Kiedy Czesław K. stanie przed polskim sądem?

0
473

Kilka dni temu przed brytyjskim sądem zapadła decyzja o ekstradycji Czesława K., podejrzewanego o przyczynienie się do śmierci swojej żony Grażyny. Jak informuje adwokat mężczyzny, Dawid Gąsawski, złożył apelację w tej sprawie do sądu wyższej instancji, a to może spowodować, że Czesław K. nie zostanie wydany stronie polskiej wcześniej jak za kilka miesięcy. Od śmierci Grażyny Kuliszewskiej minęło już sporo czasu, rodzina zamordowanej najprawdopodobniej kobiety z niecierpliwością wyczekuje chwili, kiedy sprawiedliwości stanie się zadość i sprawca, bądź sprawcy staną przed sądem.
– Mój klient – Czesław K. wyklucza swoją winę i taką linię obrony prowadzić będzie także po powrocie do kraju. Zabiegamy o to, aby śledztwo w sprawie śmierci jego żony zostało umorzone w części dotyczącej Czesława K. Czekamy na decyzję sądu wyższej instancji i mamy nadzieję, że mój klient zostanie wypuszczony z aresztu, co otworzyłoby możliwość ubiegania się o list żelazny. Taki dokument umożliwiłby mu odpowiadanie przed sądem z wolnej stopy – wyjaśnia mecenas, Dawid Gąsawski.
Trudno na razie wyrokować, czy organy sprawiedliwości zgodziłyby się na wydanie żelaznego listu podejrzewanemu o zamordowanie żony Czesławowi K. W londyńskim areszcie przebywa on od 22 lipca ubiegłego roku i jak wiadomo kilkakrotnie starał się o możliwość opuszczenia go, co nie przyniosło jednak oczekiwanego przez niego skutku.

Oskarżenie owiane tajemnicą
Do tej pory nie wiadomo, co zawiera sporządzony przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie akt oskarżenia, na podstawie którego wydano europejski nakaz aresztowania Czesława K. – Nie widziałem tego dokumentu, ale jak sądzę zawiera on informacje dotyczące tego, w jaki sposób Grażyna Kuliszewska została zamordowana oraz jakie odniosła obrażenia. Prokuratorzy nie ujawniają treści dokumentu zapewne dla dobra śledztwa – dodaje Gąsawski.
Rzecznik prokuratury Mieczysław Sienicki wyjaśnia, że dopóki prowadzone jest postępowanie związane z ekstradycją Czesława K. do Polski, w żadnym wypadku nie można ujawniać treści aktu oskarżenia. – Nie możemy dopuścić do sytuacji, aby oskarżony z mediów dowiadywał się o szczegółach prowadzonego przeciwko niemu postępowania. Ich ujawnienie mogłoby sprawie zaszkodzić, a nawet zniweczyć naszą kilkumiesięczną pracę. Gdy wyrok o ekstradycję uprawomocni się, Czesław K. sądzony będzie według polskiego prawa, akta sprawy i wszystkie zgromadzone dowody znajdują się w naszej prokuraturze. Akt oskarżenia sporządzony został na podstawie opinii sądowo-lekarskiej, materiał dowodowy opiera się także na zeznaniach świadków. Rzecznik nie chce ujawniać, czy zarzuty w sprawie śmierci Grażyny Kuliszewskiej usłyszą inne osoby.

Czy Czesław K. zabił żonę?
Tarnowscy śledczy zdawkowo wyjaśniają, że Czesław K. zatrzymany został w związku ze śmiercią. On sam, jak wiadomo od momentu zaginięcia Grażyny Kuliszewskiej zaprzecza, jakoby miał w tym jakikolwiek udział. Kiedy w styczniu ubiegłego roku przez znajomych i rodzinę 34-latki wprost oskarżany był o morderstwo wydał oświadczenie: „Z każdym kolejnym dniem zaczyna do mnie docierać mnóstwo informacji, które są dla mnie szokujące, a czasem wręcz przerażające. (…). Wierzę, że moja żona odnajdzie się cała i zdrowa, a nasz syn będzie miał oboje biologicznych rodziców. Wszelkie komentarze sugerujące, że zabiłem żonę osobiście bądź za pośrednictwem innych osób naruszają moje dobra osobiste oraz bliskich mi osób. Dla dobra swojego syna nie będę więcej udzielał informacji w przedmiotowej sprawie, odpowiadał na żadne komentarze, ani prywatne wiadomości. (…). Chcąc dodatkowo rozwiać wiele wątpliwości i wyjaśnić okoliczności zaginięcia mojej żony, poprosiłem agencję Weremczuk& Wspólnicy o przedstawienie mojego opisu zdarzeń, które miały miejsce przed i po zaginięciu. Nie życzę nikomu, aby znalazł się w takiej sytuacji i wierzę, że małopolska policja i detektyw Weremczuk ustalą prawdę” – napisał.
Detektyw Bartosz Waremczuk zlecenie przyjął, jednak już po zatrzymaniu swojego klienta w Londynie twierdził, że przez cały czas bacznie obserwował Czesława K. i praktycznie od momentu rozpoczęcia śledztwa założył, że mężczyzna może mieć związek ze śmiercią żony. – W tym czasie wielokrotnie spotykałem się z Czesławem K. i dużo z nim rozmawiałem, na bieżąco starałem się ustalać, które pochodzące od niego informacje są poparte faktami, które natomiast są zmyślone, nie da się ukryć, że tych drugich było mnóstwo. Jeszcze przed odnalezieniem ciała kobiety mówił o niej w czasie przeszłym, a jego kilkuletni syn praktycznie był pewien, że mamy już nie zobaczy, bo to wpajał mu ojciec. Byłem zszokowany, kiedy obserwowałem swojego klienta w czasie, gdy z Uszwicy wyławiano jej zwłoki. Nie okazywał smutku, ale był bardzo pobudzony i na luzie zadawał wszystkim wokół masę pytań. Tak nie zachowuje się człowiek, który, jak przecież twierdził – przez cały czas wierzył, że Grażyna wróci do niego cała i zdrowa – relacjonuje Waremczuk.

