Ten, co ptakom pozazdrościł

0
223
REKLAMA
Wygląd Jana Wnęka
Wygląd Jana Wnęka odtworzył Dariusz Piekarski, pracownik krakowskiego Archiwum. Zdjęcie opublikowano dzięki uprzejmości księdza Andrzeja Augustyńskiego

Czy jest możliwe, aby urodzony w Kaczówce, w gminie Radgoszcz, Jan Wnęk mógł odebrać palmę pierwszeństwa wybitnemu niemieckiemu konstruktorowi i lotnikowi Ottonowi Lilienthalowi? Czy jest prawdą, że ten niepiśmienny chłop przy pomocy własnoręcznie zaprojektowanych i wykonanych tak zwanych lotów mógł przelecieć na nich nawet kilka kilometrów?

– Co do tego, że był geniuszem nie ma żadnych wątpliwości, na pewno latał. Nie zachowały się do naszych czasów pisemne dowody na ten temat, ale dokonania Wnęka pozostały w ustnym przekazie, co jego biografowie skrupulatnie zapisywali w rozmaitych pracach. O tym, że sfruwał z wieży odporyszowskiego kościoła opowiadali liczni świadkowie, a tych były tysiące. Jest niemożliwym, aby wszyscy oni ulegli jakiejś zbiorowej imaginacji – wyjaśnia ksiądz Andrzej Augustyński, pasjonat i badacz historii Jana Wnęka, nazywanego Ikarem z Powiśla.
Po 150 latach od jego śmierci ksiądz Augustyński uzupełnił biografię Wnęka, wyprostował także pewne nieścisłości dotyczące między innymi sposobu i miejsca pochówku lotnika-samouka. Doprowadził do wybudowania jego symbolicznego grobu, na zlecenie wreszcie wykonana została rekonstrukcja twarzy powiślańskiego Ikara.

REKLAMA

Pracownia z przeszklonym dachem
Jan Wnęk urodził się w chłopskiej rodzinie w Kaczówce, w gminie Radgoszcz, w 1828 roku. Od dziecka wykazywał się talentem rzeźbiarskim. Jako nastolatek wysłany został do jednego z okolicznych cieśli, aby nauczyć się zawodu – budowania drewnianych domów i dachów. Już wtedy wykonał wiele swoich rzeźbiarskich prac, lecz jego prawdziwy talent objawił się dopiero wtedy, gdy proboszczem parafii w Odporyszowie został Stanisław Morgenstern. – Proboszcz został mecenasem Wnęka, początkowo zatrudnił go przy odbudowie kościelnego dachu i hełmu wieży. Ksiądz Morgenstern na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku odbył podróż do Ziemi Świętej, był także w Rzymie i w Jerozolimie. Po powrocie zapragnął, aby odporyszowskie sanktuarium słynące z cudownego obrazu Matki Boskiej upiększone zostało figurami i kapliczkami Drogi Krzyżowej. Ogłosił konkurs na wyłonienie artysty, który takie prace by wykonał. Zgłosiło się do niego kilka osób, jako najbardziej utalentowanego ksiądz Morgenstern wybrał Jana Wnęka – mówi Andrzej Augustyński.

