Żyją jak na bombie

0
261
beczki_królówka
Beczki z nieznaną substancją w Królówce. Boimy się – mówią mieszkańcy

Od początku listopada ubiegłego roku na dwóch prywatnych działkach w Królówce stoją beczki z nieznaną substancją, mieszkańcy twierdzą, że toksyczną. Piszą do burmistrza Nowego Wiśnicza, prokuratury, nadzoru budowlanego, proszą o interwencję w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. Po ponad półrocznych zabiegach nie dowiedzieli się niczego, znikąd nie otrzymali pomocy. Prokuratura odpowiada, że nie są stroną, więc informacji nie dostaną, burmistrz z kolei utrzymuje, że wie… ale nie powie, bo w sprawie toczy się administracyjne postępowanie.
– Po tym, jak w budynku znajdującym się na działce zlikwidowano nielegalną fabrykę papierosów, właściciel przepadł jak kamień w wodę. Ale z początkiem listopada w ubiegłym roku przyjechały koparki i inny sprzęt, teren został wyrównany, a wykonawcy prac mówili, że właściciel prowadzi remont. 6 listopada w nocy, pod posesję zajechały tiry i prywatne samochody, przez wiele godzin wyładowywano ogromne beczki, najpierw wnoszono je do budynku, resztę postawiono przed nim. Następnego dnia rano powiadomiliśmy policję i prokuraturę, przez kolejne dwa tygodnie policjanci w dzień i nocy pilnowali terenu i dzięki temu dalsze transporty zostały uniemożliwione. Nawet nie wiemy, ile tego świństwa się tam znajduje, przed domem stoi kilkadziesiąt plastikowych beczek o pojemności tysiąca litrów, są też mniejsze, 200-litrowe. Ile jest ich w domu, tego sprawdzić nie możemy. Żyjemy jak na bombie – mówi jedna z mieszkanek, której dom znajduje się niedaleko niebezpiecznego składowiska.

REKLAMA

Mieszkańcy nie są stroną postępowania
W odpowiedzi na jedno z pism mieszkańców Królówki, Małgorzata Więckowska, burmistrz Nowego Wiśnicza wyjaśnia, że gmina posiada opinię biegłego sądowego z zakresu chemii odpadów i ochrony środowiska, dotyczącą rodzaju składowanych odpadów. Opinia ta sporządzona została przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie na potrzeby prowadzonego postępowania. – W związku z tym, że gmina posiada status pokrzywdzonego w niniejszej sprawie, opinię otrzymał samorząd i nie możemy przekazywać jej mieszkańcom ze względu na toczące się w sprawie postępowanie administracyjne – tłumaczy burmistrz Więckowska. I odsyła ludzi do prokuratury.
– Mieszkańcy wsi Królówka nie posiadają statusu strony postępowania. Tym samym nie jest możliwym udzielenie informacji o biegu i ustaleniach śledztwa – odpowiada tarnowski prokurator Marcin Michałowski.
– Żyjemy w strachu związanym z przebywaniem w pobliżu toksycznych odpadów, a przede wszystkim z realnym zagrożeniem podpalenia lub uszkodzenia beczek i wydostania się substancji na zewnątrz. W pobliskich domach mieszkają rodziny z małymi dziećmi, seniorzy oraz osoby niepełnosprawne. Niedawno na ogrodzeniu otaczającym składowisko powieszona została tablica z napisem: teren budowy, informacja ta zszokowała nas. Próbowaliśmy dowiadywać się w urzędzie, jakie prace budowlane zostały zgłoszone na tym terenie, ale do tej pory nic nie udało nam się ustalić – mówi kolejna mieszkanka Królówki.

