REKLAMA

Pięćdziesięcioletni mężczyzna wracając wieczorem z pracy, odnalazł zwłoki swojego 14-letniego syna, a także 40-letniej żony. W domu w tym czasie przebywał jego starszy, 19-letni syn. Co się wydarzyło feralnego dnia w Siedliskach, w gminie Tuchów? I co było powodem dramatu? Odpowiedzi na te pytania ma przynieść policyjne śledztwo, prowadzone pod nadzorem prokuratury.

Około godziny 18.30 policjanci otrzymali zawiadomienie o odnalezieniu w jednym z domów zwłok 14-letniego chłopca i jego 40-letniej matki. Oba ciała znalazł po powrocie z pracy mąż kobiety. W czasie kiedy doszło do tragedii, w domu przebywał 19-letni syn małżeństwa, który twierdzi, że do momentu powrotu ojca nie był świadomy tragedii, jaka rozegrała się w ich budynku, Nic nie widział, nie słyszał jakichkolwiek niepokojących odgłosów.

REKLAMA

Najpierw zginął chłopiec
Z nieoficjalnych informacji, do jakich udało nam się dotrzeć wynika, że do tragedii doszło na piętrze domu. Ciało 14-letniego chłopca leżało we krwi. Nastolatek miał rany cięte szyi i łokcia. Martwą kobietę znaleziono obok niego. Starszy syn znajdował się w tym czasie w innym pomieszczeniu, na innej kondygnacji budynku.
Przez całą noc na miejscu tragedii pracowali prokurator, policjanci i technicy z laboratorium kryminalistycznego. Zebrano i zabezpieczono ślady, a następnie na podstawie sekcji zwłok ustalano przyczynę i czas zgonu kobiety i jej syna. Podczas przeprowadzonej dwa dni po tragedii sekcji stwierdzono rany cięte i kłute u nastolatka. Z kolei na ciele jego matki rany były bardziej powierzchowne. Pobrano także wycinki tkanek oraz krew na badania histopatologiczne. Śledczy wykonają również badania toksykologiczne pod kątem obecności śladów ewentualnych środków psychotropowych.
Jak mówi prokurator Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie, w dalszym ciągu badane są wszelkie możliwe wersje zdarzenia. – Po przeprowadzeniu sekcji zwłok biegli nie byli w stanie w sposób jednoznaczny określić przyczyny zgonu obu osób z uwagi na brak wyraźnych dowodów. Podczas sekcji pobrano krew i wycinki narządów do badań m.in. pod kątem obecności środków psychotropowych i dopiero w momencie zapoznania się z całością wyników będzie można określić, co tak naprawdę mogło być przyczyną zgonu chłopca i matki. Już teraz można jednak powiedzieć, że rany cięte nie były ranami obronnymi, co nie znaczy, że nie było charakteru obronnego w trakcie całego zdarzenia. Rany u chłopca były ulokowane w dołkach łokciowych od wewnętrznej strony. Dodatkowo biegli stwierdzili w oparciu o tzw. oznaki śmierci, że nie nastąpiła ona w jednym czasie w przypadku obu osób i był tam pewien przedział czasowy, być może nawet kilku godzin.
Z przeprowadzonych analiz wynika, że najpierw zginął 14-latek. Ciała znaleziono w jednym pomieszczeniu, które było zamknięte od wewnątrz.
– Nadal sprawdzamy wszystkie okoliczności, w tym również, czy osoby te leczyły się psychiatrycznie, dlatego też poddane zostanie analizie, czy w ich organizmach nie było śladów środków psychotropowych, ponieważ trzeba jasno powiedzieć, że samo zdarzenie jest bardzo nietypowe – dodaje prokurator.

Co wydarzyło się w domu?
Na dziś prokuratura nie wyklucza żadnej wersji zdarzeń – od zabójstwa, przez rozszerzone samobójstwo, aż po dwa odrębne samobójstwa.
– Samobójstwo rozszerzone charakteryzuje się tym, że sprawca najpierw zabija osobę najbliższą, a później siebie. Dwa akty samobójcze to przypadek, w którym każda osoba sama odbiera sobie życie. Tak jak wspomniałem, nie wykluczamy żadnej z wersji, chociaż najwięcej przesłanek wskazuje na to, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z samobójstwem rozszerzonym – wyjaśnia Mieczysław Sienicki.
Z informacji, jakie uzyskaliśmy wynika, że rodzina nie była objęta żadną pomocą społeczną. Mieszkańcy Siedlisk nie ukrywają swojego szoku tragedią, która wydarzyła się w ich miejscowości. – To była całkiem normalna rodzina. Niczym szczególnie się nie wyróżniała. Nieraz widziałam 14-latka, jak wracał ze szkoły wraz z kolegami do domu. Był uśmiechnięty, mówił „dzień dobry”. Nie mam również zastrzeżeń do jego rodziców. Nie było ich zbyt często widać w centrum gminy, jednak nigdy nie słyszałam, aby dochodziło tam do jakichś awantur. Niektórzy mówią, że 40-latka miała problemy psychiczne, ale nie wiem, ile w tym prawdy – mówi jedna z sąsiadek.
– Ojcu, jak i starszemu synowi zapewniliśmy pomoc psychologa, bo było to dla nich traumatyczne przeżycie – zaznacza Paweł Klimek, rzecznik prasowy tarnowskiej policji. – Po przeprowadzeniu przez nas przesłuchania, które odbyło się w budynku komendy, obaj mogli wrócić do swojego domu. Postępowanie, jakie prowadzi prokurator, a my na jego zlecenie wykonujemy większość czynności, może toczyć się jeszcze kilka tygodni, a nawet miesięcy…
Zebrany materiał dowodowy został poddany analizie w ramach prowadzonego postępowania przez Komendę Miejską Policji w Tarnowie, które będzie nadzorowane przez tarnowską Prokuraturę Rejonową.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o