Mąż zamordowanej nadal w brytyjskim areszcie

0
290

W pierwszych dniach stycznia ubiegłego roku mieszkańców Borzęcina i okolicznych miejscowości zelektryzowała wiadomość o zaginięciu Grażyny Kuliszewskiej, która od kilku lat wraz z mężem i pięcioletnim synem przebywała w Londynie. Niecałe dwa miesiące później w Bielczy z Uszwicy wyłowiono ciało kobiety, jak się okazało zamordowanej najprawdopodobniej 34-latki.

W pierwszych dniach stycznia ubiegłego roku mieszkańców Borzęcina i okolicznych miejscowości zelektryzowała wiadomość o zaginięciu Grażyny Kuliszewskiej, która od kilku lat wraz z mężem i pięcioletnim synem przebywała w Londynie. Niecałe dwa miesiące później w Bielczy z Uszwicy wyłowiono ciało kobiety, jak się okazało zamordowanej najprawdopodobniej 34-latki.
Od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już ponad 12 miesięcy i oprócz tego, że w lipcu ubiegłego roku w Londynie aresztowano Czesława K., to sprawa w dalszym ciągu owiana jest tajemnicą. Tymczasem wśród członków rodziny kobiety, a także jej bliższych i dalszych znajomych oraz sąsiadów mnożą się spekulacje i domysły.

Rodzina czeka na wyjaśnienia

– To była tajemnicza sprawa i budziła ogromne emocje, tak było do czasu wyłowienia ciała Grażyny z Uszwicy. Ludzie się interesowali, przyjeżdżało tu mnóstwo dziennikarzy, a potem wszystko ucichło. Jeszcze na chwilę sprawa odżyła, kiedy aresztowano Cześka, ale teraz mało kto już o tym wszystkim pamięta. Ale my jesteśmy najbliższą rodziną i w wielkim napięciu czekamy na wyjaśnienia i sprawiedliwy wyrok, w dalszym ciągu nie wiemy, czy mąż Grażyny sprowadzony zostanie do Polski i czy przedstawione mu zostaną zarzuty. Niepokoimy się także o ich małego synka. Nie możemy się też bronić przed raniącymi nas obmowami, ludzie mówią, że skoro do tej pory Cześka nie ma w kraju, to znaczy, iż jest niewinny. Bardzo bolą nas także stwierdzenia, że Grażyna zasłużyła na swój los, bo… zadawała się z ciapatym – mówi ze łzami w oczach kuzynka Grażyny Kuliszewskiej.
Sprawą zaginięcia, a później śmierci kobiety zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Tarnowie, ale śledczy są bardzo powściągliwi w udzielaniu na ten temat informacji. W lipcu ubiegłego roku wydali za Czesławem K. europejski nakaz aresztowania, lakonicznie podali jednak, że wiąże się on ze śmiercią Grażyny, nie wiadomo zatem, czy chodzi o zarzut morderstwa.

Prokuratura ma mocne dowody

– Ze względu na dobro postępowania, nie możemy ujawniać zbyt wielu szczegółów – wyjaśnia rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, Mieczysław Sienicki. – Czekamy na ekstradycję podejrzanego, dopiero kiedy przekazany on zostanie w ręce polskiego wymiaru sprawiedliwości i usłyszy zarzuty, będziemy mogli o tym informować zainteresowane media. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której Czesław K. z prasy czy telewizji dowiadywałby się o stawianych mu zarzutach. Sądy w Wielkiej Brytanii prowadzą pracę w oparciu o bardzo skomplikowane procedury i na wszystko potrzebują sporo czasu, z doświadczenia wiemy, że o ekstradycji nigdy nie zdecydowały wcześniej, jak dopiero po kilku miesiącach. Od czasu wydania europejskiego nakazu aresztowania śledczy cały czas pracują, przesłuchaliśmy już kilkudziesięciu świadków – członków obydwu rodzin i mieszkańców, którzy w naszym przekonaniu coś o sprawie zaginięcia i śmierci Grażyny Kuliszewskiej mogli wiedzieć. Zebraliśmy w ten sposób wiele materiałów dowodowych, czekamy na podejrzanego i mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu brytyjski sąd wyda decyzję o ekstradycji.
Przypomnijmy, 34-letnia Kuliszewska przyleciała do Borzęcina 3 stycznia, wspólnie z mężem mieli załatwić sprawy dotyczące ich majątku. Razem z synem spędzili wieczór i położyli się spać, a rano okazało się, że Grażyna zniknęła. Nie było jej nigdzie w Borzęcinie, nie wróciła także do Londynu. Po kilku dniach kuzyn jej męża zawiadomił brzeską policję o zaginięciu kobiety. W poszukiwawcze akcje włączali się mieszkańcy i strażacy, przeczesywali lasy, pola, zaglądali do studni, ale na ślad 34-latki nie natrafiono. Przełom w sprawie nastąpił dopiero blisko dwa miesiące od zaginięcia, w Bielczy w korycie Uszwicy funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej z Krakowa znaleźli ciało kobiety. Po okazaniu siostrze i mężowi okazało się, że były to zwłoki Grażyny Kuliszewskiej.

Czesław K. przyłapany na kłamstwie

Czesław K. cały czas utrzymywał, że nie ma nic wspólnego ze śmiercią żony, wynajął nawet prywatnego detektywa, którego zadaniem było odnalezienie Grażyny. Mężczyzna utrzymywał, że uciekła od niego ze swoim kurdyjskim kochankiem, powołując się na dobro dziecka wydał nawet specjalne oświadczenie, w którym stanowczo zaprzecza, jakoby miał coś do ukrycia.
O tym, że K. kłamie przekonany był detektyw Bartosz Waremczuk. – Czesław K. twierdził, że nie opuszczał domu w nocy, kiedy zaginęła jego żona, to jednak nieprawda, mamy dowody na to, że jeździł wtedy samochodem. Kłamał także w innej sprawie, jego dom w Borzęcinie był wyposażony w monitorujący system, ale akurat feralnej nocy urządzenia dziwnym trafem nie działały, a K. twierdził, że nie zna się na nich. Jak się jednak okazało, w Londynie pracował w firmie, która zajmowała się oprzyrządowaniem do monitoringu – mówił kilka miesięcy temu Waremczuk.
W lipcu 2019 roku Prokuratura Okręgowa w Tarnowie wystawiła za Czesławem K. europejski nakaz aresztowania, śledczy wyjaśniali, że ma to związek ze śmiercią 34-latki. Od tamtej pory K. przebywa w jednym z brytyjskich aresztów, odbyło się już kilka rozpraw o ekstradycję, jednak do tej pory nie wydano decyzji w tej sprawie. Kolejny termin posiedzenia brytyjski sąd wyznaczył na 23 stycznia.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o