REKLAMA

Pożar, który w ubiegłym miesiącu wybuchł w Złotej koło Czchowa, nie zwróciłby większej uwagi, gdyby nie jedna istotna okoliczność. Z ogniem poszło kilkadziesiąt historycznych motocykli. Pisała o tym także ogólnopolska prasa. Poza tym, jak się okazuje, to nie pierwszy tego rodzaju przypadek w Polsce.

To nie był pospolity pożar, jakich wiele się zdarza w całej Polsce. Kiedy gaszono ogień w garażach należących do mieszkańca Złotej, wiedziano już, że straty będą ogromne. W środku znajdowały się zabytkowe motocykle. Trzydzieści egzemplarzy różnych marek z różnego okresu. Pożar ugaszono, ale motory zostały zniszczone – w całości lub w części. Ich właściciel łączne straty, wywołane pożarem, oszacował na ok. 600 tys. zł. Zapewne przeżył osobisty dramat, nie tylko z powodu dużych strat materialnych. Zabytkowe pojazdy mają także inną wartość – historyczną, czasem i sentymentalną. Niektóre mogą być unikatem.
W trzy tygodnie po pożarze chcieliśmy nawiązać kontakt z właścicielem pojazdów, ale on nie przyjął propozycji rozmowy. Sołtys wsi, Krzysztof Drożdżowicz, też mówi niewiele.
– Znam tego pana, mieszka 500 metrów ode mnie. Wielki żal, że go to spotkało. Byłem na miejscu już po pożarze. Motocykle? Dowiedziałem się o nich teraz. Nigdy nie interesowałem się tym, co ludzie trzymają w garażach. Różne rzeczy trzymają…

REKLAMA

Czy był tam perkun?
Do opinii publicznej nie przedostały się informacje, jakie motocykle znajdowały się w garażach w Złotej w chwili pożaru. Nic nie wiadomo o markach, ani o ich metryce. Nam udało się dowiedzieć, że wśród nich mógł znajdować się perkun, przedwojenny polski motocykl, który produkowany był tylko przez rok, do czasu wybuchu wojny w 1939 roku, przez Towarzystwo Fabryki Motorów PERKUN SA w Warszawie. Dziś taki motocykl to bardzo cenny eksponat.
Słychać, że właściciel ze Złotej zajmował się też konserwacją starych motocykli; nie wiadomo, czy cała wspomniana trzydziestka pojazdów była jego własnością.
Jak informuje asp. sztab. Grzegorz Buczak z Komendy Powiatowej Policji w Brzesku, do pożaru garaży w Złotej nie przyczyniły się osoby trzecie, nie ma mowy o podpaleniu. Postępowanie w tej sprawie zostało zakończone.
Jak się okazuje, takie nieszczęścia spotykają pasjonatów starej motoryzacji częściej.

Cios dla kolekcjonera
W czerwcu tego roku głośna była sprawa Erwina Gorczycy z Odrzykonia k. Krosna, znanego w kraju miłośnika motocykli. Nocą ogień pojawił się w jego garażu, w którym stały stare motocykle sprzed lat, między innymi harley-davidson U, wyprodukowany w 1942 roku – duma kolekcjonera. Był on załamany po tym, co się stało. Sprawa nabrała szerokiego publicznego rozgłosu, przyjaciele Gorczycy ogłosili zbiórkę pieniędzy na odbudowę tych motorów, które nie zostały zniszczone doszczętnie.
Rok temu wybuchł pożar budynku gospodarczego pod Poł‌­czynem Zdrój, w którym spłonęło kilkanaście pięknie odrestaurowanych motocykli rodem z PRL: wuefemki, wueski, eshaelki. Czeskie jawy też. Także rok temu w gminie Andrespol, woj. łódzkie, pożar pochłonął znajdujące się w prywatnym garażu trzy zabytkowe samochody.

Lokata kapitału
Moda na pojazdy retro rozwija się w Polsce żywiołowo. Świadczą o tym między innymi coraz liczniejsze zloty samochodów i motocykli zabytkowych, na których często można spotkać niezwykle rzadkie już dziś modele. Także w Tarnowie i okolicach coraz więcej osób gromadzi historyczne pojazdy, powstają większe lub mniejsze kolekcje. Niektórzy właściciele chwalą się nimi przed całym światem, inni trzymają w zamknięciu. Jak niekiedy słychać, w zamknięciu często pozostają unikatowe modele, jak na przykład przedwojenne motocykle warte obecnie sto kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dla części właścicieli historyczne pojazdy to lokata kapitału. Jeszcze dwadzieścia lat temu odrestaurowana FSO warszawa M20 kosztowała 11‒12 tysięcy, dziś może kosztować 50 tys. zł lub więcej. W ciągu ostatnich 5 lat radziecka wołga GAZ 21, samochód z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, zdrożała o 70 procent…
Problemem pasjonatów jest to, że swoje ukochane motocykle lub samochody najczęściej przechowują w prowizorycznych warunkach. Bardziej zasobni w gotówkę budują specjalne, dobrze przystosowane do tych celów pomieszczenia. I bezpieczne pod każdym względem. Niektórzy, dorobiwszy się większej liczby eksponatów, tworzą prywatne muzea dawnej motoryzacji.

To jest sokół…
Takie muzeum ma powstać w Filipowicach, gmina Zakliczyn, gdzie sporą kolekcję starych pojazdów ma Kazimierz Spieszny. Obok motocykli, samochodów osobowych i ciągników z minionej epoki ma nawet dwa autobusy – jelcze „ogórki” – z których jeden pełnił kiedyś rolę holownika. Pośród motorów wisienką na torcie jest sokół 600, legenda polskiego przedwojennego przemysłu motocyklowego. Trzeba mieć sporo szczęścia, żeby spotkać inny egzemplarz tego motoru w innym miejscu.
– Specjalnie dla mojej kolekcji, także z myślą o przyszłym muzeum, zbudowałem dużą halę, w której wszystko się pomieści. Na inwestycję uzyskałem wszystkie niezbędne zezwolenia, a w odbiorze technicznym obiektu uczestniczył również kominiarz – opowiada Kazimierz Spieszny. – Myślę, że muzeum uruchomię na wiosnę.
Wciąż jednak wiele pereł rodzimej i zagranicznej motoryzacji przechowywanych jest w przypadkowych miejscach, często nikt o nich nawet nie wie. Dlatego zachodzi obawa, że w przyszłości będą się jeszcze pojawiać informacje o pożarach, które zniszczyły zabytkowe pojazdy, również na skutek czyichś zaniedbań lub braku odpowiednich zabezpieczeń. Zawsze będą to smutne informacje, tym bardziej, że nierzadko mamy do czynienia z niepowetowanymi stratami. Dla miłośników pojazdów i dla historii motoryzacji.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments