Ostateczny koniec „szczucinki”

2
908
REKLAMA

To już koniec złudzeń, o ile ktoś jeszcze je miał. Sen o „szczucince”, popularnym kiedyś połączeniu kolejowym Tarnów – Szczucin, właśnie został przerwany. Nadzieje, wcześniej bardzo kruche, odżyły tylko na chwilę. Wtedy, gdy rząd zapowiedział budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego i nowych prowadzących do CPK linii kolejowych, w tym odcinka z Tarnowa do Buska Zdroju. Wydawało się wówczas, że trasa pobiegnie starym szlakiem, przez Szczucin. Gdy jednak przedstawiono wszystkie warianty przyszłego przebiegu tej linii, okazało się, że Szczucina w planach nie ma.
Wiadomość ta dotarła na niedługo przed dwudziestą rocznicą wstrzymania kursów pasażerskich na linii Tarnów – Szczucin. Na stronach nieistniejącej „szczucinki”, które redagują miłośnicy lokalnej kolei, można przeczytać taki oto fragment, pochodzący sprzed trzech lat: „Dokładnie 17 lat temu, w niedzielę, 2 kwietnia 2000 roku o godzinie 20:59 na stację Szczucin koło Tarnowa wjechał ostatni planowy pociąg pasażerski z Tarnowa. Począwszy od dnia następnego, pamiętnego 3 kwietnia, pociągi na naszej, jak i wielu innych trasach w całym kraju, zostały, jak to wtedy określono, „zawieszone do odwołania”. Zawieszenie połączeń traktowane było jako tymczasowe, a w wielu przypadkach, także naszej linii, ich ponownego wznowienia spodziewano się już po kilku tygodniach. Tymczasem na wielu trasach ruch nie powrócił do dziś, a część z nich zakończyła już swoje istnienie (…) ”.

REKLAMA

Nie pomogły żuki
O wieloletnich staraniach przywrócenia połączenia można byłoby dziś napisać już skromną książkę. Jednym z najbardziej spektakularnych wątków tej historii była próba wskrzeszenia linii przez inżynierów z Politechniki Krakowskiej, którzy dla jej potrzeb skonstruowali niezwykły szynobus: dwa połączone ze sobą dostawcze żuki. Ale eksperyment się nie udał. Kolejnym istotnym impulsem w tej sprawie były rozmowy przedstawicieli samorządów lokalnych z Powiśla Dąbrowskiego z SKPL, wielkopolskim przewoźnikiem, który zastanawiał się nad reaktywacją „szczucinki”. Pomysły o powołaniu turystycznego pociągu retro też spaliły na panewce. W 2019 roku zabytkowy parowóz z muzeum w Chabówce dojechał wraz ze składem tylko do Żabna. Pięć lat temu ledwie obroniono linię przed rozbiórką torów, w miejsce gdzie miał pójść szlak rowerowy…
Większa nadzieja wstąpiła rok temu, gdy obecna ekipa rządowa ogłosiła swój flagowy projekt: budowę w centralnej Polsce wielkiego portu lotniczego (CPK) wraz z nowymi połączeniami kolejowymi i drogowymi w kraju. To wtedy znowu mówiono o powrocie do przedwojennych jeszcze planów – połączenia Tarnowa z Buskiem Zdrój. Przez chwilę w miasteczku nikt nie miał wątpliwości: przecież ta linia musi pójść przez Szczucin, bo jakby inaczej?

Czarna seria
A jednak nie. Powstały cztery warianty przebiegu linii z Tarnowa do Buska, Kielc, CPK i Warszawy, lecz ani jeden nie odnosi się do Szczucina.
– To nie jest dobra dla nas informacja, ale nic z tym nie zrobimy – mówi Jan Sipior, burmistrz Szczucina. – Staraliśmy się jakoś wpłynąć na sytuację, jednak rozmowy nie dały rezultatu. Podstawową przeszkodą jest to, że projektanci chcą skrócić łącznik między Tarnowem i Buskiem, chcą zaoszczędzić na budowie szlaku, który z ominięciem Szczucina byłby skromniejszy o około 20 kilometrów. Cóż, jest to poważny argument.
Antoni Radłowski, przewodniczący Rady Miejskiej w Szczucinie, jest rozczarowany. – Rozumiem, że linię trzeba skrócić z powodów ekonomicznych, ale jak będziemy w kraju tak wszystko „skracać”, to co będzie z rozwojem takich terenów jak nasz? To jest przykre.
Szczucin, 4-tysięczne miasteczko, do początku lat 90. był lokalnym ośrodkiem przemysłowym; działały tutaj wytwórnia eternitu i zakład rezystorów. Mieszkańcy dojeżdżali też do pracy do Tarnowa lub do Niedomickich Zakładów Celulozy pod Żabno, których także już nie ma. W tym okresie „szczucinka” składała się aż z czterech piętrowych wagonów. Dopiero później wszystko się posypało.
Szczucin w ostatnich latach miał pecha. Po tym, jak zamknięto kolej, dopadała go zła sława; najpierw z powodu azbestu, z którego wyrabiano eternit, i licznych zachorowań mieszkańców na raka, potem z powodu głośnej w kraju sprawy zabójstwa Iwony Cygan, mieszkanki miasteczka.