Proboszcz parafii w Odporyszowie, zarazem kustosz znajdującego się tam muzeum Jana Wnęka tłumaczy, że w ciągu 11 lat artysta wykonał 52 kaplice (na wzór Kalwarii Zebrzydowskiej) o tematyce religijnej oraz wiele innych rzeźb. – Szacuje się, że Wnęk był autorem kilkuset rzeźb, wiele z nich o tematyce pasyjnej. Większość z nich nie przetrwało czasów wojennych zawieruch, które przechodziły przez naszą miejscowość. Rzeźby znajdowały się w różnych miejscach, były palone i niszczone przez żołnierzy. Dopiero kilkadziesiąt lat temu, gdy zaczęły próchnieć, umieszczono je w jednym miejscu, pod dachem, aby uchronić je przed całkowitym zniszczeniem. Wiadomo, że Jan Wnęk swoim rzeźbom dawał twarze najbliższych, sąsiadów, sportretował swojego dobrodzieja – księdza Morgensterna, którego przedstawił jako Boga Ojca. Według legendy, postać proroka Symeona jest jego autoportretem. W jednej w rzeźb – Matki Boskiej pochylającej się nad kołyską Jezusa uwiecznił swoją żonę, Ludwikę – twierdzi ksiądz Janusz Oćwieja.
Mówi także proboszcz o niezwykłej jak na tamte czasy pracowni, jaką przy swoim domu urządził sobie Wnęk. – Oparta była na palach, miała rozsuwaną podłogę, przez którą wprost z wozu można było wciągać kłosy drewna do wewnątrz, a później z łatwością wynosić tamtędy gotowe rzeźby. Tym, co pewnie szokowało jego sąsiadów był przeszklony dach pracowni, artysta wiedział, jak wielką rolę w jego pracy odgrywa światło. Jako znanego i uznanego w bliższej i dalszej okolicy artystę ksiądz Stanisław Morgenstern zabierał do Krakowa, gdzie wspólnie zwiedzali kościoły, Jan Wnęk przywoził z tych podróży mnóstwo wrażeń i teczki pełne szkiców.

Największa miłość – latanie
Jan Wnęk, głównie dzięki pracy, jaką przez wiele lat zlecał mu proboszcz Morgenstern oraz sprzedaży krucyfiksów na odpustach był zapewne dobrze sytuowany. Dzięki temu mnóstwo czasu i energii mógł poświęcać na zbudowanie lotów, przy pomocy których wzbijał się w powietrze. – Geniusz Wnęka polegał na tym, że tylko dzięki obserwacji lotów ptaków odkrył istnienie siły nośnej i zależności jaka zachodzi między nią a temperaturą powietrza. Potwierdzają to zresztą naukowcy, którzy zajmowali się badaniem lotów Wnęka. Z ustnych przekazów mieszańców Odporyszowa zapisanych przez kilku badaczy życiorysu Wnęka wynika, że loty wykonał z drewna jesionowego i samodziałowego płótna impregnowanego lnianym olejem. Do ciała przypinał je skórzanymi pasami umieszczonymi na wysokości ramion, klatki piersiowej i stóp. Co znamienne, przed pierwszymi startami w powietrze dokonywał prób obciążeniowych swojej maszyny, zresztą tych wykonał prawdopodobnie kilka, stale je ulepszając – opisuje ksiądz Andrzej Augustyński.
Z przekazów wynika, że Wnęk po raz pierwszy wzbił się w przestworza latem 1865 roku, a porę na lot wybrał taką, aby było jak najmniej świadków możliwego upadku. Pierwszy lot, którego dokonał przed publicznością odbył się rok później, tym razem startował z wieży kościelnej, na co uzyskał zgodę proboszcza Morgensterna. – Doskonale znał ten budynek, bo sam dwukrotnie go podwyższał – wyjaśnia ksiądz Janusz Oćwieja. – Świadkowie tych wydarzeń opowiadali, że wchodził na wieżę, przypinał loty i wybijał się ze specjalnie zamontowanej tam platformy. Widziało to nawet kilka tysięcy ludzi, bowiem wyczynu swojego dokonał w przeddzień odpustowych uroczystości. Trudno teraz stwierdzić, czy pielgrzymów bardziej przyciągała chęć modlitwy czy lot chłopa-dziwaka, jak niektórzy sądzili – opętanego przez złe moce. Wspomnienia widzów kilkadziesiąt lat później spisane zostały przez profesora Tadeusza Seweryna. Faktem jest, że lot był udany, a jego długość mogła wynosić kilkaset metrów. W kolejnych latach, do roku 1869 Jan Wnęk jeszcze wielokrotnie szybował z kościelnej wieży, jedne przekazy mówią, że lotów było kilka, inne, że kilkanaście. Mówiono, że najdłuższe z nich mogły mieć nawet trzy, do czterech kilometrów. Zawsze odbywały się przy okazji kościelnych świąt organizowanych w Odporyszowie.
– To, co współcześni badacze poddają w wątpliwość, to właśnie długość lotów, jakie wykonywał Jan Wnęk. Ich zdaniem mogły mieć one najwyżej kilkaset metrów, co oczywiście było ogromnym osiągnięciem. Kwestionowanie jednak samych lotów jest nieuprawnione – twierdzi ksiądz Augustyński.

