Zaskakujący wynik historycznego śledztwa

0
373
Adam Ryba, zdobywca Nagrody Inki, przez kilka lat prowadził badania, które doprowadziły do odkrycia mogił pomordowanych na Powiślu

W listopadzie 1939 roku kilkudziesięciu młodych mężczyzn, mieszkańców Powiśla Dąbrowskiego zostało wezwanych przez Niemców do wydania posiadanej broni. Tę w domach tamtejszych gospodarzy zostawiali wycofujący się żołnierze Wojska Polskiego. Każdy z wezwanych udał się we wskazane miejsce, złożył broń i wrócił do domu. Po pewnym czasie 42 mężczyzn zostało aresztowanych, a pod koniec grudnia Niemcy wywieźli ich w nieznanym kierunku i rozstrzelali.

Rodziny i bliscy latami szukali wiadomości o pomordowanych, a jeszcze do niedawna byli przekonani, że miejscem ich spoczynku jest las Buczyna w Zbylitowskiej Górze. W 2013 roku dąbrowskie starostwo postawiło tam nawet postument upamiętniający ofiary, pod którym w każde Święto Zmarłych płoną znicze.

Buczyna – las zbiorowych mogił

– Po kilkudziesięciu latach okazało się, że to jednak dopiero początek tej historii. Badania dokumentów, zeznania wielu świadków i wspomnienia członków rodzin i mieszkańców miejscowości, z których pochodzą zamordowani wykazały, że ich ciała zostały pochowane w innych miejscach – mówi Adam Ryba, historyk, kierownik Gminnej Biblioteki Publicznej w Zgłobicach. Już wcześniej istniało wiele przesłanek ku temu, aby zakwestionować, że miejscem spoczynku mieszkańców Powiśla jest Zbylitowska Góra. Dopiero jednak historyczne śledztwo przeprowadzone przez Adama Rybę sprawiło, że być może już niedługo potomkowie zamordowanych dowiedzą się, gdzie leżą szczątki ich dziadów i pradziadów. Na podstawie zebranych przez niego materiałów i na wniosek wójta gminy Tarnów, Grzegorza Kozioła, Instytut Pamięci Narodowej w 2016 roku wznowił śledztwo w sprawie mordu na cywilnej ludności Powiśla.
Skąd wzięło się podejrzenie, że ciała ofiar zakopano w lesie Buczyna w Zbylitowskiej Górze? Wanda Armatys, córka Stanisława i siostra Franciszka Drewnianych, którzy po oddaniu broni wywiezieni zostali do koszar znajdujących się przy ulicy Mościckiego w Tarnowie, przywoływała takie wspomnienie. Na początku 1940 roku, gdy miała 16 lat, razem z przyjacielem ojca pojechała do Tarnowa. W koszarach zobaczyła trzy samochody z budami, na które wchodzili więźniowie, to wtedy widziała ojca ostatni raz. Samochody pojechały w stronę ulicy Krakowskiej. Różne wiadomości docierały do bliskich więźniów, a to, że wywiezieni zostali do Niemiec, a to, że rozstrzelani zostali w Rzuchowej, a to, że w Koszycach, innym razem, że w Zbylitowskiej Górze. – To ostatnie miejsce zostało wytypowane jako najbardziej prawdopodobne, bo było znane z wielu egzekucji i masowych grobów. Niemcy wywozili tam i mordowali Żydów, jak się szacuje leży tam osiem tysięcy ich ciał oraz szczątki dwóch tysięcy Polaków. Po wojnie, pochodząca z Powiśla Felicja Gil, której dwóch braci zginęło w czasie masowego strzelania, udała się do archiwum w Mościcach i znalazła tam rozkaz Gestapo z pełną listą zamordowanych pod koniec 1939 roku. I ona utrzymywała, że miejscem pochówku jej bliskich jest las Buczyna – mówi Adam Ryba.