Okno na świat
Na stronach Centralnego Portu Komunikacyjnego podaje się cztery warianty przebiegu odcinka Tarnów – Busko Zdrój. Pierwszy obejmuje granice gminy Gręboszów, za Żelichowem od strony Siedliszowic, potem obszar między Gręboszowem, a Wolą Żelichowską, później tereny między Wolą Gręboszowską i polami jungowskimi, by w okolicy wznoszonego mostu w Borusowej przeciąć Wisłę.
Drugi wariant także ma swój początek w gminie Gręboszów, od Zapasternicza, między granicą z gminą Olesno, a kanałem Zyblikiewicza, dalej biegnie w rejonie Woli Żelichowskiej i Hubenic, za zabudowaniami w Kozłowie i – podobnie jak w pierwszej opcji – w kierunku Borusowej. Pozostałe wersje zakładają przebieg nowego szlaku przez gminy Olesno i Bolesław, również przez Dąbrowę Tarnowską. W Bolesławiu ktoś, studiując dokładnie mapy, doszedł do wniosku, że w razie wybrania jednego z wariantów przyjdzie tu niektórym burzyć domy…
W Gręboszowie z powodu takich planów panuje zadowolenie.
– W przypadku dwóch opcji planowana linia ma przebiegać w naszej okolicy, w czym dostrzegamy dla siebie pewną szansę. To okno komunikacyjne na świat, możliwość ożywienia gospodarczego typowo rolniczej gminy – podkreśla Marek Mosio, przewodniczący Rady Gminy Gręboszów.
Oczywiście, ludzie z gminy zdają sobie sprawę z tego, że nie zatrzyma się u nich superszybki pociąg jadący do Warszawy, ale mają nadzieję, że będą funkcjonować połączenia lokalne – w kierunku Tarnowa czy Kielc, że dzięki temu łatwiej dostępne będą Kraków, Nowy Sącz lub Rzeszów.

Bez szans
– W sprawie tej jako rada wydaliśmy już oficjalne oświadczenie, mając na uwadze również możliwe zagrożenia, które niesie za sobą taka inwestycja – dodaje przewodniczący Mosio. – To będzie poważna ingerencja w środowisko, mieszkańcy muszą być zorientowani w tym, co ich ewentualnie czeka. Mamy też nadzieję, że konsultacje społeczne w tej sprawie przebiegną zgodnie z oczekiwaniami, a nie, jak kilka lat temu, gdy planowano połączyć temat budowy mostu w Borusowej z budową obwodnicy. Z powodu braku porozumienia z mieszkańcami ta druga inwestycja zeszła na dalszy plan, a mogło być inaczej.
W Gręboszowie marzą o kolei i o obwodnicy, w Szczucinie marzenia o pociągach właśnie się zakończyły.
Burmistrz Sipior trzeźwo ocenia sytuację.
– Powiedzmy sobie szczerze. Taka kolej jak „szczucinka” dziś nie ma żadnych szans. Jeden kiepski tor, kilka pociągów na dobę, co z tym można zrobić? Żyjemy w innej epoce, inna jest już kolej. Szybka i komfortowa. Tylko nowoczesne magistrale mają przyszłość.
Wszystko więc wskazuje na to, że zapis na stronie „szczucinki” o ostatnim kursowym pociągu, który przyjechał z Tarnowa na stację końcową dwadzieścia lat temu, stanie się zapisem historycznym. Pociąg ten zatrzymał się na zawsze. Na pamiątkę pozostanie budynek stacji, zbudowany na początku XX wieku, kiedyś ostatni przystanek kolejowy na granicy zaborów austriackiego i rosyjskiego. Ale i on teraz prędko podupada.

REKLAMA

2
Dodaj komentarz

1 Liczba komentarzy
1 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
2 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Ciotka Tekla

Ale jeden poseł próbował zbić kapitał, na tym co de facto od samego początku było kompletnie nierealne. Poniekąd mu się udało bo w sejmie jest. Niech załatwi dotacje na choćby zatoczki dla MPK, bo w tym dziadowskim mieście, nawet taka prozaiczna sprawa jest trudna do wykonania. Ciekawe co wymyśli za 3 lata? Może lotnisko w Tarnowie z bezpośrednimi połączeniami do Warszawy? Realne? Dużo bardziej, pod warunkiem że będzie to balon.