Beczki wydają niepokojące dźwięki
– Nikt nam nie mówi, co może się w stać w chwili, gdy beczki się rozszczelnią, a znajdujące się w nich substancje przedostaną się do gleby i wody. Robi się coraz cieplej i nasze obawy z tym związane są coraz większe. Nie wiemy, czy beczki ktoś sprawdza, w listopadzie ubiegłego roku poinformowano nas, że jak są szczelne, to nic nam nie grozi, ale w związku ze zmieniającą się pogodą pojemniki nabrzmiewają i wydają niepokojące dźwięki. Nie wiemy, jak powinniśmy się zachować, gdy coś się z nimi stanie. Na teren składowiska w każdej chwili może wejść ktoś nieodpowiedzialny, dziury w płocie są wielkości umożliwiającej przedostanie się przez nie dorosłemu słoniowi. Jedynym zabezpieczeniem pozostaje folia, którą nawet małe dziecko jest w stanie zdjąć. Czy tak właśnie powinno wyglądać zabezpieczenie składowiska toksycznych substancji? – zastanawia się Stanisław Tabor, sołtys Królówki.
Sołtys wraz z mieszkańcami zadawali władzom Nowego Wiśnicza wiele pytań, na które nie doczekali się odpowiedzi. – Chcemy wiedzieć, czy urząd dysponuje opiniami ekspertów w sprawie wpływu czasu, zwłaszcza zmian temperatury na potencjalne zagrożenie związane z rozszczelnieniem beczek, a jeśli nie, to czy samorząd podejmuje starania o uzyskanie takich opinii. Nie wiemy, co w beczkach się znajduje i jakie konsekwencje zdrowotne niesie za sobą wydostanie się tych substancji na zewnątrz. O tym, że zawartość podrzuconych nocą pojemników jest toksyczna, jesteśmy przekonani, a utwierdza nas w tym postępowanie władz gminy. Bo gdyby było inaczej, przyszliby do nas i powiedzieli, że możemy spać spokojnie. Cała sprawa owiana jest wielką tajemnicą, a status strony poszkodowanej ma gmina. To dziwne, bo najbardziej poszkodowani są mieszkańcy Królówki, tu stoją ich domy, żyją ich rodziny i codziennie zastanawiają się, czy nie grozi im niebezpieczeństwo. A gdyby jakiś szaleniec wszedł i podpalił te beczki? – zastanawia się Stanisław Tabor.

Na teren prywatny wejść nie mogą
Zastępczyni burmistrz Nowego Wiśnicza, Regina Wielgus wyjaśnia, że gmina podjęła działania zmierzające do usunięcia nielegalnie składowanych odpadów. – Czekamy na opinie od wszystkich organów wskazanych w ustawie o odpadach. Nie zlecaliśmy wykonania ekspertyzy zawartości beczek, ponieważ takowe zostały przygotowane na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Pani burmistrz wyjaśnia dalej, że teren na którym magazynowane są odpady stanowi własność prywatną, jest ogrodzony i gmina nie posiada informacji, czy prowadzone są tam prace budowlane. Tabliczkę „Teren budowy, wstęp wzbroniony” zawiesił właściciel nieruchomości. – Jako że posesja, na której magazynowane są odpady należy do osoby prywatnej, gmina nie ma możliwości wejścia na jej teren bez podstawy prawnej. Należy zaznaczyć, iż koszty utylizacji składowiska w Królówce wstępnie oszacowano na około 500‒600 tysięcy złotych. Proceder porzucanych odpadów bardzo mocno rozwinął się w Polsce od zeszłego roku. Tak naprawdę czujne oko i natychmiastowa reakcja mieszkańców mogłaby zapobiec zdarzeniom, takim jak to w Królówce, tym bardziej, że z relacji mieszkańców wynika, iż zwożenie odpadów trwało więcej niż jeden dzień. Gmina znalazła się w sytuacji, w której prawdopodobnie to na niej spocznie obowiązek usunięcia odpadów, co wiąże się dylematem, w jaki sposób zabezpieczyć tak dużą kwotę w budżecie gminy, z jakich inwestycji zrezygnować? Niestety, koszty utylizacji będą pochodziły z kieszeni podatników naszej gminy – wyjaśnia Regina Wielgus.

Po pomoc do posła
Już w grudniu ubiegłego roku Małopolski Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przysłał do Urzędu Miejskiego w Nowym Wiśniczu pismo, w którym wyjaśnia, że w przypadku nieusunięcia odpadów, władze gminy powinny nakazać to ich posiadaczowi, czyli właścicielowi działki.
Niedawno mieszkańcy Królówki zwrócili się z prośbą o interwencję w sprawie nielegalnego składowiska odpadów do posła Stanisława Bukowca. W skierowanym do niego piśmie przypominają, że po tragicznym w skutkach pożarze wysypiska w Nowinach pod Kielcami z pomocą ludziom ruszyli świętokrzyscy parlamentarzyści. – Dzięki tym interwencjom sprawa nabrała innego wymiaru, a winni tragedii zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Wierzymy, że panu posłowi zależy na bezpieczeństwie i zdrowiu mieszkańców ziemi bocheńskiej. Dlatego prosimy o pilne podjęcie możliwych działań zmierzających do usunięcia toksycznych odpadów z sąsiadującej z naszymi domami posesji – zaapelowali.
Odpowiedzi od posła na razie nie dostali.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o