Kto ugasi pożar w strażnicy?

0
654
dabrowa-tarnowska_komenda-strazy-pozarnej

Przedstawiciele zawodowego związku działającego w dąbrowskiej straży pożarnej zarzucają komendantowi mobbing, brak awansów, przerwanie ciągłości medycznych badań oraz to, że szkolenia BHP nie kończą się wymaganym egzaminem. Zarządzający komendą Krzysztof Kolarczyk twierdzi, że zarzuty wyssane są z palca, a on wykonując swoje obowiązki bazuje na przepisach i na wszystkie działania ma potwierdzenie w dokumentach.
– Jeśli strażak wyjeżdżający do akcji nie ma ważnych lekarskich badań, to znaczy, że jest niezdolny do pracy. Zatem sprawa jest bardzo poważna, a wiem, że było co najmniej kilku funkcjonariuszy, którym okres zdolności do pracy skończył się, a na kolejną wizytę u lekarza musieli czekać. Ponad dwa miesiące temu przekazaliśmy komendantowi pismo, w którym zawarliśmy wiele pytań, nie zarzutów, dotyczących nieprawidłowości. Do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi – mówi Marcin Socha, przewodniczący zawodowych związków działających przy jednostce.
– Komendant jest wybuchowy, wyżywa się na podwładnych, pomiata nimi, poniewiera nawet oficerami, podnosi na nich głos w obecności podwładnych. To nie sprzyja ani budowaniu potrzebnego zaufania i więzi między nami, ani atmosferze pracy – wyjaśnia anonimowo jeden ze strażaków.

Założyli związek z… bezsilności
– Komendant twierdzi, że jego zastępca nie miał prawa zapisywać się do zawodowego związku, bo przynależność zakłóca relacje pracodawca – pracownik. To nie jest jednak prawdą, zgodnie z przepisami zastępca może być członkiem związku pod warunkiem, że nie pełni w nim żadnych funkcji zarządczych. O założeniu związku myśleliśmy od dawna, głównie z tego powodu, że w żaden sposób nie mogliśmy porozumieć się z komendantem. Nie odpowiadał na nasze pytania, odrzucał te, które były niewygodne – dodaje Marcin Socha.
Zdaniem niektórych strażaków komendant poprzez swoje intrygi podzielił załogę. – Wiadomo, że nic tak ludzi nie poróżni jak pieniądze, a komendant rozpowiada, że w ubiegłym roku niektórzy z nas otrzymali najwyższe dodatki motywacyjne sugerując, iż najwięcej dostali członkowie komisji zakładowej związku. To bzdury, po pierwsze, to komendant decyduje o wysokości dodatków, po drugie zaś nie otrzymujemy ich za nic. Przysługują one za dodatkowo wykonywane czynności – współpracę z jednostkami OSP, którym pomagamy, między innymi w naprawie, czy serwisowaniu sprzętu, reprezentowanie komendy w czasie sportowych zawodów i oficjalnych uroczystości oraz za udział w pożarniczych zawodach. Wysokość dodatków w żaden sposób nie wynika z tego, iż jesteśmy związkowcami – mówi przewodniczący Socha. Anonimowo jeden ze strażaków dodaje, iż komendant dawał do podpisu dokumenty z datą wsteczną. – Niektórym moim kolegom komendant podsunął do podpisania dokument, w którym oświadczyli, że… nie byli świadkami antydatowania. Podpisali, bo się bali.

Bez badań i egzaminów
W piśmie, jakie związkowcy przekazali komendantowi, znajduje się mnóstwo pytań. Dotyczą one wielu spraw, między innymi wspomnianych już lekarskich badań. Marcin Socha wyjaśnia, że w latach 2018‒2020 co najmniej pięciu strażaków nie miało terminowo przeprowadzonych badań lekarskich. Jego zdaniem, istnieje nawet podejrzenie, że strażacy w czasie, kiedy nie mieli aktualnych badań, pełnili służbę w oddziale ratowniczo-gaśniczym, jeden z nich nawet przez około sześć miesięcy. – Zadaliśmy komendantowi pytanie, w jaki sposób prowadził nadzór nad pracami zespołu powypadkowego. Interesuje nas także, dlaczego strażacy będący świadkami zdarzeń z lat 2018 – 2019 dopiero w roku 2020 otrzymali do podpisu zeznania świadków i proszeni byli o ich podpisanie bez podawania daty? Niestety, do tej pory odpowiedzi nie otrzymaliśmy – zauważa Socha.
Związkowcy dopytują także o szkolenia BHP, twierdzą, że w latach 2015‒2019 w jednostce nie odbywały się egzaminy kończące cykl szkolenia, a strażacy nie podpisywali odbioru zaświadczeń o ukończeniu kursów. Pytają komendanta, ile takich dokumentów brakuje.

