Dobre życie w Wysranowie

0
323
- Jestem dumna z Wysranowa - bez wahania oznajmia Genowefa Szymańska | fot. Wiesław Ziobro

Pani Genowefa miała trochę za swoje. Gdy była jeszcze panną, ludzie się podśmiewali: – Ty, Gienia, z Wysranowa jesteś. Fajny jest ten Wysranów, nie ma co. Na szczęście nie były to niewyszukane złośliwości, ale żarty dla zabawy. Był taki czas, że miejscowi nie mogli uwierzyć, że istnieje taka nazwa przysiółka, nie dawali wiary. Szukali potwierdzenia, nawet w parafii. W Wysranów chyba ciągle nie wierzą niektóre instytucje. W dokumentach zapisują: Wyżranów. Może tak piszą na wszelki wypadek, żeby nikogo nie obrazić. Ale, jak się okazuje, zupełnie niepotrzebnie.

Nikt dokładnie nie wie, skąd wzięła się ta nazwa. Zofia Solak, sołtyska Strzelec Wielkich w gminie Szczurowa, w granicach których położony jest przysiółek, też bezradnie rozkłada ręce.
– O Wysranowie mówiła już moja babcia, a więc dawno to było. Ona też nie wiedziała, dlaczego ktoś wymyślił taką nazwę. Może dlatego, że był to przysiółek trochę oddalony od reszty wioski, na samym końcu…
Możliwe więc, że skromna końcówka Strzelec Wielkich komuś skojarzyła się w osobliwy sposób i tak już zostało. Przyschło na zawsze.
Do Wysranowa dziś trafić nietrudno. Dobrą drogą dojedzie się do rzędu kilkunastu zabudowań.
Genowefa Szymańska chwyta się za głowę: – Panie, kiedyś to tu było! Trzy domki i błotnista droga. Brat z miasta miał samochód, ale gdy dojeżdżał do przystanku, wysiadał z auta, szedł na piechotę do nas, żeby tata wziął konie i przyciągnął to auto na podwórze. Tylko gdy nie padał deszcz, udawało się samochodem dojechać. Teraz? Niech pan patrzy. Czy Wysranów nie jest piękny?
Patrzymy. Kilka okazałych domów, pomiędzy nimi asfalt, w tle pola, łąki i od strony południowej las. Cisza. Kompletna cisza. Tylko ta nazwa…

Zagubiony zegarek
– Tośmy pytali kiedyś i księdza, i urzędników, co z tym Wysranowem. Czy on jest, czy go nie ma. Odpowiadali zgodnie: jest, jak najbardziej, zapisane mamy w dokumentach – informuje pani Genowefa.
W tym roku skończy osiemdziesiąt cztery lata, mąż osiemdziesiąt siedem. – W małżeństwie jesteśmy sześćdziesiąt dwa lata, no, ciągniemy razem do siedemdziesiątki. Jedna pani, o tam, w tamtym domu, ma dziewięćdziesiąt cztery, inna dziewięćdziesiąt siedem lat. Kiedyś chodził ksiądz po kolędzie i powiedział do mnie: – Wybudowałbym się u was, bo długo tu się żyje…
Dom, przed którym rozmawiamy z panią Szymańską, pochodzi z 1950 roku, należy do jej krewnych. Pani Genowefa mieszka w innym, kilkadziesiąt metrów stąd. Właściciele tego pierwszego, rodzina pani Genowefy, nie tak dawno odnalazła w zakamarkach posesji stary kieszonkowy zegarek dziadka z 1820 roku, przywieziony przez niego z Francji.
W Wysranowie zdarzają się jeszcze rodziny wielopokoleniowe, które tutaj przetrwały, są też młodzi, którzy często wybierają pracę za granicą, ale na ogół wracają. Cztery lata temu pojawili się dość niezwykli osadnicy. Niezwykli dlatego, że po długim czasie porzucili Kraków, porzucili wielkie, sławne miasto, wzgardzili krakowskim prestiżem i sprowadzili się tutaj. Do Wysranowa. To Maria i Waldemar Chałanowie.

