Strona główna Region Powiat brzeski Burza o egzotyczne zwierzęta w małym miasteczku

Burza o egzotyczne zwierzęta w małym miasteczku

0
Czchowskie lwy w klatce
Czchowskie lwy w klatce | fot. Telewizja Polska
REKLAMA

Na przedmieściach Czchowa, tam gdzie Dunajec odbija światło porannych mgieł, życie płynie zwyczajnym rytmem małego miasteczka. A jednak jest tu coś, czego nie znajdziemy nigdzie indziej w Małopolsce. Z przydomowego wybiegu dobiega… ryk lwów. Zwierząt, które niespodziewanie znalazły się w centrum lokalnej burzy.

Wielkie serce i jeszcze większe zwierzęta

Opiekun czworonogów, pan Łukasz, zawsze kochał zwierzęta. Hodował konie, krowy, później małpy i karakale. Aż pewnego dnia zadzwonił znajomy weterynarz. – Chcesz lwy? – usłyszał. W ZOO została para osieroconych lwiątek afrykańskich, odrzuconych przez matkę, karmionych z butelki. Nie było chętnych. W rezultacie już od pięciu lat Diego i Amira mieszkają w miasteczku nad Dunajcem, wychowane od maleńkości, zsocjalizowane z człowiekiem. Trzeci kot – tygrys bengalski, Borys – przyjechał później, w 2021 roku, z niemieckiego cyrku, gdzie również był niechciany.

Tunel, woliery i zaplecze

Wybieg to klatki z grubego ocynku, podmurówka (60 centymetrów) wpuszczona w ziemię, trzy metry wysokości. Dwie woliery o łącznej powierzchni prawie 100 metrów kwadratowych, połączone tunelem, z dostępem do pomieszczeń zamkniętych.
Źródło finansowania utrzymania zwierząt? Oszczędności i praca właściciela. Od początku dbał on o pełną legalizację hodowli. Założył nawet firmę, przy której jako przedmiot działalności gospodarczej wpisał utrzymywanie cyrku. Z powodzeniem przechodził coroczne kontrole.
– Warunki od 2019 roku zawsze były bardzo dobre. Zwierzęta są zdrowe, spokojne i zadbane. Nigdy nie było mowy o zaniedbaniach – potwierdza powiatowa lekarz weterynarii w Brzesku, Bożena Urbaniec.
A jednak nad lwami zawisł cień.

REKLAMA (2)

Groźne drapieżniki czy groźne zarzuty?

W marcu tego roku przed posesją zatrzymało się kilka policyjnych radiowozów. Był prokuratorski nakaz, na miejscu biegły sądowy i dziewięć godzin przeszukania. Powód? Jeden anonim. Ktoś uprzejmie w nim donosił, że w Czchowie nielegalnie przetrzymuje się groźne drapieżniki. I co gorsza, mogą stanowić one zagrożenie. Sprawa trafiła do prokuratury. Policja prowadziła postępowanie w kierunku nielegalnego przetrzymywania zwierząt niebezpiecznych. Artykuł 160 Kodeksu Karnego, w kierunku którego toczyło się dochodzenie, dotyczy narażenia na zagrożenie życia lub zdrowia ludzi.

W wyniku zgromadzonego materiału dowodowego 30 października właściciel usłyszał zarzuty m.in. nielegalnego posiadania i przetrzymywania zwierząt, znęcania się nad nimi oraz wprowadzania w błąd funkcjonariuszy publicznych co do rzeczywistej daty nabycia jednego ze zwierząt.
– Nie wiem, o co chodzi – mówi powiatowa lekarz weterynarz. – Nie ma tu żadnego znęcania. Nie ma niebezpieczeństwa, które byśmy zauważyli, prowadząc regularne kontrole.
Burmistrz Czchowa, Krzysztof Szot, nie ukrywa, że sytuacja jest bezprecedensowa. – Jesteśmy chyba jedyną gminą w Polsce z taką historią. Mamy obowiązek zbadać zgłoszenie, ale też nie skrzywdzić zwierząt i ludzi bez podstaw – przekonuje.

Pojawia się paradoks

Urząd – zgodnie z procedurą – ma obowiązek wskazać miejsce, do którego zwierzęta można byłoby przenieść, jeśli odbiór okazałby się konieczny. Ale w Polsce nie ma dla nich nowego domu. W ZOO odmawiają, tłumacząc: – Nie znamy zachowań ani historii tych zwierząt, mogą się nie przystosować. Pracownicy Centralnego Azylu też rozkładają ręce powołując się na brak infrastruktury. A utrzymanie trzech wielkich kotów według rynkowych stawek może kosztować nawet pół miliona złotych rocznie. To pieniądze, których mała gmina nie ma skąd wziąć. – Te koty to część mojej rodziny – przekonuje pan Łukasz. – One mi ufają. Gdybym musiał je oddać, przeżyłyby traumę.

REKLAMA (3)

Śledztwo trwa, narasta niepewność

Po emisji reportażu Lwie serce w „Ekspresie Reporterów” TVP w mediach społecznościowych pojawiło się wiele komentarzy. Większość wpisów jest pełna wsparcia dla opiekuna zwierząt. Ludzie piszą o pasji, o przywiązaniu do kotów i absurdzie anonimowych oskarżeń. – Zwierzęta czyste i spokojne. Lepsze warunki niż w niejednym ZOO – komentuje Agnieszka M. – Dlaczego zniszczyć coś, co działa dobrze? – pyta Anna B. – Jeżeli komuś zwierzęta przeszkadzają – niech spojrzy na psy na łańcuchach dwa domy dalej – dodaje Klaudia W.

Jednak prawo ma swoje powinności, więc śledztwo trwa. Do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości nad lwami i tygrysem w Czchowie wisi znak zapytania. Czy zostaną w miejscu, w którym się wychowały, czy pojadą w nieznane. Wieczorem z wybiegu dobiegają niskie pomruki. To oznaka życia, które nie pasuje do segregatora z przepisami. Ale mieści się w sercu człowieka, który przyjął dwa małe lwiątka na butelkę. Dziś mówi: – Nie mam nic do ukrycia. Proszę tylko, żeby pozwolono im zostać w moim domu.
Niełatwo jest oddzielić lęk od wyobrażeń i spojrzeć trzeźwo na fakty. Zrozumieć, że za imponującymi kłami stoją istoty, które potrafią ufać i kochać.

Tutaj lwy są u siebie

Bo lwy – dość paradoksalnie – są częścią Czchowa niemal od zawsze. Na rynku stoi romańska rzeźba tego zwierzęcia. Jeden z najstarszych symboli miasta, pamiętający wieki, kiedy Czchów był strażnikiem traktu nad Dunajcem. Patrzy z kamiennego cokołu, jak zmieniają się czasy i ludzie. Kiedyś strzegł kościoła, dziś rynku. Historia zatoczyła koło, bo Czchów znów jest miastem lwów. Nie takich z legend i rzeźb, lecz z krwi i kości.
I może dlatego, bardziej niż o paragrafach, warto pomyśleć o tym, co opowie o nas ten kamienny lew, kiedy spojrzy na miasto za następnych kilkaset lat. Czy broniliśmy słabszych? Czy zrozumieliśmy pasję? Czy potrafiliśmy nie bać się tego, co niezwykłe? Bo czasem cicha odwaga znamionuje wielkie serce. Lwie serce Czchowa.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
0
Napisz komentarzx