Nie wszystkie ryby przeżyły lato

0
148
Wyschnięty potok Kisielina w Lasach Wierzchosławickich

Z Damianem Kosierbem, szefem gospodarstwa rybackiego w Nadleśnictwie Lasów Państwowych w Dąbrowie Tarnowskiej, spotykamy się na początku drugiej połowy września. Najpierw obserwujemy Ulgę, potok przepływający przez wschodnią część Lasów Wierzchosławicko-Radłowskich, który na niektórych odcinkach zupełnie wysechł. Podobnie jest z potokiem Kisielina, podobnie z mniejszymi strumykami. Zwierzyna, która szuka wody, coraz częściej musi jej szukać w innych miejscach. Ale wysychające źródła to jeszcze inny problem; potoki wraz z dopływami pomagają nawodnić stawy narybkowe, gdy znikają, znika zasilanie.

Zarośnięty staw
Trochę dalej, w odległości ok. 800 metrów, znajduje się staw Wróblik, chyba najbardziej znany turystom. Tędy przebiega popularna wśród nich ścieżka przyrodniczo-edukacyjna. Tego lata widok Wróblika zajmuje uwagę ludzi. Bardzo mało w nim wody, powoli rozprzestrzenia się na jego obszarze różna roślinność nadwodna.
– Tu mamy do czynienia z sytuacją najgorszą. Suche, gorące lato zrobiło swoje. Podejmowaliśmy różne próby, by odpowiednio nawodnić staw, ale się nie udało – opowiada Damian Kosierb. – Chcieliśmy go napełnić nawet z użyciem pomp, czerpiąc zasoby zgromadzone w zbiorniku znajdującym się w pobliżu szkółki leśnej, lecz operacja ta, ze względu na jego ograniczoną pojemność, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Uratowaliśmy jednak stawy narybkowe przed zupełnym wyschnięciem oraz stratą całej obsady ryb.
Widoki na pozostałych stawach są mniej przygnębiające, ale i tam warunki hodowli ryb nie można zaliczyć do optymalnych.
– Wszędzie jest płytko. Jak czapla poluje na ryby na stawie, to widać, że w większości miejsc woda sięga jej tylko do „kostek”.

Za mało tlenu
W tym roku znowu dała znać o sobie przyducha. Lustro wody na niskim poziomie, szybko nagrzewająca się woda w upalne dni i duża ilość glonów stały się dla ryb śmiertelnym zagrożeniem. Przyducha to głód tlenowy. Zjawisko to dotyczy przede wszystkim stawów i jezior, w których woda znajduje się w mniejszym ruchu.
– To są bardzo groźne dla ryb sytuacje, którym trudno zaradzić – podkreśla Damian Kosierb. – W czasie takich dni straty są nieuniknione.
Od dziesiątków lat w Lasach Wierzchosławickich nadleśnictwo prowadzi hodowlę ryb. Łączna powierzchnia stawów gospodarstwa rybackiego wynosi tutaj 107 ha, z czego 69 ha to powierzchnia użytkowa. Produkcja roczna wynosi ok. 90 ton karpia – narybku, kroczka i ryby handlowej – tak przynajmniej było w dobrych latach. Hoduje się też amura, tołpygę i szczupaka. Każdego roku ryby z Wierzchosławic wędrują na wigilijne stoły. W listopadzie kierowane są do zimochowów, czyli specjalnych stawów – magazynów; odłowione przed świętami mają zwykle 1,5 – 3 kg wagi.

Chude lata
Wiadomo już, że ten sezon ze względu na warunki nie będzie udany. Wstępnie szacuje się, że gospodarstwo poniosło straty w rybach na poziomie ok. 15 procent.
– Ostatnie lata nie sprzyjają hodowli – ocenia Damian Kosierb. – Susza i jej skutki są największym zagrożeniem. W 2015 roku, gdy było podobnie, również notowaliśmy znaczne straty.
Na horyzoncie pojawiły się także nowe zagrożenia. Zaliczyć można do nich gromadzące się nad stawami ptactwo, w tym głównie żarłoczne kormorany, a także bobry. Gryzonie kopiąc w sąsiedztwie stawów nory i kanały przyczyniają się do upustu wody. W dniu, w którym rozmawiamy, synoptycy po dłuższej przerwie przewidują opady deszczu.
– Nie wydaje się, aby w istotny sposób poprawiły one naszą sytuację. Latem mieliśmy ulewę i była nadzieja, że ona coś zmieni, ale okazało się, że las jest tak suchy, że to on w większej części wchłonął ten deszcz.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o