COVID-19 wśród personelu i pacjentów

0
306
szpital-brzesko

W niedzielę, 29 marca, na oficjalnej stronie internetowej brzeskiego szpitala ukazał się komunikat dyrektora placówki. W jego treści znajduje się informacja o zakażeniach koronawirusem pacjentów i medycznego personelu, w związku z czym zawieszona została działalność oddziału anestezjologii i intensywnej terapii oraz bloku operacyjnego, dwa dni wcześniej zamknięto oddział chirurgii, a w miniony poniedziałek również rehabilitacji.

Nieczynny jest także ośrodek zdrowia w Jadownikach. Liczba zakażonych w powiecie brzeskim szybko rośnie, we wtorek było to już 12 osób, dwie z nich odwiezione zostały do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. 1175 osób (dane z poniedziałku) pozostaje w domowej kwarantannie.
Dyrektor SP ZOZ pisze, że na wymienione oddziały nie przyjmuje się pacjentów, są oni kierowani do innych szpitali. Wszyscy pracownicy objęci zostali kwarantanną, zaś przywrócenie działalności tych jednostek przewidywane jest za 7‒14 dni. Kwarantanną objęto personel szpitala, jednak brzeski sanepid jeszcze w poniedziałek (w momencie, gdy oddawaliśmy materiały do druku) nie wydał decyzji w sprawie ich rodzin.

Pierwsza zarażona
Pierwszą pacjentką z koronawirusem w powiecie brzeskim była młoda kobieta, studiująca na jednej z krakowskich uczelni, mieszkanka Wojakowej, w gminie Iwkowa. Kilka dni po zawieszeniu zajęć na uczelni, wróciła do domu, źle się poczuła i poszła do lekarza. Okazało się, że jest chora na koronawirusa, potwierdziły to testy. W związku z trudną sytuacją apel do mieszkańców gminy wystosował wójt Iwkowej, Bogusław Kamiński.
– Nasza gmina, pomimo iż nie leży w bliskiej odległości od dużych miast czy dróg przelotowych, jest również zagrożona. Wszyscy doskonale wiemy, iż wielu naszych mieszkańców już wróciło albo w najbliższym czasie wróci z zagranicy. Są to często członkowie najbliższej rodziny, znajomi, przyjaciele. Przybywają z różnych państw i regionów, mniej lub bardziej zagrożonych. Sama podróż również niesie za sobą wysokie zagrożenie wirusem. Dlatego apeluję do wszystkich mieszkańców gminy, nie lekceważmy sytuacji, zachowajmy spokój i przede wszystkim, jeśli jest to możliwe, zostańmy w domach – apeluje Bogusław Kamiński.
Od kilku dni zamknięty jest dla petentów urząd gminy, w ważnych sprawach mieszkańcy mogą zwracać się do urzędników drogą telefoniczną lub e-mailową.

Trzecie ogniwo
Na kolejne przypadki nie trzeba było długo czekać.
– W piątek koło południa zadzwoniła do mnie żona i powiedziała, że mają na oddziale pozytywnego pacjenta, natychmiast zwolniłem się z pracy i wróciłem do domu. Żona jest pielęgniarką na chirurgii w brzeskim szpitalu i miała z chorym bezpośredni kontakt. Zadzwoniłem do sanepidu w Brzesku i dokładnie wyjaśniłem im sytuację. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że jestem dopiero trzecim ogniwem zakażenia, nie mam objawów, więc mogę w poniedziałek iść do pracy. W piątek po południu u żony zaczęły się silne bóle głowy, miała wysoką gorączkę i wymioty, więc przypuszczaliśmy, że ma koronawirusa – mówi Jarosław Gzyl z Brzeska.
W sobotę pan Jarosław ponownie zadzwonił do sanepidu i jeszcze raz dokładnie zrelacjonował sytuację, dołączył do tego opis choroby żony. – Pracownicy stacji sanitarno-epidemiologicznej w dalszym ciągu obstawali przy swoim i twierdzili, że nie muszę poddawać się izolacji. Tymczasem małżonka czuła się coraz gorzej, skontaktowaliśmy się z naszym lekarzem rodzinnym, który podjął leczenie w związku z… koronawirusem. Jej stan był tak kiepski, że zdecydowaliśmy się na wyjazd do Dąbrowy Tarnowskiej i konsultację z lekarzem z tamtejszego oddziału zakaźnego. Na szczęście nie stwierdzono u niej objawów koronawirusa, nie miała duszności i nie kaszlała, nie było więc potrzeby hospitalizacji – dodaje Jarosław Gzyl.

