Zabił żonę, potem siebie

0
783
REKLAMA

Karwodrza niedaleko Tuchowa. Ciało matki z ranami ciętymi znalazł w domu rodzinnym syn, który wezwał policję. Funkcjonariusze odkryli w przydomowej studni zwłoki męża kobiety. Wiele wskazuje na to, że doszło do samobójstwa rozszerzonego. Mieszkańcy podtarnowskiej miejscowości są wstrząśnięci tragedią, zwłaszcza że nic jej nie zapowiadało.

REKLAMA

Dwa razy śmierć
W drugi dzień lutego późnym wieczorem na policję dzwoni mężczyzna. Alarmuje, że znalazł ciało swojej 57-letniej matki. Policjanci zjawiają się na miejscu. Okazuje się, że kobieta leży w kałuży krwi na podłodze domu, w którym mieszkała z mężem. Policjanci szybko zabezpieczają narzędzia, jakie prawdopodobnie posłużyły do pozbawienia życia 57-latki. Rozpoczynają poszukiwania mężczyzny. Nagle ktoś zwraca uwagę na odsunięte wieko głębokiej studni na posesji. Strażacy za pomocą latarek oświetlają jej wnętrze i dostrzegają unoszące się na wodzie zwłoki. Po wydobyciu na powierzchnię okazuje się, że to 63-letni mąż kobiety.
Z informacji przekazanych przez Prokuraturę Rejonową w Tarnowie wynika, że przez niemal całą niedzielę z rodzicami starał się skontaktować ich syn, mieszkający w sąsiedniej miejscowości. O godzinie 19.30 postanowił zjawić się w rodzinnym domu. Kiedy wszedł do środka, zdał sobie sprawę z tragedii. – Matka mężczyzny miała rany cięte w okolicy szyi, zadane ostrym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Została także kilkakrotnie uderzona twardym, tępym przedmiotem w głowę. Przypuszczamy, że w Karwodrzy mogło dojść do tzw. samobójstwa rozszerzonego. Mężczyzna mógł najpierw zabić żonę, a następnie wskoczyć do studni. Cały czas badamy sprawę – mówił dzień po tragedii Marcin Stępień, prokurator rejonowy w Tarnowie.

Kłopoty finansowe przyczyną tragedii?
Mieszkańcy gminy Tuchów nie mogą uwierzyć w to, co wydarzyło się w Karwodrzy. Małżonkowie mieszkali samotnie w dużym, murowanym domu, około 100 metrów od głównej drogi we wsi. Niczym szczególnym się nie wyróżniali. Byli cisi i spokojni.
– Nigdy nie słyszałem, aby w tej rodzinie występowały problemy alkoholowe. Nie pojawiali się na spotkaniach wiejskich. Żyli spokojnie w czterech ścianach – przyznaje sołtys Karwodrzy, Kazimierz Gawryał. – Wcześniej prowadzili nawet niewielkie gospodarstwo, mieli krowy, konia… Z czasem z tego zrezygnowali. Ktoś, kto popatrzyłby na nich z boku, stwierdziłby, że są naprawdę dobrym małżeństwem. Kiedy Leszek pracował w Tarnowie, zdarzało się, że niemal w środku nocy wracał autobusem do domu. Jego żona potrafiła przyjeżdżać samochodem na przystanek, aby go odebrać. Często zawoziła go też do lekarza. Było widać, że go kocha. Nie wiem, dlaczego doszło do tej tragedii…
Zszokowani są też mieszkańcy Karwodrzy, którzy twierdzą, że za wszystkim mogą stać… kłopoty finansowe małżeństwa. – To było normalne małżeństwo, mieli trójkę dzieci. Ostatnie z nich wyprowadziło się z domu 7‒8 lat temu. Nie mieli zbyt wielu znajomych. Najczęściej mijając ich na ulicy, mówiło się „dzień dobry” i nic poza tym. Mieszkam niedaleko i nigdy nie widziałem, aby udawali się do kogoś w odwiedziny lub sami byli odwiedzani. Leszek nie miał prawa jazdy, ale żona jeździła starym samochodem. To dlatego często przyjeżdżała po niego na przystanek. Niektórzy mówią, że do tragedii doprowadziły ich kłopoty finansowe. Podobno sąsiadka zaciągała coraz większe pożyczki, które przeznaczała na zdrapki. Pieniędzy nie inwestowali w dom i jego otoczenie. Żyli bardzo skromnie, nawet ogrodzenia nie mieli. Podobno na wiosnę groziła im eksmisja. Być może Leszek nie mógł sobie już z tym wszystkim poradzić… – zastanawia się jeden z mieszkańców.

Prokuratura bada sprawę
Kilka dni temu prokurator Marcin Stępień poinformował, że pojawiły się pierwsze wyniki sekcji zwłok małżonków z Karwodrzy, potwierdzające wstępne ustalenia w sprawie przyczyn ich śmierci. – Najbardziej prawdopodobną wersją zdarzeń jest ta, w której 63-latek najpierw zabił żonę, a następnie popełnił samobójstwo, skacząc do przydomowej studni. Z naszych ustaleń wynika, że kobieta z całą stanowczością została zamordowana. Na jej głowie widoczne są ślady kilkakrotnego uderzenia twardym, tępym narzędziem. Wiele wskazuje na to, że było to polano, czyli kawał drewna przeznaczony na opał, który znaleźliśmy obok zwłok. Przyczyną śmierci 57-latki było wykrwawienie. W przypadku 63-latka wstępne wyniki sekcji zwłok wskazują, że mężczyzna zmarł wskutek utonięcia.
Prokurator pytany przez nas, jakie mogą być motywy zdarzenia, nie wyklucza problemów małżonków. – Dotarła do nas informacja dotycząca dużych kłopotów finansowych w tej rodzinie. Cały czas badamy ten wątek, jednak nie udało nam się jeszcze potwierdzić informacji dotyczącej ewentualnej licytacji ich domu, która miała mieć miejsce na wiosnę. Poza tym pojawiła się również kwestia zaciągania przez kobietę kredytów na zakup zdrapek. Zabezpieczyliśmy pewne dowody, chociażby w postaci kuponów, które mogą wskazywać na to, że mógł być to jeden z motywów zbrodni. Jaka była tego skala i czy był to chorobliwy hazard, tego jeszcze nie wiemy – mówi Marcin Stępień i dodaje, że prokuratura w dalszym ciągu nie może potwierdzić, że tzw. samobójstwo rozszerzone jest jedyną wersją zdarzeń. – Zabezpieczyliśmy mnóstwo dowodów i śladów. Przed nami ekspertyzy, a także przesłuchania świadków. Badamy zdarzenie również pod kątem tego, czy mogły brać w nim udział osoby trzecie. Trudno przewidzieć, ile czasu może to potrwać.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o