Nagroda za zgodę na rozwód?
Kolejne kłamstwo Czesława K. polegało na opowiadaniu wszystkim, że jego małżeństwo było bardzo szczęśliwe i, jego zdaniem, nic nie zapowiadało, że Kuliszewska chciałaby go opuścić. W toku śledztwa okazało się jednak, że w Londynie spotykała się z mężczyzną, z którym chciała ułożyć sobie życie. A w pierwszych dniach stycznia ubiegłego roku przyjechała do Borzęcina tylko po to, aby przepisać na męża dom – jak twierdzą bliscy Grażyny, to miała być nagroda za zgodę na rozwód. Grażyna przyjechała do Polski 3 stycznia, zaginęła tej samej nocy, a K. utrzymywał, że obudził się dopiero rano i nie wiedział, co stało się z kobietą. – Przez cały czas utrzymywał, że nie wychodził tamtej nocy z domu, ale jeździł wtedy samochodem, na co mamy dowody. Inne jego zmyślenia dotyczyły między innymi tego, że jego żona zarejestrowana była na jednym z brytyjskich randkowych portali i świadczyła seksualne usługi, jak się jednak okazało konto założył Czesław K. Jest jeszcze jedno kłamstwo, przy pomocy którego starał się oddalić od siebie jakiekolwiek podejrzenia, że może być zamieszany w zaginięcie i śmierć żony. Chodzi o to, że w domu K. znajdowało się kilka urządzeń monitorujących, jednak w noc jej zaginięcia dziwnym trafem były wyłączone. Czesław K. twierdził, że nie wie, co się z nimi stało, przekonywał także, że nie ma pojęcia o ich obsłudze. W Anglii pracował jednak w drogowych służbach i z monitorującymi urządzeniami miał styczność na co dzień – twierdzi detektyw.

Czekają na sprawiedliwość
Dla rodziny i bliskich Grażyny Kuliszewskiej jej śmierć to ciągle krwawiąca rana. – Minął rok, ale w dalszym ciągu nie mogę uwierzyć w to, co się wtedy wydarzyło. Jej zaginięcie, akcje poszukiwawcze, które organizowaliśmy, szyderstwa ze strony sąsiadów, którzy próbowali nam wmówić, że Grażyna uciekła ze swoim kochankiem – wszystko widzę już jak przez mgłę, ale ból jest ciągle świeży. Wszyscy bardzo się niepokoimy o los synka Grażyny, który z dnia na dzień stracił obydwoje rodziców. Czy uda mu się w przyszłości uporać z takim ciężarem? Zarówno nasza rodzina, jak i bliscy Cześka przeżywamy wielką traumę, nic już nie jest w naszym życiu normalne i pewnie nic już nie będzie jak przedtem. Często chodzę nad Uszwicę w pobliżu miejsca, gdzie wyłowiono ciało Grażyny. Patrzę na wolno płynącą wodę i zastanawiam się, co ona wtedy czuła, co myślała, czy wołała o pomoc, czy cierpiała? – mówi jedna z kuzynek Grażyny Kuliszewskiej.
Dla rodziny Grażyny jeszcze jeden aspekt sprawy jest bardzo bolesny. – Nigdy, przenigdy nie zrozumiem tego, że wiele miesięcy po jej śmierci i osieroceniu kilkuletniego dziecka w dalszym ciągu słyszymy, że… ona zasłużyła na to, co ją spotkało. Bo miała kochanka, bo rzekomo chciała opuścić dziecko, bo była złą matką, krążyły plotki, że okradła Cześka. Dlatego z niecierpliwością czekamy na proces i wyrok, kto stanie przed sądem jest dla mnie sprawą drugorzędną. Liczę na to, że w czasie procesu wiele wątków zostanie wyjaśnionych. Teraz, kiedy zapadła już decyzja o ekstradycji wiem, że czas, kiedy sprawiedliwości stanie się zadość, zbliża się dużymi krokami – dodaje kobieta.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o