Okocimski chce dziewięć milionów

0
95
REKLAMA

Władze klubu uważają, że o licencję zabiegać powinien samorząd gminy. Burmistrz Brzeska Grzegorz Wawryka mówi, że miasto w ogóle nie jest stroną w tej sprawie i o licencję zabiegać nie będzie. Działacze OKS rozważają możliwość podania gminy do sądu, chcą, aby ta oddała im 9 milionów złotych za nakłady, jakie klub poniósł w związku z prowadzonymi na stadionie inwestycjami.

REKLAMA

Stadion bez licencji?
Kilka tygodni temu, jeszcze przed awansem drużyny OKS, brzeski stadion wizytował przewodniczący Komisji Licencji Klubowych I ligi, Jan Popiołek. Jego opinia była miażdżąca. Stwierdził wówczas, że nie ma możliwości, aby na stadionie mogły odbywać się mecze pierwszoligowe. Głównym zarzutem stawianym przez przewodniczącego było to, że jest za mało miejsc na trybunach. Powinno być ich dwa tysiące, a jest zaledwie połowa. Przepisy PZPN mówią, że 500 miejsc siedzących winno znajdować się pod dachem, a cały stadion musi być odpowiednio oświetlony. Po werdykcie wydanym przez przewodniczącego Popiołka działacze OKS postanowili, że starać się będą o uzyskanie licencji warunkowo. Ale i to nie będzie bynajmniej zadaniem łatwym. Przewodniczący komisji licencji stwierdził, że aby pozwolenie wydane zostało warunkowo, musi istnieć plan rozbudowy i modernizacji stadionu, muszą być na to zarezerwowane pieniądze, a klub musi mieć pozwolenia na planowane prace.
Szczęśliwie się złożyło, że plan modernizacji stadionu OKS jest gotowy, za 60 tysięcy złotych wykonały go władze miasta. Ale z rozpoczęciem prac bynajmniej śpieszyć się nie będą, bo w kasie miejskiej nie ma na ten cel pieniędzy.
– Plan przewiduje rozłożenie robót na kilka etapów – wyjaśnia Antoni Staszczyk, kierownik referatu budownictwa i inwestycji komunalnych. –Docelowo na stadionie będzie 2 200 miejsc siedzących, w tym 1500 zadaszonych. Plan rozbudowy stadionu wykonany został już teraz, bo chcemy być gotowi, gdy pojawi się możliwość pozyskania na ten cel pieniędzy. Liczymy na fundusze z programów unijnych na lata 2014-2020.
– Od dawna apelujemy do władz klubu, aby te, nie oglądając się na samorząd, rozpoczęły starania o uzyskanie licencji – mówi wiceburmistrz Brzeska, Jerzy Tyrkiel. – Klub niesłusznie zrzuca odpowiedzialność na gminę, opieszałość działaczy może doprowadzić do tego, że drużyna OKS będzie zmuszona rozgrywać mecze na wynajętych stadionach i zrzucać winę za ten stan rzeczy na władze gminy.
– Jeżeli nie dostaniemy licencji, wówczas będziemy zmuszeni do prowadzenia rozgrywek na innych stadionach – odpowiada prezes Kwaśniak. –Musielibyśmy oczywiście za to płacić, co znacznie podrożyłoby funkcjonowanie klubu. Odbywałoby się to także z wielką szkodą dla kibiców, którzy musieliby jeździć za swoją drużyną.
-W tym roku przekazaliśmy 190 tysięcy złotych dla OKS. Fakt, jest to kwota nieco niższa niż w ubiegłym roku, ale teraz sytuacja finansowa gminy jest nieco inna – twierdzi burmistrz Grzegorz Wawryka.  –Są to pieniądze na działalność sekcji dziecięcych i młodzieżowych. W ubiegłym roku wybudowaliśmy sektor dla kibiców gości i zamontowaliśmy na stadionie monitoring. W ciągu czterech ostatnich lat na działalność klubu przeznaczyliśmy około dwóch milionów złotych.