Opętany przez diabła?
Swoją miłość do latania polski Ikar przypłacił życiem. Według historycznych przekazów, już kilkaset metrów po starcie Wnękowi pękł jeden z pasów mocujących, z dużej wysokości upadł w odległości około półtora kilometra od kościoła. Po tym tragicznym wypadku żył jeszcze dwa miesiące, zmarł najprawdopodobniej w lipcu lub sierpniu 1869 roku. Na temat przyczyn jego wypadku długo spekulowano, posądzano nawet jego współpracownika Sowińskiego o to, że celowo nadciął rzemienie podtrzymujące loty. Ostatecznie jednak zagadka nie została rozwiązana.
– W latach 70. ubiegłego wieku, w książce „Ikar znad Dunajca” Aleksander Minorski zasugerował, że Wnęk podejrzewany o czary i kontakty z diabłem, jako wyklęty, po śmierci pochowany został w nieoznakowanym grobie, a jego loty zostały spalone. Przekonanie to tak głęboko wryło się w świadomość zarówno badaczy dziejów genialnego lotnika, jak i mieszkańców Odporyszowa i okolic, że nikt nie próbował wiadomości tej korygować. Jak się okazało jest to wierutna bzdura. Znalazłem księgę umarłych odporyszowskiej parafii, w której znajduje się zapis, jakiego własnoręcznie dokonał ksiądz Morgenstern. Wnęk opisany w niej został jako homo faber – czyli człowiek twórca oraz jako religiant, czyli pobożny. Jestem przekonany o tym, że skoro sam proboszcz tak napisał, to na pewno swojego parafianina i długoletniego pracownika pochował z honorami. Proszę pamiętać, że Polska znajdowała się wtedy pod zaborami i ludzie bardziej zajmowali się myśleniem o przeżyciu niż o tym, gdzie i jak kto został pochowany – mówi Andrzej Augustyński.

Będzie ciąg dalszy historii?
W 2018 roku jeden z grabarzy pracujących na odporyszowskim cmentarzu odkrył nieoznakowaną mogiłę, co ciekawe, posiadającą łukowe sklepienie wykonane z cegły. To, co w grobie pozostało w ubiegłym roku badał prof. Tomasz Konopka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Profesor nie wykluczył, że jest to grób Jana Wnęka, ponadto złamania kości mogą świadczyć o tym, że zmarły był ofiarą wypadku. Nie można tego również potwierdzić badaniami DNA, jedyny syn Wnęka, który był księdzem, zginął w czasie II wojny światowej podczas nalotu bombowego we Lwowie i został pochowany w zbiorowej mogile w nieznanym miejscu. Nie udało się ustalić losów córek Ikara z Powiśla. Osobiście jestem przekonany, że jest to grób Jana Wnęka – wyjaśnia ksiądz Augustyński.
Udało się natomiast, na podstawie rzeźby proroka Symeona, dokonać rekonstrukcji twarzy Jana Wnęka. Rzeźba przedstawia sędziwego człowieka, a jak wiadomo nasz bohater zmarł, gdy miał 40 bądź 41 lat. Pracujący w krakowskim Archiwum X Dariusz Piekarski odjął lat prorokowi i stworzył wizerunek Wnęka, który zamieszczony jest w opisie Polskiego Leonarda da Vinci na Wikipedii.
Czy jest szansa na to, aby znaleźć materialne, czyli pisane dowody, że Jan Wnęk wyprzedził Lilienthala? – Całkowicie nie jest to wykluczone. Polska znajdowała się wtedy pod zaborami, a Odporyszów leżał w granicach zaboru austriackiego. Jeśli na lotnicze pokazy Wnęka przychodziły tysiące widzów, nie jest wykluczone, że zanotowali to austriaccy żołnierze. Może trop prowadzi do archiwów w Wiedniu? – zastanawia się ksiądz Andrzej Augustyński.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o