Pingpongowy zawrót głowy

0
92
Ojciec i syn razem reprezentują jeden ze słowackich klubów tenisa stołowego
Ojciec i syn razem reprezentują jeden ze słowackich klubów tenisa stołowego
REKLAMA

15-letni Miłosz Sawczak niedawno sięgnął po wicemistrzostwo Polski kadetów w tenisie stołowym. To kolejny sukces na arenie ogólnopolskiej młodego sportowca pochodzącego ze Świebodzina, w gminie Pleśna. Miłość do tego sportu odziedziczył po swoim ojcu, również Miłoszu Sawczaku, z którym reprezentuje obecnie barwy słowackiego klubu STJ Družba Bardejov.

Miłoszów dwóch
47-letni Miłosz Sawczak od wielu lat profesjonalnie gra w tenisa stołowego. W swojej karierze był zawodnikiem kilku klubów w polskiej drugiej lidze, ale również grał w lidze angielskiej i szwajcarskiej. Od dziesięciu lat jest natomiast zawodnikiem słowackiego klubu STJ Družba Bardejov, z którym w ubiegłym roku awansował do najwyższej ligi.
Co ciekawe, zawodnikiem tego zespołu i jego kolegą klubowym od trzech lat jest jego syn, również… Miłosz Sawczak. – O tym, aby nadać takie samo imię synowi, zadecydowała moja żona – śmieje się 47-latek. – Aby nie było nieporozumień, na początku funkcjonował jako „Miłosz Sawczak junior”, a później nazywaliśmy go „Mimi”. W zasadzie tak zostało do dziś. Nie ukrywam, iż marzyłem o tym, aby syn poszedł w moje ślady, dlatego, kiedy miał pięć lat, zacząłem trenować z nim grę w tenisa stołowego. Nie szło mu najlepiej, ale to moja wina. Miałem zbyt wysokie wymagania. Chciałem, aby wszystkie elementy opanowywał z marszu i od początku był najlepszy. Z czasem zrozumiałem swój błąd i postanowiłem zapisać go na zajęcia tenisa stołowego do MOSIRu Tuchów, gdzie mógł się uczyć gry z dala od moich wygórowanych ambicji…

REKLAMA

Miłosz Sawczak junior śmieje się, że była to najlepsza decyzja, jaką podjął jego tata. – Wiele razy chciałem rzucić rakietką w kąt. Z czasem znienawidziłem wspólne treningi z tatą. Ciągle tylko na mnie krzyczał. Rozpoczęcie treningów w Tuchowie było dla mnie wybawieniem. Po ponad 2,5 roku wróciłem jednak pod skrzydła ojca. Niespodziankę zrobiła nam mama, która specjalnie w jednym z garażów przygotowała profesjonalną salę do treningu tenisa stołowego. Od tego momentu jesteśmy nierozłączni. Jesteśmy wdzięczni mamie za to, że jest naszym najwierniejszym kibicem. Wspiera nas na wielu meczach – mówi 15-latek, i dodaje, że miłością do popularnego ping-ponga zapałał dopiero w momencie, kiedy zaczął odnosić pierwsze sukcesy. – Przełomowym momentem był mój występ na Grand Prix w Jastrzębiu Zdroju. Miałem 11 lat i byłem rozstawiony z numerem 8. Udało mi się wygrać cały turniej, w którym występowali najlepsi młodzi zawodnicy w kraju! To wówczas poczułem, że moją przyszłość mogę związać z tenisem stołowym.