Rozmowy ze sponsorami
Prezes OKS, Czesław Kwaśniak oblicza, że utrzymanie pierwszoligowej drużyny kosztować będzie klub co najmniej dwa miliony złotych rocznie. – Zawodnicy mają umowy o pracę, płacimy także masażyście i kierownikowi drużyny, księgowej, dyrektorowi sportowemu, dwie osoby pracują przy utrzymaniu murawy. Do tego doliczyć trzeba koszty wyjazdów, pobytu w hotelach – wylicza prezes. –Planujemy także zamontowanie systemu identyfikacji kibiców.
Klub ma dwóch poważnych sponsorów – Can-Pack i Carlsberg. Prezes utrzymuje, że pierwszy z nich przeznaczył dla klubu kwotę wyższą niż w roku ubiegłym, z Carlsbergiem trwają jeszcze rozmowy. Ale w klubie liczą także na to, że uda im się odzyskać od miasta 9 milionów złotych – z takim właśnie żądaniem wystąpił niedawno klub do władz gminy.
OKS wynajął kancelarię prawną, która wydała opinię, że stadion i stojące przy nim budynki są własnością miasta, w związku z tym, jak twierdzą zatrudnieni przez klub prawnicy, winno ono zwrócić nakłady, jakie klub poniósł na inwestycje. – Śmieszne wydaje się stwierdzenie prawników, że klub jest własnością miasta – denerwuje się burmistrz Wawryka. –Klub zawsze był miejski i nikt nigdy temu nie zaprzeczał. Niepoważne jest, że klub wynajmował prawników, aby ci stwierdzili to, co wszyscy od zawsze wiedzieli.
– Chcieliśmy ostatecznie mieć czarno na białym, że obiekty są własnością miasta i klub nie może w nie inwestować, bo nie ma do tego prawa. Miasto winne jest klubowi 9 milionów złotych, bowiem inwestycje, jakie zostały do tej pory wykonane, podniosły wartość stadionu. To, co dała gmina, tym łaski nie zrobiła, bo finansowała swoje, ale w ciągu wielu ostatnich lat pieniądze na klub przeznaczali także różni sponsorzy i Totalizator Sportowy. Te 9 milionów uzbierało się przez koło 30 ostatnich lat – twierdzi prezes Kwaśniak.

Klub miejski, czyli… miejski
– Nie otrzymaliśmy z OKS żadnych dokumentów potwierdzających te rzekome nakłady – mówi wiceburmistrz Tyrkiel. – Zresztą wystarczy iść na stadion – ślady aktywności inwestycyjnej klubu są znikome, a jedyne prace tam wykonywane odbywają się nakładem gminy. Większość obiektów klubowych powstała już kilkadziesiąt lat temu, zatem wyliczenia, z których wynika, że jesteśmy klubowi coś winni, są co najmniej niepoważne.
– Roszczenia klubu muszą być udokumentowane – wyjaśnia Józef Makuch, naczelnik wydziału geodezji i gospodarowania mieniem w brzeskim magistracie. –Jeżeli inwestycje zostały wykonane, to w klubie powinny znajdować się faktury, pozwolenia, dokumentacja zdawczo-odbiorcza. Jeżeli takie dokumenty klub przedstawi i będą one jasne i klarowne, to wówczas będzie miał prawo żądać od gminy zwrotu poniesionych nakładów.
– Wiele inwestycji wykonywanych było lata temu i klub nie ma na to żadnych dowodów. Dlatego nie wykluczam założenia sprawy w sądzie, wówczas istniałaby możliwość przesłuchania świadków, którzy potwierdzą, co i kiedy na stadionie zostało zrobione. Myślę, że wówczas przynajmniej część tych pieniędzy udałoby się nam odzyskać – dodaje Kwaśniak.
– Stadion zajmuje teren 3,86 hektara, które wraz z ze stojącymi tam budynkami są własnością miasta. Klub użytkuje nieruchomość na podstawie umowy użyczenia, nie ponosi w związku z tym żadnych opłat. Umowa zawarta z klubem ważna jest do połowy 2014 roku. Wartość gruntów w części miasta, w której znajduje się stadion, wynosi około 20 tysięcy złotych za ar. Łatwo więc policzyć, że sam tylko grunt wart jest blisko 8 milionów złotych – dodaje naczelnik Józef Makuch.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o