mówił, że intencją stworzenia takiego pojazdu była chęć skonstruowania czegoś, co sprawiłoby użytkownikowi frajdę z lotu. Twierdził też, że tego rodzaju urządzenia mają swój rozkwit dopiero przed sobą, a ze względu na sposoby zastosowania potencjał rozwojowy wynalazku oceniał jako bardzo duży.
– Naszym celem jest wyprodukowanie pojazdu, który będzie dobrze się sprzedawał – podkreśla prezes Czapkiewicz. – Zainteresowanie projektem jest już bardzo duże, głównie ze strony osób prywatnych.

Z jachtu na plażę
O czym marzą te osoby, pokazały choćby niedawne targi przemysłu obronnego w Kielcach, na których zaprezentowano makietę Raptora. Niektórym marzy się na przykład lot nad drogowymi korkami w miastach albo starty z pokładu jachtu, by szybko przemieścić się na ląd, na piękną plażę w sławnym kurorcie. Wielu marzy o podniebnych wyprawach rekreacyjnych. W niezwykły sposób będzie można wtedy zaimponować swoim znajomym. Mowa jest także o podniebnych taksówkach.
Marzenia są mniej lub bardziej wyrafinowane, a rodzą się w głowach dość łatwo, gdyż podobno łatwe będzie kierowanie Raptorem.
– To prawda. Osoba kierująca pojazdem będzie zajmowała pozycję zbliżoną do tej, jaką zajmuje się podczas prowadzenia zwykłego motocykla. Sterowanie odbywa się za pomocą kierownicy niemalże motocyklowej, ale kierującego w największym stopniu będzie wyręczał komputer pokładowy. On będzie sterował pojazdem, realizował intencje pilota zadającego wybrany kierunek, korygował jego zamiary. W przypadku ostatniej fazy lotu, najbardziej niebezpiecznej – przyziemienia i lądowania – sterowanie w całości przejmuje komputer. Nad bezpieczeństwem pilota czy pasażera czuwają systemy stabilizacji i automatyzacji lotu, wyposażone w tzw. inteligentne algorytmy. Szacujemy, że przygotowanie kogoś do takiej podróży będzie trwało od kilku minut do godziny.

Próby bez pilota
Przewidywane są dwie wersje: jedno- i dwuosobowa. Obie mogą rozwinąć prędkość do 110 km na godz., wzbić się na wysokość do 900 metrów i mieć zasięg 150 km. Jeśli chodzi o wysokość wznoszenia, to na pewno będą na razie wprowadzane techniczne ograniczenia do 100 – 200 metrów.
– Na próby powietrzne z pilotem musimy jeszcze poczekać. Najpierw chcemy uzyskać gwarancję pełnego bezpieczeństwa w próbach bezpilotowych. Te odbędą się niebawem.
Ze względu na istotną zaletę – wykorzystania wszędzie tam, gdzie kończą się możliwości manewrowe innych środków transportu, także powietrznych – wynalazkiem zainteresowane mogą być wojsko, straż pożarna, służby ratunkowe, leśnictwo. Wydaje się jednak, że największe emocje Hoverbike Raptor wzbudza jako środek nieskomplikowanych i emocjonujących podróży ponadziemnych. Ale nim do nich dojdzie, potrzebne są jeszcze nie tylko liczne doświadczenia i próby, lecz także odpowiednie przepisy. Urząd Lotnictwa Cywilnego właśnie zastanawia się, do jakiego rodzaju pojazdów zakwalifikować Raptora, wszak w warunkach polskich to całkowita nowość. Przypuszczalnie pierwsi klienci spółki z Wojnicza znajdą się w USA lub na Bliskim Wschodzie.
Przyjdzie jednak czas i na polskich odbiorców. Fantazyjny pojazd robi wrażenie, a jeszcze większe jego możliwości, jak i łatwość kierowania. To rozbudza wyobraźnię i wyzwala adrenalinę. Oprócz wyobraźni trzeba będzie mieć też dość zasobny portfel. Producent przewiduje, że Hoverbike Raptor w wersji jednoosobowej będzie kosztować ok. 500 tys. zł. Na początek. Potem, jeśli produkcja się rozwinie, pojazd może potanieć. Duży ruch na drogach już mamy, a co nas czeka w powietrzu?…

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o