Pan Staszek robi porządki

0
73
Stanisław Smoleń pytany, dlaczego podjął się trudu sprzątania, zwykł odpowiadać, że nie tylko lubi porządek i ceni ekologię, ale codzienna wyprawa meleksem na wieś daje mu możliwość kontaktu z ludźmi
REKLAMA

Nikt go więc już nie pyta, czy czegoś potrzebuje, czy można mu w czymś pomóc, a on o nic nigdy nie zabiega. Musi sobie radzić sam, mimo że – oprócz tego, iż uprawia unikatowe hobby – wykonuje robotę za kogoś.
Dzisiaj pan Staszek czuje się nieswojo. Za oknem ostra zima, więc trzeba było pozostać w domu. Gdyby pogoda była inna, jak zwykle ruszyłby rano w starą trasę. Objechałby całą wioskę, wzdłuż i wszerz. Robi to już – niemal dzień w dzień – od kilkunastu lat, ale nie w celach krajoznawczych.
O panu Staszku już kiedyś było głośno. Pokazywali go w telewizji, pisaliśmy o nim w TEMI. W całym kraju mówiono o człowieku, który regularnie sprząta swoją wieś Porąbkę Uszewską, nie mając nic w zamian. To zwykłe społecznikostwo, zjawisko będące obecnie na wyginięciu jak rzadka zwierzyna z Czerwonej Księgi. Kiedy Polska dowiedziała się o panu Staszku, nie było wiadomo, czego jest więcej: podziwu czy zdumienia.

REKLAMA

Śmieci na rowerze
Od tamtego czasu nie zmieniło się nic. Poza tym, że świat już zapomniał o niezwykłym pasjonacie spod Brzeska.
– Robię, co robiłem – oznajmia Stanisław Smoleń, rencista, bo o nim mowa. – Póki starczy sił, nie zrezygnuję.
Na razie starcza, choć kręgosłup czasem boli. No, ale pan Staszek ma sześćdziesiąt dziewięć lat, więc to nie to samo, jak się ma trzydzieści albo i czterdzieści.
Każdego ranka – oprócz sobót – Stanisław Smoleń zasiada za kierownicą swego elektrycznego meleksa, zabierając na pokład plastikowe worki. Zatrzymuje się obok koszów na śmieci, które zresztą kiedyś sam zrobił. Opróżnia je, a pełne worki zwozi na swoją posesję, co już mu dawno rodzina wybaczyła. Sortuje odpady, po które za jakiś czas przyjeżdża pojazd służb komunalnych. I tak codziennie, chyba że – tak jak dzisiaj – jest za oknem kilkanaście stopni mrozu. Chociaż…
– Mróz mrozem – macha lekceważąco ręką pan Staszek. – O to się głównie rozchodzi, że melex po dużym śniegu nie pojedzie. Za małe kółka.
Ale kiedyś Smoleń miał jeszcze gorzej. Karierę społecznego sprzątacza wsi zaczynał jako wytrwały rowerzysta, który przewoził śmieci w workach na bagażniku. Używanego melexa kupił specjalnie, żeby być bardziej wydajnym. Od początku był jednak kłopot z akumulatorami. Dopiero gdy jego społecznikowska pasja stała się głośna, dziennikarze ze Śląska pomogli mu w zdobyciu sześciu bardziej sprawnych baterii.


Więcej prądu!
Dziś tamte baterie dożywają końca. Pan Staszek musi je ładować coraz częściej, ale z coraz mniejszym efektem. Staje się to uciążliwe.
– Bywa tak, zwłaszcza zimą, że już nie starcza energii na jeden cały objazd. Wtedy muszę wracać do domu, żeby podładować akumulatory, i znowu wyruszam w drogę, żeby dokończyć to, co zacząłem. Albo kończę następnego dnia – opowiada Stanisław Smoleń.
Zakup sześciu nowych baterii to duży koszt. I tak pan Staszek za prąd, który potrzebny jest przy ładowaniu, płaci sam – z własnej kieszeni. Krótko mówiąc, do swojej pasji regularnie dopłaca.
– Jeśli nie starczy pana Staszka, to nikt go nie zastąpi. Komu będzie się chciało jeździć po całej wiosce za śmieciami? – pyta retorycznie Elżbieta Rzepa, sołtyska Porąbki Uszewskiej. – Jako wieś nie mamy sposobu, żeby pomóc Smoleniowi, żeby dostał nowe akumulatory do swojego meleksa albo żeby zwrócić mu za ten prąd, który zużywa przy ich ładowaniu.

Objazdowa edukacja
Sołtyska chwali pana Staszka także za to, że dzięki tym kilkudziesięciu koszom, które wykonał własnym sumptem, wieś jest czystsza niż kiedyś.
– Obserwuję dzieci, które papierki po batonach czy cukierkach już nie rzucają na chodnik, ale do koszy. Już się tego nauczyły.
Przy okazji warto wspomnieć, że Stanisław Smoleń prowadzi także objazdową działalność edukacyjną. W meleksie zainstalowane są głośniki, przez które wydobywa się muzyka ludowa oraz krótkie pogadanki na temat potrzeby zachowania czystości i porządku. Już się wszyscy ludzie w Porąbce tego osłuchali, więc może łatwiej teraz o dobre nawyki, także wśród latorośli.
– Smoleń to cichy, skromny człowiek. O nic nigdy się nie upomni – mówi jeden z mieszkańców gminy. – Od lat swoje robi i niejednemu się wydaje, że tak było od zawsze i tak już zostanie. A przecież on zbierając i wywożąc te śmieci, wykonuje robotę za kogoś. Gdyby nie on, ktoś inny musiałby się tym zająć, oczywiście odpłatnie. Dziwię się, że gminie ta sprawa jakoś umyka. Wyróżniliby tego człowieka, zaprosili do urzędu na kawę, dali skromną nagrodę. A tu nic. Jak chce sprzątać, niech sprząta. Pewnie wielu tak myśli.  

Znamy go tylko z widzenia
Wiadomo, że gmina nie może Smoleniowi – jako osobie prywatnej – ani zakupić nowych akumulatorów, ani zapłacić rachunków za prąd. Może natomiast pomóc w znalezieniu ludzi, którzy mogliby w różnej formie wesprzeć najsławniejszego sprzątacza w Polsce.
Piotr Matura, przewodniczący Rady Gminy Dębno mówi, że o Stanisławie Smoleniu słyszał z „przekazów medialnych”.
– Na pewno działalność tego pana jest warta uwagi. Jest to rodzaj poświęcenia, do którego dzisiaj trudno ludzi namówić – przyznaje przewodniczący.
W rozmowie z dziennikarzem obiecuje, że zastanowi się, jakie byłyby możliwości pomocy Smoleniowi ze strony samorządu.
Pan Staszek nieraz pytany, dlaczego podjął się trudu sprzątania, zwykł odpowiadać, że nie tylko lubi porządek i ceni ekologię, ale codzienna wyprawa meleksem na wieś daje mu możliwość kontaktu z ludźmi.
– W jednym miejscu człowiek się zatrzyma, w drugim kogoś spotka, z kimś pogada, czegoś się dowie – wylicza pożytki płynące dla niego. Wszystkie pożytki.
Widać, że w ciągu kilkunastu lat przyzwyczaił się do swojej roboty i przyzwyczaili się do niego ludzie, którzy go obserwują. Na szczęście już nikt go nie wypytuje, jak bywało na początku, ile mu za to wszystko płacą…

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments