Sprawa mobbingu w żłobku na nadzwyczajnej sesji rady miejskiej

0
484
Radni nie podjęli uchwały o złożeniu zawiadomienia o niedopełnieniu obowiązków przez kierowniczkę samorządowego żłobka | fot. UM Dąbrowa Tarnowska
REKLAMA

Dąbrowscy radni w czasie nadzwyczajnej sesji głosowali nad projektem uchwały o złożeniu zawiadomienia o niedopełnieniu obowiązków przez kierowniczkę samorządowego żłobka oraz przez burmistrza miasta. Za jej przyjęciem głosowało 10 rajców, tylu samo było przeciw, więc uchwała nie została przyjęta.
Pracownicom placówki, które skarżą się na skandaliczne zachowania kierowniczki poradzono, że o problemie powinny zawiadomić sąd pracy. Jeśli tak zrobią, będzie to już trzecia sprawa kierowniczki żłobka, jedną z nich prowadzi policja w Szczucinie, która bada, czy w placówce nie doszło do narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dąbrowska prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie nadużyć uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Lucyna L., kierowniczka żłobka wszystkiemu zaprzecza i wynajęła pełnomocnika, zaś jej mąż mówi, że jest szkalowana i zażądał podania nazwisk pracownic, które napisały skargę.

REKLAMA

Kto powinien rozpatrzyć?
– Skarga od pracownic żłobka wpłynęła do urzędu 10 grudnia ubiegłego roku, ale burmistrz nie zachował terminu jej rozpatrzenia i przekazał ją do komisji skarg, wniosków i petycji. Po otrzymaniu takiego pisma burmistrz sam powinien dokonać jego kwalifikacji prawnej i rozpatrzyć samodzielnie, a w razie stwierdzenia, że nie jest do tego władny, przekazać je we właściwe ręce. Skarga wpłynęła także do przewodniczącego rady miejskiej, ale ten także nie zajął się nią jak należy. Prawo przewiduje, że każde tego typu pismo, bez zbędnej zwłoki winno być skierowane do komisji skarg, wniosków i petycji. Zatem ani burmistrz, ani przewodniczący rady nie wywiązali się ze swoich obowiązków – mówił w czasie sesji radny, Dariusz Lizak. Jego zdanie w pełni podziela radny Tadeusz Gubernat, który twierdzi, że tylko burmistrz ma kompetencje, aby rozwiązać spór trwający pomiędzy kierowniczką żłobka i jego pracownicami. – Tymczasem burmistrz chce załatwić sprawę rękami radnych, którzy w ogóle nie powinni się nią zajmować – twierdzi.
Burmistrz Krzysztof Kaczmarski odbija piłeczkę i wyjaśnia, że skargi na pracowników jednostek samorządowych należy kierować do rady miejskiej. Tłumaczył w czasie sesji, że nie wywiązał się z ustawowego terminu rozstrzygnięcia ze względu na skomplikowanie i wielość problemów poruszonych w piśmie od pracownic żłobka. – Konieczność wyjaśnienia zarzutów zarówno z kierowniczką placówki, jak i z pracownicami wymagało czasu. Dlatego zaproponowałem, aby skargę rozpatrzyć dopiero w czasie lutowej sesji, tymczasem niepotrzebnie działamy w wielkim pośpiechu, który nie jest sprzymierzeńcem rozwiązywania tak trudnych spraw.

Żądam przeprosin dla całej rodziny!
Uczestnicząca w obradach pełnomocniczka kierowniczki samorządowego żłobka zarzuciła radnym, że podczas sesji, która odbyła się 10 stycznia, publicznie odczytali skargę na jej klientkę, nie zapoznali jednak mieszkańców ze stanowiskiem drugiej strony sporu. – To spowodowało, że kierowniczka została skazana na lincz i potępienie. Radni działają na szkodę zarządzających oświatowymi placówkami w gminie – mówiła. Głos zabrał także mąż kierowniczki żłobka, Waldemar Libera (przedstawił się w czasie sesji z imienia i nazwiska). – Na jakiej podstawie oszkalowano moją żonę na poprzedniej sesji? Pod skargą podpisały się cztery osoby, skoro więc wszyscy znają moją żonę, to dlaczego nie można podać nazwisk osób, które wzięły na siebie odpowiedzialność za to, co napisały, czyżby w piśmie zawarto same pomówienia? I zażądał od przewodniczącego rady, aby ujawnił, kto podpisał się pod skargą, dodatkowo domagał się także przeprosin dla całej swojej rodziny, bo skarga pod adresem jego żony to stek kłamstw.
Przewodniczący rady Wiesław Mendys wyjaśnił jednak, że w żadnym wypadku zrobić tego nie może. – Pani kierownik jest osobą publiczną, natomiast w przypadku pracownic żłobka obowiązuje mnie ustawa o ochronie danych osobowych. Te panie, w rozumieniu prawa nie są osobami publicznymi, nie wydają decyzji administracyjnych. Po raz kolejny dopuszczona do głosu pełnomocniczka Lucyny L. mówiła, że nie wolno nikogo bezpodstawnie oskarżać i pomawiać, co jest świętym prawem kodeksów karnego i cywilnego. – Tymczasem podwładne mojej klientki mogą ją swobodnie szkalować, na co dostały przyzwolenie od przewodniczącego miejskiej rady.

Mobbing i fałszywe zeznania
Sprawą dąbrowskiego żłobka zainteresował się także Rzecznik Praw Dziecka, który zwrócił się do radnych, aby poinformowali go o sposobie rozwiązania problemu. – Musimy przygotować odpowiedź i wysłać ją w odpowiednim terminie, nie jest zatem wykluczone, że trzeba będzie zwołać kolejną nadzwyczajną sesję rady – mówi Wiesław Mendys.
Prokuratorzy z Dąbrowy Tarnowskiej prowadzą śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez kierowniczkę samorządowego żłobka, podkreślają, że sprawa jest wielowątkowa. Lucyna L. miała grozić swoim pracownicom zwolnieniami, także dyscyplinarnymi, miała także nakłaniać je do składania fałszywych zeznań o wypadku, do jakiego doszło w placówce, ucierpiała wtedy 2,5-letnia wychowanka.
Pracownice żłobka, które twierdzą, że z mobbingiem i zastraszaniem ze strony kierowniczki borykają się od momentu powstania placówki rozczarowane są działaniem radnych i burmistrza. – Uważam, że powinni tę sprawę rozstrzygnąć i nałożyć na kierowniczkę odpowiedzialność dyscyplinarną albo zawiadomić organy ścigania. Nic takiego się nie stało, a w żłobku w dalszym ciągu panuje straszna atmosfera. Miałyśmy cichą nadzieję, że Lucyna L. spuści trochę z tonu, ale pomyliłyśmy się, stale nas poniża, wyszukuje domniemane przewinienia. Radni poradzili nam, abyśmy założyły jej sprawę w sądzie pracy, zastanawiamy się jeszcze nad tym. Boimy się, że gdy kierowniczka się o tym dowie, pozwalnia nas albo będzie się mścić – mówi jedna z pracownic.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o