Żegnaj, Krakowie
– Chwileczkę – zastanawia się na powitanie pan Waldemar. – To chyba pan kiedyś pisał o Wysranowie, że jest taka wioska?
Całkowite zaskoczenie.
– Tak, pisałem, ponad dwadzieścia lat temu. Pamięta pan jeszcze ten tekst?
– Oczywiście. Żona pochodzi stąd, tu się urodziła, była kiedyś z wizytą w rodzinnych stronach i wtedy sąsiadka przekazała jej ten artykuł. Czytaliśmy z żoną, jeszcze nie myśląc, że w tym Wysranowie na zawsze się kiedyś znajdziemy.
Co się zmieniło po ponad dwudziestu latach?
– Tu już jest wszystko, co trzeba: woda z wodociągu, gazociąg, z komórki da się zadzwonić, internet. Tak jak w mieście – odpowiada pan Waldemar.
Oboje przez lata zawodowo związani byli z kombinatem metalurgicznym w Nowej Hucie. Przyszedł czas, kiedy postanowili odetchnąć od wielkiego miasta. Mieli go dość. Zaczęli szukać działki budowlanej w okolicy Brzeska albo Bochni, lecz trudno było, bo takich, którzy zrezygnowali z Krakowa szybko przybywa. Budują się na wsi. Szczególnie teraz, gdy funkcjonuje w sąsiedztwie autostrada A4.

Wiśniówka na ratunek
Wreszcie Chałanowie znaleźli coś dla siebie. Działkę porośniętą wysokimi chaszczami w Wysranowie. Nie przejęli się tym, oczyścili teren, odwodnili, zbudowali dojazd, postanowili się tu osiedlić. W krótkim czasie powstał obszerny, komfortowy dom, wzniesiony według nowej technologii, najokazalszy w przysiółku. Nigdy dotychczas nie żałowali tej decyzji, nawet pani Maria.
– Przez pewien czas dojeżdżałam do pracy w Nowej Hucie, wstawałam o trzeciej dwadzieścia nad ranem, żeby zdążyć na siódmą. Tak codziennie, jeśli było to na pierwszą zmianę.
– Tu wcześniej w zasadzie komunikacja nie działała. Własny samochód był niezbędny. Któregoś zimowego dnia, jak tylko się sprowadziliśmy do Wysranowa, wybrała się do nas pracownica banku. Jechała z Krakowa z przesiadkami. Mało co nie zamarzła po drodze, bo tego dnia było minus 28 stopni. W domu, gdy już dotarła, ratowaliśmy ją swoją wiśniówką, na rozgrzewkę, żeby prędzej doszła do siebie – śmieje się pan Waldemar, zawodowy kierowca, który dziś z synem prowadzi firmę.
Diament i Gaciska
– Nie tęsknimy za Krakowem. Niech pan patrzy: wokół mamy kawałek ziemi, zasadziliśmy trochę borówki amerykańskiej, trochę dalej las, spokój, czyste powietrze. Urzędnicy gminni w Szczurowej mili, przyjaźni, otwarci na człowieka, nie tacy, żeby tylko zbyć petenta. Życie jest tańsze, nawet ubezpieczenie samochodu. Jeśli potrzebujemy Krakowa, też nie ma problemu. Do węzłów autostradowych, w Brzesku albo Bochni, mamy po kilkanaście kilometrów, do samego Krakowa jest pięćdziesiąt. Dwieście metrów stąd jest przystanek, z którego można dojechać do Tarnowa. Świat się tutaj bardzo przybliżył, to żaden już Wysranów…
Nazwa ta ciągle jest w oficjalnym użyciu. Na mapie rzadko widoczna, ale na dokładnej, jak na wydanej w latach 90. przez PGK w Katowicach pod nazwą „Województwo tarnowskie”, widnieje.
– Ktoś jednak czasem wstydzi się tak pisać – mówi pani Maria. – Mieliśmy urzędowe dokumenty, na których napisano: Wyżranów.
Lokalne tradycje zadecydowały o tym, że niektóre wioski i przysiółki w regionie tarnowskim mają szczególne nazwy: Szujec, Wydymaj, Wymysł, Ruda Kameralna, Gnojnik, Gaciska, Diament. Piekło, wbrew pozorom, nie jest sensacyjne; to dawne metaforyczne określenie rozległych połaci łąk. W Łękach Dolnych koło Pilzna są za to dwa światowe przysiółki: Paryż i Nowy Jork…
– Na takiej wsi, jak nasza, teraz lepiej się mieszka niż w mieście – zachwala Genowefa Szymańska. – My się dobrze znamy, kiedy chcemy, zachodzimy do sąsiadów, nie trzeba specjalnych zaproszeń. Mam rodzinę w Tarnowie, mieszka w blokach. To tamci ludzie prawie się nie widują, mało znają, siedzą tylko w swoich domach. Mówię panu, miłe życie jest w Wysranowie. Przemiłe.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o