Oswajał 5-letniego syna z myślą, że mama już nie wróci…

0
355
kuliszewski
REKLAMA

Wiele nowych szczegółów prowadzonych badań zdradza natomiast prywatny detektyw, Bartosz Waremczuk, który zaraz po zaginięciu 34-latki zatrudniony został przez Czesława K.
– Trudno na razie rozstrzygnąć, kiedy londyńscy sędziowie wydadzą decyzję o ekstradycji Czesława K., w Wielkiej Brytanii obowiązują niezwykle sformalizowane procedury, tak więc nie jest wykluczone, że może się to stać dopiero za kilka miesięcy. Nie możemy zapominać, że mężczyźnie przysługuje prawo odwołania się od sądowej decyzji – mówił przed wyznaczoną na 14 sierpnia rozprawą rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki.
Dlaczego prokuratorzy nie chcą powiedzieć, jaki konkretnie zarzut postawili Czesławowi K.? – Nie możemy dopuścić do sytuacji, aby oskarżony z mediów dowiadywał się o szczegółach prowadzonego przeciwko niemu postępowania – dodaje Sienicki. – Ich ujawnienie mogłoby sprawie zaszkodzić, a nawet zniweczyć naszą kilkumiesięczną pracę. Gdy wyrok o ekstradycję uprawomocni się, Czesław K. sądzony będzie według polskiego prawa, akta sprawy i wszystkie zgromadzone dowody znajdują się w naszej prokuraturze. Akt oskarżenia sporządzony został na podstawie opinii sądowo-lekarskiej, materiał dowodowy opiera się także na zeznaniach świadków.

REKLAMA

Nie okazywał smutku i żalu
Zaraz po zaginięciu żony pod adresem K. kierowane były oskarżenia, że to on ją zabił. Wtedy mężczyzna opublikował oświadczenie, w którym zdecydowanie temu zaprzeczył. – Z każdym kolejnym dniem zaczyna do mnie docierać mnóstwo informacji, które są dla mnie szokujące, a czasem wręcz przerażające. (…). Wierzę, że moja żona odnajdzie się cała i zdrowa, a nasz syn będzie miał oboje biologicznych rodziców. Wszelkie komentarze sugerujące, że zabiłem żonę, osobiście bądź za pośrednictwem innych osób, naruszają moje dobra osobiste oraz bliskich mi osób. Dla dobra swojego syna nie będę więcej udzielał informacji w przedmiotowej sprawie, odpowiadał na żadne komentarze, ani prywatne wiadomości. (…). Chcąc dodatkowo rozwiać wiele wątpliwości i wyjaśnić okoliczności zaginięcia mojej żony, poprosiłem agencję Weremczuk& Wspólnicy o przedstawienie mojego opisu zdarzeń, które miały miejsce przed i po zaginięciu. Nie życzę nikomu, aby znalazł się w takiej sytuacji i wierzę, że małopolska policja i detektyw Weremczuk ustalą prawdę – napisał.
Waremczuk twierdzi, że od początku bacznie przyglądał się swojemu klientowi i ustalał, które przekazywane przez niego informacje są prawdziwe, które prawdopodobne, a które są zwykłym kłamstwem. – Już na samym początku śledztwa przyjęliśmy założenie, że K. może być odpowiedzialny za zaginięcie i śmierć żony. To, co od razu zwróciło moją uwagę to fakt, że jeszcze przed znalezieniem zwłok mężczyzna mówił o swojej żonie w czasie przeszłym. To, co mnie uderzyło, gdy towarzyszyłem mu w momencie wyławiania z Uszwicy zwłok Grażyny, to że Czesław K. nie okazał smutku, czy żalu. Był raczej wyluzowany, zadawał policjantom mnóstwo pytań, a nawet się uśmiechał. W czasie kilku rozmów, które przeprowadziłem z jego synkiem, zauważyłem że K. przyzwyczaja dziecko do myśli, że mama już nie wróci – relacjonuje Bartosz Waremczuk.


