Czy autostrada pod Tarnowem skrywa tajemnicę?

6
36358
Między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków
Między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków
REKLAMA

W Zaczarniu, kiedy słychać sygnały alarmowe, mieszkańcom od razu do głowy przychodzi myśl, że znów doszło do wypadku na autostradzie. Ostatni raz stało się tak w ubiegłym tygodniu. Jeśli tylko zaczyna padać deszcz, można mieć przypuszczenie, że komuś na drodze przydarzy się nieszczęście. To jest już cała seria nieszczęść, większych lub mniejszych, od 2014 roku, od chwili oddania tego odcinka A4 do użytku. Na razie nic nie wskazuje na to, że w przyszłości miałoby się coś pod tym względem zmienić.

Wielu kierowców wie już o tym szczególnym odcinku A4. Szczególnym dlatego, że między Bochnią, Tarnowem i Rzeszowem wydarza się najwięcej kolizji i wypadków. Niektórzy więc już wyjątkowo uważają. Pamiętają, że kiedy na wysokości Zaczarnia i Nowych Żukowic, między 505. i 507. kilometrem A4, nawierzchnia jezdni jest mokra, to lepiej zdecydowanie zwolnić. Wtedy bardzo łatwo o poślizg.
– Miejscowi o tym pamiętają, ale ktoś, kto jedzie z dalsza, nie wie o tym niebezpiecznym odcinku, nie wszyscy są wystarczająco ostrożni. Dlatego dochodzi do przykrych w skutkach zaskoczeń – mówi Janusz Fido, zastępca naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego KM Policji w Tarnowie.
Pewnie niedobra sława „pięćset piątego kilometra” nie dotarła aż w głąb kraju, ale i tak wszyscy powinni uważać. W końcu od strony Krakowa, jak i Rzeszowa są ustawione znaki ostrzegawcze. Ostrzegają przed możliwym poślizgiem w czasie opadów deszczu bądź śniegu.
Znaki musiały się pojawić, gdyż duża liczba kolizji i wypadków od początku skłaniała do poważnej refleksji.

REKLAMA

Seria nieszczęść
Swego czasu Komenda Miejska Policji w Tarnowie problem zgłosiła do rzeszowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zarządza tym odcinkiem (mimo że położony jest w granicach woj. małopolskiego).
GDDKiA dokonała wizji lokalnej, badając fragment jezdni na odcinku 505 – 507 km. Z przedstawionej analizy wynika, że zaprojektowano go i wykonano zgodnie z zasadami sztuki, nie ma on wad i nie wymaga korekt.
Nie wiadomo, czy dla kogoś te wnioski były pocieszeniem, wiadomo natomiast, że problem cały czas jest aktualny. Problem o tyle istotny, że chodzi tu o zdrowie i życie ludzi przemieszczających się autostradą A4.
Na początku minionego lata nocą, po tym, jak spadł deszcz, na 505. kilometrze samochód osobowy wpadł w poślizg i dachował. W pojeździe zakleszczona została pasażerka, którą uwolnili strażacy. Dwudziestopięcioletnia krakowianka doznała obrażeń twarzoczaszki. W lipcu w podobnych okolicznościach, niemal w tym samym miejscu, z drogi wypadł inny samochód osobowy. Nawierzchnia również była mokra. Kierowca z urazem ręki został przewieziony do szpitala. We wrześniu pojazd, którym jechała matka wraz z córką, wpadł w poślizg i uderzył w bariery ochronne. Ludziom na szczęście nic groźnego się nie stało, natomiast jeden z przewożonych psów nie przeżył wypadku, drugi zaraz po zdarzeniu uciekł w panice w nieznane miejsce. Kilka dni temu jaguar znalazł się w przydrożnym rowie, gdyż kierująca nim kobieta straciła panowanie nad pojazdem. Także w tym przypadku zdarzenie zostało odnotowane na 505. kilometrze i wtedy, gdy droga była mokra.
W przeszłości na drodze tej dochodziło także do poważniejszych wypadków, również śmiertelnych.

Uwaga na znaki
– Wiadomo nam o problemach, które występują na tym odcinku A4, lecz na razie nie planujemy dodatkowych działań związanych z tą sprawą – oznajmia Bartosz Wysocki z biura prasowego Oddziału GDDKiA. – Wcześniej została zrobiona analiza, ustawiono znaki ostrzegawcze łącznie ze znakiem zakazującym przekraczanie określonej prędkości, gdyż fragment drogi przechodzi tam w łagodny łuk. Jeżeli ktoś nie stosuje się do zaleceń i nakazów, może mieć problemy. W sytuacji, gdy droga jest po deszczu, nie można jechać z tak samą dużą prędkością, jak na suchej nawierzchni. Jeżeli do tego nałożą się inne okoliczności, np. zły stan techniczny samochodu, ogumienia czy niewystarczające umiejętności kierowcy, to nieszczęście gotowe. Znam ten odcinek pod Tarnowem, wielokrotnie go pokonywałem swoim samochodem, w pogodę i niepogodę. Nie słyszałem, aby ktoś, kto dostosował jazdę do warunków drogowych, miał tam kłopoty.
Policjanci mówią podobnie. Trzeba uważać, zwracać uwagi na znaki, nie szarżować, gdy jest mokro.
– Co prawda słychać, że niektórzy kierowcy uważają tę drogę za pechową, ale nie chciałbym postrzegać tej sprawy w tych kategoriach, policja nie zajmuje się kwestią pechu – zaznacza kom. Janusz Fido. – Faktem jest, że gdy jest sucho, „pech” opuszcza 505. kilometr, bo wtedy nie notujemy tam zdarzeń. A więc najlepiej zrobimy, gdy w trudniejszych warunkach zachowamy większą ostrożność.