Żona w kwarantannie, mąż w pracy?
– Co ciekawe, po otrzymaniu wyników testów – mój był ujemny – zakażenie wykryto u trzech pacjentów oraz trzech pracowników oddziału, jednak sanepid w Brzesku objął kwarantanną tylko obsługę oddziału z jednej zmiany. A przecież razem pracowaliśmy i było wielkie prawdopodobieństwo, że wszyscy możemy być zakażeni. Pacjent, od którego wszystko się zaczęło, przebywał na naszym oddziale od 11 marca. Sanepid nie nakazał także wykonania badań, dopiero nasz ordynator poradził, aby pracownicy na własną rękę pojechali do Dąbrowy Tarnowskiej. Większość pojechała, ale nie wszyscy. Tymczasem moje koleżanki z Bochni, które w podobnej sytuacji poinformowały tamtejszy sanepid, natychmiast wraz z całymi rodzinami objęte zostały kwarantanną. U nas stało się to dopiero w niedzielę, przy czym nie dotyczy to naszych rodzin. Taka decyzja pozbawiona jest sensu, bo cóż z tego, że ja będę w domu na kwarantannie, a mąż będzie chodził do pracy – mówi Jadwiga Gzyl, pielęgniarka z oddziału chirurgii w brzeskim szpitalu.
O swojej sytuacji opowiada także inna pielęgniarka chirurgii, Irena Myrlak. – Od piątku jestem na kwarantannie, kiedy jednak zapytałam w brzeskim sanepidzie, co z moim mężem, odpowiedziano mi, że skoro nie jest pracownikiem służby zdrowia, nie musi się izolować. Decyzję o jego kwarantannie wydano dopiero w sobotę. Do tej pory, mimo moich nalegań, pracownicy sanepidu nie pobrali ode mnie próbek do badań. Poinformowano mnie, że skoro jestem w domu i nie mam objawów, to mam się obserwować i czekać. Nie ukrywam, że się boję, bo na co mam czekać? Na chorobę? A co z mężem, przecież może się ode mnie zarazić. Decyzje sanepidu są dla mnie całkowicie niezrozumiałe.
Kolejną pielęgniarką skarżącą się na brak informacji z sanepidu jest Zuzanna Stolarz. I ona od piątku przebywa w kwarantannie, bez badań na obecność koronawirusa. – Choremu pacjentowi wykonywałam EKG, opiekowałam się nim już w czwartek. Kiedy robiono mu test, miał wysoką gorączkę. Po dyżurze nie wiedziałam, czy mam iść do domu, czy zostać na oddziale. Od piątku już kilkakrotnie dzwoniłam do sanepidu i pytałam, kiedy pobiorą mi próbki do badań, ciągle słyszę, że mam się obserwować i czekać. Siedzę jak na szpilkach, bo mam 19-letnią niepełnosprawną córkę, która urodziła się z genetycznymi wadami. Nie wiem, jak jej organizm zareagowałby na koronawirusa. Moja koleżanka też nie ma żadnych objawów, a w poniedziałek jej malutki 1,5-roczny wnuczek stracił przytomność i odwieziony został na zakaźny oddział w Dąbrowie Tarnowskiej. Jej samej do tej pory nie zrobiono testów na obecność koronawirusa.

Szybko rośnie liczba zakażonych
– Decyzje sanepidu budzą niepokój – przyznaje Jarosław Gzyl. – Słuchając ich rad powinienem był dzisiaj iść do pracy (z panem Jarosławem rozmawialiśmy w poniedziałek). Nie poszedłem, bo boję się, że mogę być zagrożeniem dla innych ludzi i nieświadomie ich zakażać. Wynik badań żony jest co prawda ujemny, ale nie można wykluczyć, o czym poinformował nas lekarz z Dąbrowy Tarnowskiej, że skoro miała bliski kontakt z chorym, sama także może zachorować. Zastanawiające jest również, że próbek do badań nie pobrano od wszystkich pracowników. W dalszym ciągu nie wiadomo, ilu z nich mogło do tej pory zachorować. Ostatecznie koronawirusa wykryto u trzech pracowników szpitala i trzech pacjentów.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną zakażenia pracowników i chorych z oddziału chirurgii był kontakt z przebywającym tam mężczyzną, któremu wbrew zakazom wizytę złożył syn, a ten niedawno wrócił z zagranicy.
Jak informuje Joanna Narożniak, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie, liczba zakażonych w powiecie brzeskim szybko rośnie, w poniedziałek było to 7 osób, we wtorek już 12, dwie z nich odwiezione zostały do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. 1175 osób (dane z poniedziałku) pozostaje w domowej kwarantannie. Nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego niektóre rodziny chorych pracowników oddziału chirurgii w brzeskim szpitalu nie zostały objęte kwarantanną.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o