Rozmowny zabójca

0
257

Trzydziestoletni mieszkaniec Powiśla, podobno „przegadał się” się z ojcem, gdy pili razem alkohol. Potem chętnie opowiedział o tym policjantom. Jego ojciec wtedy już nie żył.
Relacja ta nie była jedyna, wydarzenia tego popołudnia miały świadka. Matka Zenona Z. była w tym czasie w domu. Opowiadała potem, że wieczór zapowiadał się “zwyczajnie”. Ojciec i syn zaczęli popołudnie, otwierając butelkę wódki, którą przyniósł jeden z nich. Wypili sporo, ale też nie tyle, by nie móc więcej ‑ gdy przyjechała policja, stwierdzono, że Zenon Z. ma we krwi niecałe półtora promila alkoholu. We krwi jego ojca stwierdzono 2,9 promila. Pośmiertnie.
Z początku obaj mężczyźni byli w dobrych humorach i przepijali do siebie przyjaźnie. Podobno to ojciec wcześniej „przekroczył swoją miarę” i zaczął zachowywać się „nieprzyjemnie”. Zaczął narzekać – najpierw zwyczajnie “na wszystko”, potem także na rodzinę. – Źle wyrażał się o matce – twierdził Zenon. A potem jego samego nazwał bękartem i “najduchem”. Powiedział, że tak naprawdę Zenon nie jest jego synem. Że z twarzy podobny absolutnie do nikogo, jak już, to do… sąsiada! Matka Zenona Z. nie zabrała głosu w tej sprawie, już chwilę przedtem zamknęła się w kuchni. Nauczona wcześniejszymi doświadczeniami, wolała usunąć się z oczu pijącym.
Zenon opowiadał potem, że się “zdenerwował”. I zareagował tak, jak zwykle reagował w razie zdenerwowania. Mocno uderzył ojca – raz, a potem drugi. Starszy mężczyzna podobno próbował mu oddać, ale nie trafił. Był bardziej pijany.
Przez jakiś czas obaj szarpali się w wąskim przejściu do kuchni. Kobieta w kuchni słyszała odgłosy bójki i krzyki, ale – jak potem zeznała – zbyt się bała, żeby próbować się mieszać. – Zresztą i tak by to nic nie dało – zapewniła.
Zenonowi udało się przewrócić ojca na podłogę, z pasją kopał i okładał pięściami leżącego. Opowiadał potem, że go to zmęczyło. Spróbował stanąć na klatce piersiowej leżącego – po prostu dlatego, jak wyjaśnił, żeby tamten nie wstał. Postawił też nogę na gardle ojca. – Żeby go przydusić – wytłumaczył chętnie.
Potem, ponieważ leżący całkiem się uspokoił i nie próbował już wstawać, zmęczony Zenon uznał, że może zrobić sobie przerwę.
Przysunął sobie taboret, usiadł i zapalił papierosa, żeby odpocząć i chwilę się zastanowić. Zastanowił się. Potem wstał, poszedł do kuchni – z której matka uciekła w popłochu – i wrócił z długim nożem. Pochyliwszy się nad leżącym ojcem, ugodził go kilkakrotnie nożem w brzuch i klatkę piersiową. Zdenerwował się znowu, bo było dużo krwi. Toteż odłożył nóż, znowu usiadł i zapalił. Przyjrzał się ciału u swoich stóp i spokojnie stwierdził, że chyba “ma dość”.
Gdy przyjechali policjanci, Zenon był cały we krwi ofiary, ale całkowicie już odprężony. Nie stawiał oporu, od razu przyznał się do winy, a podczas przesłuchania chętnie, swobodnie i “całkiem po kolei” opowiedział, co i jak się stało.
Tę łatwość opowiadania zachował podczas kolejnych zeznań ‑ jak zapamiętali przesłuchujący, był elokwentny, chętnie odpowiadał na pytania, nie okazując przy tym żalu, poczucia winy czy cienia niezadowolenia. Jakby nie zdawał sobie sprawy, że w zamordowaniu własnego ojca z powodu “zdenerwowania” jest coś nienormalnego, nagannego, strasznego…
Co prawda, trzydziestokilkuletni Zenon nie był debiutantem. Miał już na swoim koncie w policyjnej kartotece kilka rozbojów i co najmniej jedno ciężkie pobicie. Sam zresztą chętnie uzupełniał wiedzę śledczych. Ze swadą opowiedział, że kiedyś szedł z kolegą się napić, a nie miał pieniędzy. Przeprosił więc na chwilę kolegę, zaczepił samotnego przechodnia, przewrócił go, pobił do nieprzytomności, po czym przeszukał mu kieszenie i zabrał wszystkie pieniądze. W innej części zeznań przyznał się do kłusownictwa, które w wolnych chwilach uprawiał w okolicach rodzinnej wsi. – Wraz z ojcem – dodał. – Tym zabitym.
Prowadzących śledztwo uderzyło, że Zenon nie postrzega wszystkich swoich czynów w kategoriach zła i dobra czy też normalności i przestępstwa. Dla niego normalne było wszystko – morderstwo ze “zdenerwowania”, rabunek z pobiciem dla pieniędzy na bieżące wydatki itd.
Choć sprawca dał się ująć na miejscu zbrodni, przyznał się i złożył wyjaśnienia, śledztwo trwało kilka miesięcy, ze względu na procedury oraz okres oczekiwania na specjalistyczne ekspertyzy. Poza tym – ze względu na specyficzną “rozmowność” i beztroskę w kwestii przestępstw – zatrzymanego skierowano na obserwację psychiatryczną.
Ekspertyzy potwierdziły winę Zenona Z. Wykazały także, że ciosy nożem, które na zakończenie zadał ojcu trzydziestolatek, były – z punktu widzenia zabójcy – zbędne. Starszy mężczyzna już w wyniku pobicia doznał śmiertelnych obrażeń klatki piersiowej, gardła oraz narządów wewnętrznych. Zmarł w wyniku pobicia. Rany od noża uczyniły tylko scenerię zbrodni bardziej dramatyczną.
Wyniki badań psychiatrycznych zabójcy nie ujawniły u Zenona Z. żadnych schorzeń powodujących niepoczytalność czy niezdolność do pokierowania swoim postępowaniem.
Do stawianych mu zarzutów Zenon odniósł się spokojnie i przychylnie. Gładko przyznał się do zabójstwa i wszystkich zarzutów, od kłusownictwa po morderstwo. Wyraził jednak wątpliwość, czy można go uznać za zabójcę własnego ojca. W końcu zabity – tuż przedtem, jak został zabity – zakwestionował swoje ojcostwo.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o