Pech, nie pech…
O tym, że odcinek A4 między 505. i 507. kilometrem prześladuje jakiś pech, mówi się już od dawna. Zresztą w całym kraju są drogi, nad którymi – według opinii niektórych kierowców – wisi fatum. Obfitują one w liczne wypadki i kolizje, gdy niczym poza tym się nie wyróżniają, ani złą nawierzchnią, ani trudnymi zakrętami czy kiepską widocznością. Niedobrą sławę miał fragment starej „czwórki” między Ładną i Pogórską Wolą oraz w okolicach Gorzkowa, między Bochnią i Brzeskiem, albo odcinek drogi krajowej nr 73 z Tarnowa do Jasła, w rejonie Brzostka i Kołaczyc.
Niektórzy są zdania, iż fatalnie oddziałują na kierowców znajdujące się tam podziemne cieki wodne. Ryszard Ulman, inżynier, ekspert radiestezji i naturoterapii, organizator i współorganizator kilku krajowych stowarzyszeń skupiających radiestetów i bioenergoterapeutów, jest w tej sprawie sceptyczny.
– Pod tą drogą musiałaby się znajdować pokaźna wiązka cieków wodnych, by mogły mieć one wpływ na zachowania kierowców. Poza tym żyły wodne są w wielu miejscach, choćby pod domami, w których mieszkamy, więc ich obecność w sąsiedztwie szlaków komunikacyjnych nie jest czymś nadzwyczajnym. Ja proponowałbym przeprowadzenie innego rodzaju badań, by sprawdzić, czy na terenie, o którym pan mówi, nie występują anomalie biograwitacyjne wywołujące u człowieka chwilowe zaburzenia neurologiczne.

Niezwykła metoda
Ryszard Ulman mówi już o bardzo skomplikowanej materii, wręcz natury kosmicznej. Fachowy portal Geosilesia tak pisze o pomiarach grawimetrycznych: Pomiary grawimetryczne to pomiary przyspieszenia ziemskiego, czyli natężenia pola siły ciężkości. Opierają się na zmienności pola grawitacyjnego Ziemi. Masy w ośrodku skalnym są rozłożone niejednorodnie, co wpływa na natężenie pola siły ciężkości. Wszystkie te niejednorodne struktury i formy geologiczne w ośrodku skalnym, zarówno naturalne, jak i antropogeniczne, nazywamy ciałami zaburzającymi bądź anomalnymi. Każda anomalia tworzy własne pole grawitacyjne (…).
Metody grawimetryczne szeroko stosuje się w geodezji do analizy rozkładu mas w Ziemi, poszukiwania złóż kopalin, lokalizacji uskoków, wykrywania nieudokumentowanych bądź niezlikwidowanych wyrobisk, lokalizowania podziemnych pomieszczeń, tuneli, katakumb, grobowców.
Nie wydaje się, aby ktoś w przeszłości zdecydował się na tego rodzaju badania w przypadku autostrady A4 pod Tarnowem. Nie ma pewności, czy cokolwiek nowego wniosłyby do sprawy. Znamienne jest to, o czym mówią nasi rozmówcy: problem występuje tylko na mokrej jezdni, a więc trudno doszukiwać się okoliczności „nadprzyrodzonych”. One są zdecydowanie bardziej banalne, ale, niestety, banalne nie są ich dramatyczne czasem skutki.

REKLAMA

6
Dodaj komentarz

5 Liczba komentarzy
1 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
6 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Szopen

Ja startuje z Bochni.i smigam do samego zjazdu na Debice i jakos zapier…po 200.ponad i jakos.do celu ..jedyne co.to nieraz sa takie.uskoki.na odcinkach.ze auto skacze jak.poje….

Zdp

Aż pojadę i się przyjże temu odcinkowi a4

NFS

Tajemnica jest taka że co? Nikt do tej pory nie zrobił odwiertu pobrał próbek masy z czego to zostało ulepione? Nikt nie zmierzył szorstkości nawierzchni nikt nie sprawdził spadków poprzecznych i łuków poziomych. Zróbcie to a dostaniecie nagrodę za rozwikłanie zagadki

Kierowca

Faktem jest też, że wielu jeździ po 200 km/h i nikt tego nie pilnuje. Inni zajeżdżają drogę po wyprzedzeniu pomimo, że autostrada na wschód od Tarnowa jest z reguły pusta. Powinno się odjechać daleko do przodu i dopiero wtedy zjeżdżać z powrotem na prawy pas a nie przed samą maską wyprzedzanego samochodu. Do tego dochodzi garstka “kamikadze”, którzy pomylili sobie drogę publiczna z torem wyścigowym (z reguły jakiś baran w Audi albo BMW co przez zakup auta osiągnął już swoje niezwykle “ambitne” cele życiowe) i [email protected] wypadki. Nie jeden raz jechałem tym odcinkiem w ulewie, że ledwo co widać a… Czytaj więcej »

Kuzba

Stan dróg w Tarnowie to skandal i potwarz dla człowieczeństwa prace są pozorowane ..nie ma prawdziwej chęci zmiany tego stanu ….te odcinki co wymagają natychmiastowego remontu są nie tykanie od lat (główne drogi prowadzące do miasta) a remonty ktoś kieruje tam gdzie stan nawierzchni jest przyzwoity a po tych pseudo naprawach na drodze są same laty .