Niedźwiedź prawdziwy czy … medialny?

0
80
Niedźwiedź w lasach pod Tarnowem

Na razie w mediach i na forach społecznościowych dużo się pisze o tej prawdopodobnej wizycie i zamieszcza zdjęcia misia. Oczywiście, na każdym z nich jest inny niedźwiedź, na pewno nie ten, który mógł odwiedzić podtarnowskie lasy.
W tej sprawie nie ma zdjęć, nie ma nagranego filmiku, brak nawet naturalnych w terenie śladów. – Pojawienie się niedźwiedzia przypadło na czas, gdy śnieg już w dużym stopniu stopniał, dlatego tropy się nie utrwaliły – mówi Bogusław Usień, leśniczy z leśnictwa LP w Wałkach koło Tarnowa. Na dziś można polegać tylko na informacjach przekazanych ustnie leśniczemu przez jednego z myśliwych. Innych dowodów na obecność misia nie ma. – Myśliwy opowiadał, że wieczorem wraz z kolegą powracali leśną drogą po wcześniejszym pobycie na ambonie i w pewnej chwili w świetle samochodowych reflektorów ujrzeli błyskające ślepia dzikiego zwierza – relacjonuje leśniczy Usień. – Panowie się zatrzymali, wzięli do rąk lornetkę i, jak przekonują, dostrzegli niedźwiedzia brunatnego. Stał w tym czasie na dwóch łapach, potem czmychnął w odległe o ok. 50 metrów inne miejsce. Obserwowany tam był jeszcze przez prawie 10 minut, później uciekł w głąb lasu. Na drugi dzień myśliwy zaprowadził nas w miejsce, w którym widziane było zwierzę.

Łoś jako miś
Leśnicy nie natknęli się na jakiekolwiek ślady obecności misia, za to spotkali łosia. Kiedyś w tych lasach zauważyli wyraźne tropy wilków, które tędy się przemieszczały.
– Myśliwego, który miał widzieć niedźwiedzia, znam już jakiś czas. To poważny człowiek, nie mam powodu, by mu nie wierzyć. Poza tym zwierzę dostrzegły dwie osoby. Leśniczy ich nazwiska trzyma więc w tajemnicy, bo go o to proszono.
W mediach ogólnopolska sensacja. Niedźwiedź pod Tarnowem? Co on robi tutaj i o tej porze? – Sam zadaję sobie te pytania. Nie umiem na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Dla mnie to niezwykła rzecz. Myślę, że warto dokładnie sprawdzić, na ile te informacje są wiarygodne – mówi Wojciech Sanek, przyrodnik z zamiłowania, dyrektor Centrum Kultury i Promocji w Ciężkowicach, od lat związany z muzeum przyrodniczym.
W poprzednich latach niedźwiedzie odwiedzały już region tarnowski. Najsłynniejsza wizyta zdarzyła się latem 1985 roku. W pobliżu Chotowej na terenie, który przylega do dużego kompleksu leśnego, położonego między Dębicą i Tarnowem, niedaleko miejsca, w którym teraz miał pojawić się miś, zagubiony niedźwiedź widziany był kilkukrotnie. Swoją obecność zaznaczał także rozbijaniem uli w okolicznych pasiekach. Wtedy tropienia rozrabiaki podjął się – w ramach naukowej ekspedycji – prof. Zbigniew Jakubiec, biolog, dziś zatrudniony w Katedrze Ochrony Przyrody Uniwersytetu Zielonogórskiego. Podejrzewano, że w okresie przypadającej na tamten czas rui niedźwiedź został przepędzony przez starsze osobniki i dotarł aż tutaj.

Spotkanie psa z niedźwiedziem
Plan był taki, żeby wytropionego miśka sięgnąć nabojem usypiającym z pożyczonego w chorzowskim ZOO karabinka, potem zapakować do klatki użyczonej przez dyrektora Antoniego Gucwińskiego z ZOO we Wrocławiu i przetransportować w Bieszczady lub rejon Sudetów i wypuścić na wolność. Plan diabli wzięli, gdy czuwający na ambonie myśliwy, celując z karabinka do niedźwiedzia zwabionego króliczymi łbami dowiezionymi z tuchowskiej masarni, zupełnie chybił. Potem jeszcze zwierzę było widziane w sadzie w przysiółku Kobylarnia, gdy sprytnie strząsało z drzewa słodkie śliwki wprost do otwartej paszczy. Później ślad po nim się rozpłynął…
Podobnie było latem 1996 roku, gdy niedźwiedź na krótko odwiedził okolice Łąkty Górnej. Szczęście miał pewien gospodarski pies, który miał w zwyczaju oddalać się od domu i którego w chwili nieoczekiwanego spotkania miś zaczepił pazurem tylko powierzchownie. Ten niedźwiedź również zniknął bez śladu.
W całym kraju żyje nieco ponad 200 niedźwiedzi brunatnych, aż 90 proc. na Podkarpaciu: w Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu Przemyskim.

Lepiej uważajcie
W ostatnim przypadku leśnicy z Wałek, nie mając pewności, co dzieje się z niedźwiedziem, który podobno tu był, na wszelki wypadek rozgłaszają wszem i wobec, że lepiej zachować ostrożność. Niech ludzie wiedzą. Wynik konfrontacji niedźwiedzia z człowiekiem łatwo przewidzieć z góry. Media spekulują, że zwierzę przedwcześnie przebudziło się z zimowego snu i w niewyjaśnionych okolicznościach przybyło tu przypuszczalnie z Bieszczadów.
O opinię w tej sprawie poprosiliśmy prof. dr. hab. Henryka Okarmę, znanego w kraju biologa, dyrektora Instytutu Ochrony Przyrody PAN. – Jak Pan wspomniał, na tym obszarze już kiedyś misia widziano, nie jest to znów tak daleko od ostoi karpackiej. Inna sprawa to pora roku. Chociaż w Bieszczadach ciągle pojawiają się nowe obserwacje niedźwiedzi, które są aktywne. Tak więc wszystko jest możliwe, jeżeli są na to dowody. Z tego co wiem, nie ma żadnego zdjęcia, tropu, niczego. Niedźwiedź ma swoją masę, nie wierzę, że jeżeli był obserwowany w określonym miejscu, gdzieś przy drodze, nie pozostawił tropów choćby na błocie. Tak więc dopóki dowodu nie ma – można to tylko traktować jako medialne sensacje”.
W poprzednich latach lasy położone w regionie tarnowskim odwiedzały już różne zwierzęta, których normalnie nie powinno tu być. Coraz częściej widziane są wilki, na Pogórzu widziany też był bardzo rzadki w Polsce ryś. Jego obecność została potwierdzona zdjęciowo i opisana.
Były też zabłąkane żubry z Puszczy Niepołomickiej. Prawdziwe i zmyślone. Kiedyś ktoś rozgłosił, że widział żubra na własne oczy, ale okazało się, że to tylko czerwona krowa, która uciekła rolnikowi do lasu.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o