Na urzędników padł blady strach

0
122
24-lata-temu
REKLAMA

Lech Pikuła, pierwszy burmistrz Brzeska po przemianach politycznych w kraju, wspominając tę sytuację, mówi: – Nikogo nie zwolniłem i już po kilku miesiącach przekonałem się, że była to bardzo słuszna decyzja. W innych gminach, gdzie dziesiątkami zwalniano urzędników, dochodziło do poważnych kryzysów, bo nowi pracownicy nie mieli pojęcia, o co chodzi w tej samodzielności samorządów.
W 1990 roku o 28 miejsc w radzie miejskiej walczyło ponad 120 kandydatów, frekwencja wyborcza nie była wysoka, niecałe 38 procent uprawnionych do głosowania. – Ludzie wiedzieli, że to wolne wybory, ale chyba nie do końca jeszcze w to wierzyli, nie mieli jeszcze świadomości, że kartą do głosowania mogą coś zmienić. Ja sam byłem lekko oszołomiony, pracowałem co prawda w urzędzie, w wydziale komunikacji, ale dopiero po wyborach przekonałem się, jak mało wiem o funkcjonowaniu samorządu – mówi Lech Pikuła. – To było ogromne wyzwanie, musieliśmy na przykład ustalić wysokość podatków. Ale to jeszcze nic, bo potem trzeba było zdecydować, na co ile wydać, nieźle wszyscy się wtedy nagłówkowaliśmy, ludzie pracowali po nocach.
Urzędnicy mogli liczyć tylko na współpracę między sobą i swoje własne pomysły, nie było bowiem żadnych wzorców. Początkowo wiele problemów stwarzało nawet zredagowanie tekstów uchwał rady miejskiej. Ale w urzędzie pracował Edward Krężołek, niezwykły geodeta, który został sekretarzem gminy. – Znakomicie znał się na prawie, z biegłością przygotowywał wszystkie ważne samorządowe dokumenty. I tak się stało, że to na jego pracy bazowali wójtowie i burmistrzowie z wielu innych gmin. – wspomina Pikuła podczas ostatniego spotkania brzeskich samorządowców wszystkich kadencji, zorganizowanego przez urząd miasta. – To, co teraz z perspektywy czasu najbardziej sobie cenię, to fakt, że rada miejska wolna była od polityki, pracowaliśmy, uczyliśmy się i pomagaliśmy sobie, ale nie politykowaliśmy. Dopiero po wielu latach potyczki polityczne weszły do sali obrad i uważam, że bardzo źle się stało. W samorządzie nie ma miejsca na podziały i rozgrywki, radni i burmistrz wybrani przez mieszkańców powinni zająć się pracą dla ich dobra, a nie politykowaniem.
Obrady rady miejskiej były wtedy wydarzeniami, trwały czasem do późna w nocy, schodziło się na nie sporo widzów, głównie z powodu barwności wystąpień wielu rajców. Na tym polu szczególnie zasłynęła Anna Kądziołka-Kukurowska ze Szczepanowa, która w swoich czasem dość długich wystąpieniach nie szczędziła władzom surowej oceny. W tym czasie ludzie na widowni nie mogli jeszcze uwierzyć, że władzę można tak oficjalnie krytykować.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments