Centymetry dzielą ekrany od domów

0
219
Chociaż przegrody akustyczne podeszły pod sam dom, pani Maria cieszy się, że budynek ocalał i nadal może w nim mieszkać
REKLAMA

Z daleka, z szosy, wygląda tak, jakby do domu pani Marii przylgnęły wielkie ekrany akustyczne. Na podwórku rząd wysokich przegród góruje nad zabudowaniami. Gospodyni prowadzi na drugą stronę. Odległość między południową ścianą domu a fragmentem ekranu wynosi co najwyżej metr. W pokoju słońce świeci tylko światłem odbitym. Ale pani Maria i tak jest zadowolona. Cieszy się, że nadal może tutaj mieszkać, a przecież mogło być inaczej.

REKLAMA

Wszystko, co najważniejsze w życiu Marii Dzierwy, zdarzyło się właśnie tu. Dom stoi od przedwojnia, przy drodze między tarnowskim Rzędzinem i Wolą Rzędzińską. Kobieta spędziła w nim osiemdziesiąt lat. Jest pogodna, rozmowna, mimo podeszłego wieku zachowała jasny umysł i świetną pamięć.
Kiedy kilka lat temu dowiedziała się, że kolej chce ją stąd wyprowadzić, zaniepokoiła się na dobre.
– W czasie, gdy kolejarze przystępowali do przebudowy torów, przyszła decyzja, że musimy stąd się wyprowadzić. Dom miał zostać zburzony z powodu bardzo bliskiej odległości od ekranów, które wtedy były planowane, przeszkadzał też w remontach. Trudno mi było się z tym pogodzić.

Krzyż przed domem
Do tego domu wprowadziła się wraz z rodzicami jako sześcioletnie dziecko, kiedy zaczynała się druga wojna światowa. To była kwatera służbowa, do dzisiaj nieruchomość należy do kolei. Tu urodziło się jej młodsze rodzeństwo. Tu, któregoś dnia, niemieccy żołnierze, uzbrojeni w karabiny, ustawili wszystkich domowników pod ścianą, tą samą, która sąsiaduje teraz z wysokim ekranem. To była specjalna akcja, gdyż wcześniej na bocznicy kolejowej doszło do kolejnej kradzieży. Rodzina drżała o swoje życie, ale złodzieja akurat schwytano i Niemcy wrócili do Tarnowa.
Tu pani Maria wychowała pięcioro swoich dzieci. Tu w końcu odszedł z tego świata jej mąż. Odszedł w tragicznych okolicznościach.
– Dziewięć lat temu, zimą, mąż wyszedł rano przed dom na chodnik, żeby odgarnąć śnieg, a w tym czasie nadjeżdżający samochód wpadł w poślizg, zjechał z drogi i go potrącił…
Na chodniku, na wprost domu, stoi pamiątkowy krzyż.
Rodzina pani Marii to kolejarze z pokolenia na pokolenie. Dziadkowie i ojcowie, zięć również. Żal było odchodzić z tego miejsca, tym bardziej, że kolej, mając w zamiarze rozbiórkę domu, oferowała w dwóch – do wyboru – mieszkaniach zastępczych w Tarnowie kiepskie warunki.

Ściana płaczu
– W pobliżu jeden dom został zburzony. Tak zadecydowała kolej – mówi pani Maria. – Mieszkała tam samotna pani, 89 lat. Córka załatwiła jej przyzwoite mieszkanko w Tarnowie. Nam się udało tu zostać. Mieliśmy w sądzie dobrego adwokata.
Pani Maria więc została, ale z nowymi „sąsiadami”. To rozciągające się na odcinku kilku kilometrów – od Rzędzina po Wolę Rzędzińską i dalej – ekrany akustyczne. Kilka z nich od południa niemal przylega do ściany domu. Z drugiej strony, gdzie biegną już tory, budynek jest całkowicie zasłonięty. Między ekranami i ścianą pozostaje tylko wąski przesmyk. Słońce z trudem przedziera się do pomieszczeń.
Niektórych mieszkańców Woli Rzędzińskiej ekrany denerwują. Podzieliły wioskę na dwie części – południową i północną. Wraz z modernizacją magistrali kolejowej E30, na odcinku z Rzeszowa do Krakowa, kolej postawiła długi pas przegród, gdyż – jak tłumaczy – tego wymagają nie tylko normy akustyczne, ale i wymogi bezpieczeństwa. Przez wieś suną pociągi pospieszne, łącznie z bardzo szybkim pendolino, a więc w gęsto zabudowanym terenie mogłoby dochodzić do groźnych sytuacji. Miejscowi narzekają, że przez te „ściany płaczu”, jak nazywają ekrany, z jednej wioski zrobiły się dwie. Położone po obu stronach torów już się nawzajem nie widzą. Mniej jest przejazdów przez tory, do sąsiadów trzeba jeździć okrężnymi drogami.

Na centymetry
– Nie rozumiem tego – przyznaje pani Maria. – Byłam kiedyś w Ameryce. Widziałam, jak pociągi mkną obok wielkich drapaczy chmur, ale nie widziałam, żeby były tam ekrany. Poza tym teraz tych pociągów jest u nas mało co. Nie to, co kiedyś. Albo, gdy jeszcze chodziły tędy parowozy. Od iskier zapalały się domy, któregoś dnia w naszym też zaiskrzyło w rogu dachu, ale na szczęście nic poważnego się nie stało.
Dwa kilometry dalej, już w Woli Rzędzińskiej, inny dom – także służbowe lokum – prawie styka się z ekranem akustycznym. Odległość do okien można liczyć w centymetrach. Otwierasz kwaterę i na wyciągnięcie ręki masz przegrodę. Przed tobą szklany, mało wyraźny świat. Pół biedy, jeśli świeci słońce.
Od dwudziestu lat mieszka tu wraz z rodziną emerytka kolejowa. Chce pozostać anonimowa. Wcześniej, przez długie lata, pracowała w pobliskiej nastawni. Wtedy nie komputery sterowały drogą przebiegu pociągów, ale specjalna wajcha, która wymagała ręcznego użycia. Ciężko było. Jeśli zimą zamarzła zwrotnica, najpierw należało wyjść z budynku i pomęczyć się z lodem i śniegiem.

Dajcie światło
– Też chcieli nas wyprowadzić z tego domu. Pewnie zostałby wyburzony – opowiada dawna kolejarka. – Mówili, że otrzymamy mieszkanie w innym miejscu, ale gdy przeszliśmy pod administrację w Warszawie, sprawa mieszkania zastępczego ucichła. Zostaliśmy więc tutaj.
Domownicy nigdy nie zapomną wielkiego rumoru, który zapanował w obejściu, gdy zaczęto remontować szlak. Ciężkie maszyny pracowały godzinami.
– Jak wbijali w podłoże konstrukcje stalowe podtrzymujące trakcję, to huk i drgania były takie, że cały dom się trząsł. Nawet trochę się posypał.
Potem trzeba było porządkować podwórko. Przyszła sprawa budowy chodników, ale ułożone zostały tak, że już dzisiaj prawie się całkiem rozmyły. Wieść niesie, że firma, która to robiła, zaproponowała zleceniodawcy bardzo niskie koszty, a więc zaoszczędziła na cemencie. Teraz na chodniku można sobie nogi połamać.
– A co ja się nawalczyłam, żeby ekrany przy domu, skoro być muszą, były przezroczyste. Chcieli dać takie zwykłe, bez szkła. Gdybym się zgodziła, miałabym w domu ciemność. Pisałam do Krakowa w tej sprawie. Udało się.
Pani Maria z Rzędzina mówi, że ekrany nie są dla niej najważniejsze. Można nauczyć się z nimi żyć.
– Najważniejsze, że mnie stąd nie przeprowadzili, że ciągle tu mieszkam. Mam nadzieję, że już na zawsze.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o