Tu ginie młynarz z Żelichowa

W czasie swoich badań historyk natknął się na wspomnienia ciotki Wandy Armatys, Bronisławy Drewniany. Mówiła ona, że wiosną 1940 roku wraz z mężem pojechali w stronę Koszyc, nad rzekę Białą. Na jednym z drzew zobaczyli biały szal, który bez najmniejszych wątpliwości uznali jako należący do jej siostrzeńca Franciszka. W korycie rzeki leżało kilka ciał w dużym stopniu rozkładu, o czym zawiadomili sołtysa Rzuchowej, ten zgłosił to Niemcom, a ci wydali nakaz pogrzebania ich w ziemi. Sama Wanda Armatys dopiero w latach 60. ubiegłego wieku od jednego z mieszkańców Rzuchowej, który z ukrycia obserwował egzekucję usłyszała, że jeden z rozstrzeliwanych tuż przed śmiercią krzyczał „Ludzie, tu ginie młynarz z Żelichowa i jego syn”. W Żelichowie mieszkał tylko jeden młynarz – jej ojciec.
Wreszcie w 2015 roku dotarł Adam Ryba do Ireny Celmer z Koszyc Małych. – To od pani Celmer dowiedziałem się, że w Koszycach Niemcy przeprowadzili trzy egzekucje oraz że znajdują się tam trzy zbiorowe mogiły – jedna w lesie Żabianki, należącym do sióstr Urszulanek, dwie kolejne w lesie Skała, leżącym na gruntach będących własnością rodziny pani Ireny. Kolejnym miejscem egzekucji i zarazem pochówku nieznanych ofiar okazała się stara dolina rzeki Biała, w Rzuchowej. W czasie okupacji mogiły w lesie Skała były skrupulatnie, choć w sposób niewidoczny dla Niemców oznaczane. W 1962 roku, dzięki staraniom starszego brata Ireny Celmer, Józefa Głuszaka, w listopadzie 1962 roku zostały przeprowadzone ekshumacje zamordowanych na terenie Koszyc Małych i Rzuchowej. Z mogiły w Rzuchowej wykopano ciała 10 osób i pochowano je na cmentarzu z I wojny światowej w Szczepanowicach. W Koszycach wydobyto szczątki 17 ofiar, które do dzisiaj spoczywają na tamtejszym wojennym cmentarzu. Druga mogiła znajdująca się w lesie Skała w Koszycach czeka na ekshumację – opowiada Adam Ryba.

Męczennik z Samocic

Jednym z rozstrzelanych przez Niemców był Karol Kurpaska z Samocic, leżących w gminie Mędrzechów. Spośród ofiar wyróżniał się nie tylko znakomitym, jak na ówczesne czasy wykształceniem, ale także odwagą i bezgraniczną miłością do rodziny. Karol urodził się 14 grudnia 1917 roku, w chwili śmierci miał niewiele ponad 22 lata. Po ukończeniu podstawówki uczył się w gimnazjum w Dąbrowie Tarnowskiej, a po maturze wstąpił do wojska, służył w Warszawie, był podoficerem Wojska Polskiego. Po przegranej wojnie wrześniowej wrócił do domu rodzinnego.
W listopadzie jego ojciec Józef otrzymał wezwanie od wójta Mędrzechowa, aby oddał broń. Karol bał się o ojca, był czwartym z jedenaściorga jego dzieci, postanowił więc, że to on pójdzie złożyć broń. Nic nie wróżyło nieszczęścia, Karol wrócił do domu, ale kilka dni później Niemcy zjawili się w domu Kurpasków i zabrali młodego mężczyznę. Rodzina nigdy więcej go nie zobaczyła. Pamięć o nim kultywują potomkowie Kurpasków, mówią o nim, jak o męczenniku, który poszedł na śmierć za ojca, aby ten mógł wychować jego młodsze rodzeństwo.

W swoich grobach

Kilka dni temu w dąbrowskim starostwie przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej pobrali próbki do badań DNA od 60 osób – potomków ofiar zamordowanych przez Niemców.
– Chcemy tym ludziom przywrócić nazwiska i tożsamość, oddać ich ciała rodzinom. Gdy IPN zdecydował o przeprowadzeniu badań zgłosiło się sporo chętnych, spośród których wiele to osoby w podeszłym wieku, najstarsza z nich ma sto lat, od niektórych próbki do badań pobrane zostały w ich domach. Ciała ekshumowane w 1962 roku, bardzo starannie zostały złożone w małych trumnach, ich ponowne wydobycie nie będzie więc problemem. Pewnie nie stanie się to z dnia na dzień, ale mam wielką nadzieję, że ich potomkowie już w niedługim czasie postawią im mogiły, a na nich umieszczą tabliczki z nazwiskami – dopowiada Adam Ryba.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o