Kłamał w niejednej sprawie?
Przez cały czas K. dowodził, że jego małżeństwo było udane, a o tym, iż Grażyna chce się z nim rozwieść, dowiadywał się z mediów. Tymczasem po sieci krążyło nagranie, na którym słychać „rozmowę” małżonków. Szmata, k… i dziwka to epitety padające z ust Czesława K. wiele razy. I jeszcze to, że po 15 latach nie chce zostać bez grosza. Najbliżsi Grażyny Kuliszewskiej twierdzą, że to właśnie za zgodę na rozwód kobieta miała przepisać na męża cały dom w Borzęcinie. Specjalnie po to przyjechała do Polski 3 stycznia. Tego samego dnia zaginęła. – Nasz klient (agencja wypowiedziała K. umowę w dnu jego aresztowania) przekazywał wiadomości, które miały dowodzić jego niewinności, mówił, że w nocy z 3 na 4 stycznia nie opuszczał domu, mamy jednak dowody, że to nieprawda. K. jeździł wtedy samochodem – dodaje Waremczuk.
Detektyw twierdzi, że K. wysyłał mu informacje dotyczące wydarzeń i miejsc związanych rzekomo z jego żoną. – Pokazał fotografie, na których Grażyna była niekompletnie ubrana i twierdził, że znajdowały się one na jednym z randkowych portali w Wielkiej Brytanii. Twierdził, że dostał je od pewnego mężczyzny i rzekomo miały one sugerować, iż żona świadczy seksualne usługi. Aby sprawę uprawdopodobnić podesłał nam nawet link do jej profilu. Szybko okazało się jednak, że konto było fałszywe i założone zostało w momencie, gdy K. informował nas o tym.
Zdaniem detektywa Czesław K. kłamał jeszcze w jednej sprawie. – Dom w Borzęcinie należący do małżonków objęty jest monitoringiem, tak się jednak złożyło, że w noc, kiedy kobieta zaginęła, urządzenia były wyłączone. Czesław utrzymywał, że nie wie, co się z nimi stało, mówił, iż nie umie ich obsługiwać. To jednak okazało się nieprawdą. Jako pracownik służb drogowych w Wielkiej Brytanii miał z takowymi do czynienia na co dzień i posiadał sporą wiedzę techniczną na ten temat.

Rodzina czeka na wyniki śledztwa
Jaki był cel pokrętnych działań Czesława K.? – Zmyślanie różnych historii i przekazywanie nieprawdziwych informacji miało służyć temu, żeby nawet wtedy, gdy zostanie on zatrzymany i oskarżony, będzie miał wytłumaczenie, a nawet przyzwolenie na pewne swoje działania. W oczach innych ludzi chciał być stroną pokrzywdzoną – sądzi Bartosz Waremczuk.
Tarnowscy prokuratorzy nie potwierdzają informacji przekazywanych przez prywatnego detektywa. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie tylko rodzina i najbliżsi kobiety czekają na wyniki śledztwa. Ale jeszcze raz podkreślam, że przed uprawomocnieniem się wyroku o ekstradycję Czesława K. do Polski nie możemy przekazywać zbyt szczegółowych informacji o sprawie. Wielokrotnie byliśmy pytani także o to, czy K. działał sam i czy planowane są zatrzymania innych osób, odpowiem krótko, nie będę tej sprawy komentował – zaznacza Mieczysław Sienicki.
Rodzina Grażyny Kuliszewskiej od miesięcy czeka na wyniki śledztwa. – W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć w to, co się stało, płaczę, modlę się, przeklinam i zadaję sobie dziesiątki pytań, na które nie znajduję odpowiedzi. Najważniejsze jest to, aby sprawa zakończyła się jak najszybciej, chociaż w żadnym razie nie kieruje mną żądza zemsty, bo Grażynie nic już życia nie zwróci. Z bólem serca myślę o małym, pięcioletnim zaledwie synku Grażyny. Na razie jest mało świadomy tego, co się wokół niego dzieje, ale przyjdzie w przyszłości taki czas, że o wszystkim się dowie i zacznie zadawać trudne pytania. Od tego, kto i w jaki sposób mu to wyjaśni zależeć będzie jego życie. Czy my wszyscy będziemy umieli stanąć na wysokości zadania? Czy chłopcu będzie łatwo, gdy ktoś przypnie mu łatkę syna mordercy? Martwię się też o rodziców Czesława, to już starsi ludzie, na razie ślepo wierzą w niewinność syna. Gdy jednak okaże się, że to on stoi za morderstwem, co wtedy zrobią? Będą musieli nosić to piętno do grobowej deski – mówi z płaczem jedna z kuzynek Grażyny.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o