Motocykliści sobie używają

0
138
motocyklisci
REKLAMA

Sytuację dobrze ilustrują choćby dane, którymi dysponuje Straż Miejska w Bochni. Straż ma w tym mieście jeden stacjonarny fotoradar zlokalizowany na ul. Proszowickiej. W ub. roku strażnicy wystawili 993 mandaty za przekroczenie dopuszczalnej prędkości, ale liczba ta nie określa dokładnie skali zjawiska. W ostatnich latach bocheński fotoradar notuje nawet do 2 tys. przekroczeń szybkości rocznie. Skąd biorą się znaczne dysproporcje między liczbą nałożonych mandatów a liczbą wykroczeń utrwalonych przez urządzenie mierzące prędkość?
Część wykonanych przez fotoradar zdjęć jest niewyraźna, nienadająca się do dalszej obróbki, na statystykę pracują też pojazdy z zagranicznymi rejestracjami, samochody uprzywilejowane, które biorą udział w akcjach ratunkowych, ale spory udział w tym mają niewykryci motocykliści.  
– Jest grupa motocyklistów, którzy szarżują, lecz jest ich trudniej namierzyć niż kierowców innych pojazdów – mówi Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej w Bochni. – Przeszkodą jest między innymi to, iż motocykle nie mają tablic rejestracyjnych z przodu, tak jak to było przed laty.
Rekordy prędkości, które notuje fotoradar na Proszowickiej, dotyczą właśnie motocyklistów. Jeden z nich przejechał tędy z szybkością ok. 200 km na godz., notowano też prędkości rzędu 160-170 km na godz.
– W szczególnych przypadkach, gdy zauważamy, że ten sam motocyklista łamie przepisy piąty czy szósty raz z rzędu, o pomoc w ustaleniu jego personaliów zwracamy się do policji – informuje komendant Tomasik. – Często okazuje się to skuteczne, ponieważ pojazdy czy elementy ubioru kierowców bywają charakterystyczne. W dodatku miejscowe środowisko motocyklistów nie jest aż tak duże i policja jest w tej sprawie zorientowana. Nikt do końca nie może czuć się bezkarny.
Niedługo szarżującym motocyklistom trudniej będzie uciec od odpowiedzialności. Strażnicy z Bochni będą mieć nowy fotoradar – mobilny, laserowy – o znacznie większej skuteczności. Pomiary prędkości będą robione przez funkcjonariuszy w miejscach najbardziej zagrożonych wypadkami. Urządzenie ma kosztować ok. 160 tys. zł.
Wtedy uważać powinny także… weselne orszaki. Zdarza się, że na zdjęciach wykonanych przez stacjonarny fotoradar znajdują się szybko jadące samochody, które zamiast obowiązujących tablic rejestracyjnych mają tylko tablice z napisem: PARA MŁODA. Także wówczas trudno jest ustalić dokładne dane pojazdu i jego kierowcy.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o