Na pewno by mnie nagrali
Komendant PSP w Dąbrowie Tarnowskiej, Krzysztof Kolarczyk odpiera zarzuty podwładnych i twierdzi, że wykonując obowiązki bazuje na przepisach i na wszystkie swoje działania ma potwierdzenie w dokumentach. – Jesteśmy instytucją zhierarchizowaną, a to wymaga wydawania poleceń, gdybym faktycznie na strażaków krzyczał, pewnie już dawno by mnie nagrali i mieli na to dowody. Absolutnie nie jest prawdą, że nie przyznaję swoim podkomendnym awansów wyznaczonych przepisami i terminami. Robię to sukcesywnie, sprawdzając wcześniej, czy nie jest wobec nich prowadzone postępowanie dyscyplinarne, składam także wnioski awansowe do komendanta wojewódzkiego. Wszyscy strażacy są zapoznani z procedurą antymobingową i takich zgłoszeń nie było. Uważam, że każdy, kto czuł albo czuje się mobingowany, powinien sprawę zgłosić odpowiednim organom. Nieprawdziwy jest także zarzut związkowych działaczy dotyczący podpisywania dokumentów z datą wsteczną, jest to niemożliwe z kilku powodów. Każde pismo jest rejestrowane, a od pewnego czasu znajduje się także w elektronicznym systemie zarządzania dokumentami, więc antydatowanie jest po prostu niewykonalne – mówi Krzysztof Kolarczyk.

Jeśli chodzi o zarzut dotyczący niezachowania ważności obowiązkowych lekarskich badań komendant nie wyklucza, że mogło się tak zdarzyć, a termin badań, nie z jego winy, mógł być opóźniony o dzień, dwa, a nawet trzy. – Ale na szczegóły dotyczące tych zagadnień odpowiedź da weryfikacja dokumentów prowadzona w ramach kontroli. Wszystkie dane na ten temat oraz dotyczące szkoleń i egzaminów z zakresu BHP – łącznie kilkaset stron – przesłanych zostało do komendy wojewódzkiej. Zastanawia mnie jednak to, że skoro przewodniczący zawodowego związku lub inni strażacy mieli wiedzę o jakichkolwiek nieprawidłowościach, to dlaczego nie poinformowali o nich swoich przełożonych – dodaje Kolarczyk.

Kontrola wojewódzkiego komendanta
Odnosząc się do pisma, jakie wysłali do niego związkowcy komendant twierdzi, że niektóre problemy w nim poruszane dotyczą nawet 2011 roku. – Pracownicy twierdzą, że niewłaściwie prowadzę archiwum jednostki, ale i z tym nie mogę się zgodzić. Pomieszczenie przeznaczone na archiwum jest całkowicie zapełnione, już wkrótce będziemy się przenosić do nowego budynku i dopiero wtedy będzie więcej miejsca – wyjaśnia Krzysztof Kolarczyk.
– Niektórzy podkomendni twierdzą, że niesłusznie awansowałem na jedno z kadrowych stanowisk młodego strażaka, twierdzą, iż zrobiłem to, bo jest to mój protegowany. Wcześniej rozmawiałem z kilkoma osobami i nie chciały podjąć się tych obowiązków. Dodatkowo żaden z funkcjonariuszy systemu codziennego nie otrzymał propozycji zapisania się do związku zawodowego – dopowiada Kolarczyk.
Rzecznik komendy wojewódzkiej PSP, Sebastian Woźniak potwierdza, że komendant zlecił kontrolę w dąbrowskiej jednostce. Trudno na razie wyrokować, kiedy czynności sprawdzające się zakończą i w jaki sposób będą prowadzone. – Ze względu na pandemię, przynajmniej na razie mamy bardzo ograniczone możliwości kontrolne, w pierwszej kolejności badać będziemy nadesłaną nam dokumentację – mówi Sebastian Woźniak.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o