Prąd z Dunajca w sferze marzeń

0
254
elektrowni-nie-bedzie
REKLAMA

W maju 2005 roku w Tarnowie odbyła się konferencja pod hasłem „Potencjał energetyczny rzeki Dunajec szansą dla rozwoju lokalnego rynku i przedsiębiorczości”, w której uczestniczyli przedstawiciele firm energetycznych, zakładów i samorządów z dorzecza Dunajca, a chodziło o zainicjowanie przez tarnowskie środowisko inżynierskie tworzenia lokalnego rynku energii odnawialnej w oparciu o potencjał Dunajca i jego dopływów. Mówiło się wówczas o projektach wybudowania czterech małych elektrowni przepływowych w Ostrowie, Komorowie, Ilkowicach i Żabnie, o łącznej mocy 11 MW.
Przez rok o planowanych elektrowniach było cicho, gdy dziennikarze TEMI zapytali o sprawę w ówczesnym tarnowskim Zakładzie Energetycznym, usłyszeli od zastępcy dyrektora ds. technicznych, że… plany nadal są.
– Wraz z tarnowskim NOT lobujemy na rzecz budowy czterech stopni wodnych, na których zlokalizowane byłyby mini-elektrownie w dolnym biegu Dunajca – mówił dyrektor. – Pierwszy powstałby w Ostrowie i dawałby szansę uzyskania 2,5 MWh energii. Taka ilość zaspokoiłaby blisko trzymiesięczne potrzeby mieszkańców Tarnowa. Wszystkie cztery elektrownie pokryłyby je w całości.
Upłynął kolejny rok i w grudniu 2007 lokalne media przyniosły nowe wieści: bydgoska firma podniesie próg wodny na Dunajcu i zbuduje elektrownię w Ostrowie. Inwestorowi udało się dogadać z Zakładami Azotowymi i w Ostrowie powstanie pierwsza elektrownia wodna. Po wiosennych roztopach, gdy poziom wody opadnie, ruszą prace. Chodziło o to, że Zakłady Azotowe zgodziły się na wydzierżawienie spółce Karor – Elektrownie Wodne z Bydgoszczy progu wodnego na Dunajcu w Ostrowie.
– Firma posiada niezbędne na tym etapie planowania inwestycji decyzje i uzgodnienia, w tym pozwolenie wodno-prawne od wojewody małopolskiego na budowę elektrowni wodnej na Dunajcu – wyjaśniał wówczas rzecznik prasowy „Azotów”.
Wiesław Rajski, ówczesny wójt gminy Wierzchosławice, radości nie ukrywał, bo bydgoska firma już trzy lata wcześniej kupiła grunty i otrzymała warunki lokalizacyjne i środowiskowe.
Budowa miała potrwać od sześciu miesięcy do roku, w zależności od poziomu wody w Dunajcu. Prace miały ruszyć latem, a wiceprezes bydgoskiej spółki, Krzysztof Pociecha, cieszył się i chwalił nowoczesnymi rozwiązaniami.
– Projekt mamy już gotowy od dawna. Pracować tam będzie pięć turbozespołów Francisa oraz nowoczesny generator. Oczywiście zaprojektowana została nowoczesna przepławka umożliwiająca przedostawanie się przez próg rybom. Jest to jedno z ciekawszych rozwiązań w Polsce, rzekłbym nawet wzorcowe.
W maju 2008 roku okazało się, że latem nie ruszą jednak prace przy elektrowni, a najwcześniej można się ich spodziewać jesienią. Powodem opóźnienia był m.in. błąd w dokumentacji dotyczący numeru jednej z naddunajeckich działek – typowa sprawa proceduralna, ale biurokracja miała swoje wymagania.
Minęła jednak jesień, zima i wiosna kolejnego roku, a na Dunajcu w Ostrowie nic się nie działo. Dlaczego? Okazało się, że decyzją ministra wstrzymano wszelkie działania związane z procesami inwestycyjnymi małych elektrowni wodnych na Dunajcu, prowadzone przez Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej i Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie – wynikało z oficjalnego komunikatu, w którym napisano również, że rozpatrzone muszą zostać aspekty przyrodnicze i prawne takich inwestycji. W przypadku owych przyrodniczych aspektów chodziło o to, że budowę małych elektrowni na Dunajcu (według pierwotnych prognoz miało ich powstać ponad 20) oprotestowali ekolodzy i organizacje zrzeszające wędkarzy. Korzyści płynące z pozyskiwania energii elektrycznej pochodzącej z małych elektrowni, będą niewspółmierne do strat, jakie poniesie przyroda i korzystający z niej ludzie – argumentowali.
Szybko okazało się jednak, że ministerialna decyzja o wstrzymaniu inwestycji nie dotyczy budowy elektrowni w Ostrowie, bo tam nie potrzeba budować nowego progu wodnego, a jedynie podwyższyć już istniejący, takich projektów minister nie kwestionował.
Upłynął rok, potem drugi, a rybom pływającym w Dunajcu w okolicach Ostrowa nikt nie przeszkadzał żadnymi pracami przy budowie elektrowni, bo takowe się nie rozpoczęły, trwały za to przepychanki formalno-prawne, bo organizacje ekologiczne nadal protestowały, a Towarzystwo Na Rzecz Ziemi zaskarżyło ważność decyzji środowiskowej wydanej dla tej inwestycji w 2005 roku przez wójta Wierzchosławic. W finale tych przepychanek sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który ostatecznie uznał ważność decyzji wójta, ale dalej nic się inwestycyjnie nie działo, bo ekolodzy zaskarżyli z kolei elementy projektu i inwestora, firmę Karror, m.in. do organów nadzoru budowlanego.
Od tego czasu o elektrowni wodnej w Ostrowie cisza. Gmina Wierzchosławice, chyba dość mając oczekiwania na ekologiczny prąd. postanowiła postawić na słońce i kilka laty temu otwarto tam farmę fotowoltaiczną – wykorzystującą energię słoneczną do wytwarzania energii elektrycznej.
Należący do „Azotów” próg wodny na Dunajcu w Ostrowie nadal czeka na wykorzystanie, a niektórzy w Tarnowie i okolicach marzą o tanim i ekologicznym prądzie w swoich domach. Ludzie w Ostrowie żartują sobie, że prąd z Dunajca w ich okolicach będzie pewnie tylko wtedy, gdy zaplącze się tam jakiś elektryczny węgorz…

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments