Bocheński wątek afery maseczkowej

0
346
bocheński-wątek-afery-maseczkowej
Spółka Igloo jest znanym producentem sprzętu chłodniczego | Fot. igloo.pl
REKLAMA

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie tzw. afery maseczkowej, która mogła mieć swój początek w Bochni. To właśnie tamtejsza spółka Igloo, znana z produkcji urządzeń chłodniczych, sprowadziła maseczki do Polski. Przypomnijmy, Ministerstwo Zdrowia zakupiło partię ochronnych masek, które jak twierdzą przedstawiciele resortu, nie spełniają wymaganych norm. Na dodatek MZ miało za nie kilkakrotnie przepłacić.
Śledztwo w sprawie maseczek, które nie spełniały polskich norm, prokuratura wszczęła po zawiadomieniu, jakie złożyło Ministerstwo Zdrowia. Zdaniem prokuratury, mogło dojść do oszustwa wielkich rozmiarów. Okazało się bowiem, że żadne z setek tysięcy zakupionych masek nie chronią przed koronawirusem, a dla lekarzy są bezużyteczne. Chodzi o certyfikaty, które prawdopodobnie zostały podrobione. Prokuratura ma teraz ustalić, kto fałszował certyfikaty, jakie chińscy producenci przedstawiali klientom. Na przesłuchania wzywani są już pierwsi świadkowie. Policja przeszukała w związku ze sprawą siedem miejsc, m.in. w Zakopanem, skąd pochodził jeden z kontrahentów resortu zdrowia.

REKLAMA

Ministerstwo kupiło chińskie maseczki za ok. 5 mln zł. Resortowi zdrowia miał je sprzedać instruktor narciarski, który zna się z ministrem Łukaszem Szumowskim oraz jego bratem. Gdy w ministerstwie zorientowano się, że maseczki nie spełniają norm, natychmiast zażądano wymiany lub zwrotu pieniędzy.

Afera maseczkowa mogła mieć swój początek w Bochni. To właśnie tamtejsza spółka Igloo, znana z produkcji urządzeń chłodniczych, sprowadziła maseczki do Polski. Sprowadzone z Chin maski firma Igloo odsprzedała Łukaszowi G., który z kolei zbył je w Ministerstwie Zdrowia. Dziennikarze ogólnopolskich mediów już kilka tygodni temu informowali, że jest on narciarskim instruktorem z Zakopanego, znajomym rodziny Łukasza Szumowskiego, ministra zdrowia. Zdaniem dziennikarzy, istnieją poważne przesłanki pozwalające przypuszczać, że właśnie dzięki tej znajomości mieszkaniec Zakopanego dokonał korzystnej dla siebie transakcji.

Na portalu bochnianin.pl przedstawiciel firmy Igloo, mecenas Piotr Danek zapewnia, że firma nie sfałszowała żadnych dokumentów, deklaruje też gotowość pełnej współpracy z organami badającymi tę sprawę. – Z całą stanowczością oświadczamy, że dostarczone Ministerstwu Zdrowia maski uprzednio sprowadzone za pośrednictwem firmy Igloo, spełniały wszelkie wymogi zamawiającego i były pełnowartościowe – zaznacza. – Osoby działające w imieniu spółek Igloo są przekonane, że z ich strony nie doszło do jakichkolwiek naruszeń prawa, a już w szczególności prawa karnego. W razie potrzeby, wszystkie te osoby nie mając nic do ukrycia, są gotowe do współpracy zarówno z Ministerstwem Zdrowia, jak i wszelkimi organami wyjaśniającymi sprawę, zależy im bowiem nie mniej niż opinii publicznej na pełnym wyjaśnieniu tej sprawy i utrzymaniu posiadanego dobrego imienia oraz zaufania.

Okazuje się, że Piotr Danek jest także prawnym przedstawicielem Łukasza G. W Tygodniku Podhalańskim opisującym udział narciarskiego instruktora w aferze, tarnowski adwokat wyjaśnia, że maseczki kupione były od znanego chińskiego producenta działającego na rynku od 1996 roku. – Nieprawdą jest, że Ministerstwo Zdrowia przepłaciło za zamówione maski, a podana w artykule (w Tygodniku Podhalańskim przypis red.) cena 8 zł za maskę chirurgiczną jest fałszywa. Maski sprzedawane były za 2,90 zł netto, czyli poniżej ceny obowiązującej wówczas na wolnym rynku – wyjaśniał Danek w oświadczeniu przesłanym do Tygodnika Podhalańskiego. I udowadnia dalej, że żaden z przedłożonych w MZ dokumentów nie był sfałszowany i pochodził od chińskiego producenta. – Nie jest prawdą – twierdzi mecenas Danek – że towar nie spełnia wymaganych norm, bowiem maseczki posiadają badania i spełniają wymogi MZ.

Przedstawiciel firmy Igloo i Łukasza G. skarży się w Tygodniku Podhalańskim, że Ministerstwo Zdrowia odmówiło przekazania wyników przeprowadzonych badań, co uniemożliwia zapoznanie się z nimi i ustosunkowanie się do nich. – Łukasz G., jak i pozostali dostawcy masek są żywo zainteresowani wyjaśnieniem sytuacji i udowodnieniem, poprzez posiadaną dokumentację, że dostarczony towar spełnia wymogi. Oczekujemy, że Ministerstwo Zdrowia umożliwi nam wyjaśnienie sprawy – twierdzi na łamach TP, Piotr Danek.

Mimo wielu prób, nie udało nam się skontaktować z Piotrem Dankiem, przedstawicielem spółki Igloo, próbowaliśmy uzyskać od niego odpowiedzi na kilka pytań dotyczących między innymi liczby zakupionych w Chinach maseczek, ich ceny oraz certyfikatów. Próbowaliśmy się dowiedzieć, czy Łukasz G., który odkupił od Igloo maseczki był znany wcześniej przedstawicielom bocheńskiej firmy. Interesowało nas także, czy kupno i sprzedaż materiałów medycznych znajduje się w zakresie działalności spółki. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o