Czołowy kadet w Polsce
Następne lata zaowocowały kolejnymi sukcesami młodego sportowca. Pomimo zaledwie 15 lat, Miłosz może pochwalić się zwycięstwami w Grand Prix Polski żaków i młodzików. Mistrzostwem Polski młodzików oraz wicemistrzostwem w grze podwójnej. W zawodach międzynarodowych zwyciężał w cyklu turniejów Joola Satelite Cup na Słowacji i w Czechach, zdobył brąz w deblu na World Tourze na Słowacji z Michałem Gawlasem i srebro w drużynie na World Tourze w Egipcie. Dodatkowo na jego koncie pojawiło się zwycięstwo w prestiżowym turnieju Mini Olimpic Games, a także srebrny medal w mistrzostwach Polski kadetów.
Wszystkie te sukcesy zaowocowały tym, że pochodzący ze Świebodzina tenisista znalazł się w reprezentacji Polski kadetów na tegoroczne mistrzostwa Europy, które miały odbyć się w chorwackim Zagrzebiu. Niestety, z powodu pandemii koronawirusa impreza została odwołana. – Reprezentowanie Polski było od zawsze moim marzeniem i cieszę się, że udało mi się je spełnić. Liczę na to, że w przyszłości będę silnym punktem seniorskiej reprezentacji. Obecnie uczę się w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Dzięki temu mogę profesjonalnie uprawiać sport, który nie koliduje z nauką – mówi Miłosz.
Od trzech lat jest gwiazdą słowackiego klubu STJ Družba Bardejov, w którym występuje razem ze swoim tatą. – W tym roku udało nam się awansować do słowackiej ekstraklasy. Na razie mogę pochwalić się bilansem: 8 zwycięstw i 1 porażka, dzięki czemu jestem drugim najlepszym zawodnikiem w całych rozgrywkach. Obecnie liga z powodu pandemii została zawieszona, jednak liczę na to, że wkrótce wznowimy rywalizację. Tenis stołowy na Słowacji jest popularniejszy niż w Polsce. Rozgrywki ligowe są szeroko omawiane w prasie czy telewizji, a spotkania ligowe transmitowane na żywo. Poziom sportowy jest niższy niż w naszym kraju, ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ polska liga jest jedną z najlepszych na Starym Kontynencie. Cieszę się, że mogę grać na takim poziomie, pomimo bardzo młodego wieku. Wystarczy powiedzieć, że jestem w trójce najmłodszych zawodników w całej lidze.

Tata Miłosza nie ukrywa, że jego wielkim marzeniem było wystąpić w jednej drużynie z synem, i chociaż jest to mało spotykane, czerpią z tego ogromną radość. – Do Bardejova mamy 100 km. Mecze ligowe rozgrywamy w weekendy. Mój syn jest bardzo dobrym uczniem i świetnie potrafi pogodzić naukę z grą. W rodzinie hierarchia jest zachowana – ja jestem ojcem, on synem, jednak kiedy zakładamy koszulki klubu ze Słowacji, stajemy się partnerami i klubowymi kolegami. Podpowiadamy sobie nawzajem, co powinniśmy zmienić w grze, wspieramy się i ganimy. Władze STJ Družba Bardejov poszły nam na rękę i nie musimy trenować razem z innymi klubowymi kolegami. Pojawiamy się tylko na meczach ligowych. Ja trenuję w domowym zaciszu raz dziennie, natomiast mój syn odbywa w Rzeszowie dwa treningi każdego dnia. Chciałbym grać w tenisa stołowego, jak najdłużej. Myślę, że uda mi się dociągnąć do pięćdziesiątki – śmieje się 47-latek.

Marzenie o Igrzyskach Olimpijskich
Miłosz Sawczak senior, pytany o umiejętności syna, nie ma wątpliwości, że są zdecydowanie wyższe niż jego. – Można śmiało powiedzieć, że już w wieku 15 lat uczeń przerósł mistrza. Syn gra na zdecydowanie wyższym poziomie niż ja. Mam nadzieję, że uda mu się zrobić międzynarodową karierę. To wielki talent, a do tego jest bardzo pracowity i poukładany. Wiem, że chciałby w przyszłości wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich. Uważam, że jeżeli nadal będzie się tak rozwijał, to ma wielkie szanse.
15-latek nie ukrywa, że to właśnie Igrzyska Olimpijskie są jego największym marzeniem. – Być może nie uda mi się tego zrealizować już za 4 lata, ale myślę, że za 8 mogę wystąpić na tej imprezie z orzełkiem na piersi. Będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby tak się stało. Obecnie skupiam się jednak na rozgrywkach ligowych na Słowacji. Chcemy z naszym klubem utrzymać się w najwyższej lidze, co byłoby sporym sukcesem. Po cichu liczę także, że uda mi się zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszym kraju. Moim wymarzonym klubem jest KS Dartom Bogoria Grodzisk Mazowiecki, która świetnie radzi sobie również na międzynarodowym podwórku. Mam ulubionego zawodnika, na którym się wzoruję, jest nim Brazylijczyk Hugo Calderano, reprezentujący barwy niemieckiej Borussii Düsseldorf. Wierzę, że w przyszłości będę mógł się utrzymywać z gry w tenisa stołowego. To jest sport, z którym chcę związać swoje życie. Chcę to zrobić dla siebie, ale również dla taty, który zawsze we mnie wierzył – kończy pochodzący ze Świebodzina, 15-letni tenisista.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o