Przybysławice. Wiatraki krowom nie zaszkodzą

0
111
REKLAMA

Te działania to m.in. efekt oprotestowania inwestycji przez część mieszkańców przede wszystkim zajmujących się hodowlą bydła mlecznego.
W Przybysławicach firma Juwi chce wybudować farmę wiatrową na gruntach gminnych oraz wynajętych od prywatnych właścicieli. Zgodę na elektrownię w tej miejscowości wyrazili mieszkańcy na zebraniu wiejskim, ale – jak się okazuje – nie wszyscy. Po ukazaniu się informacji na ten temat w TEMI zaprotestowała część osób, która na terenach przewidzianych pod inwestycję wypasa krowy. Ich zdaniem grunty są całkowicie wykorzystane rolniczo i nie ma tam miejsca na turbiny. – Jesteśmy wioską typowo rolniczą, słynącą z mleczarstwa, w której produkuje się dużo zdrowej żywności, a wyłączenie tak olbrzymiego obszaru ziemi znacznie tę produkcję ograniczy – żali się jeden z mieszkańców Przybysławic. – W gospodarstwach zatrudnienie znajduje spora część mieszkańców, a jak będą wiatraki, to wielu z nas pracy będzie musiało szukać „nie wiadomo gdzie”.
Ponadto – dziwią się protestujący – jak farma może być wybudowana na terenach objętych ochroną w ramach programu „Natura 2000”, a zgodę – jak mówią – zebranie wiejskie wyraziło, bo urzędnicy powiedzieli, iż jak nie będzie wiatraków, to będzie żwirownia.
Burmistrz Radłowa, Zbigniew Mączka przekonuje, że obawy są całkowicie bezpodstawne, a część osób uwierzyła po prostu w rozpowszechniane przez kogoś plotki… – Wypasowi krów nic nie zagraża – zapewnia. – Zdajemy sobie sprawę, że Przybysławice to bastion w naszym regionie w produkcji mleka i chcemy, aby ta miejscowość nadal słynęła z dużej ilości krów mlecznych. Ale musimy się rozwijać i poszukiwać innych źródeł dochodu…
Wiatraków w Przybysławicach ma być dziesięć. Jeden zajmie powierzchnię około 20 arów, a jest tam 60 hektarów gruntów rolnych. – Obok wiatraków będą mogły paść się krowy, a do budżetu gminy z produkcji prądu trafiać będą dodatkowe pieniądze. Może to być nawet w granicach miliona złotych rocznie, z czego dwadzieścia procent pozostanie w tym sołectwie i pójdzie na cel, który wskażą mieszkańcy – stwierdza burmistrz.
W urzędzie gminy podkreślają, że grunty przewidziane pod wiatraki nie są obszarem chronionym przyrodniczo, więc mogą tam być obiekty przemysłowe. Zaprzeczają też, że straszono mieszkańców żwirownią, jeśli nie zgodzą się na farmę. – Poinformowaliśmy tylko, że są tam udokumentowane pokłady żwiru i jest duże zainteresowanie przedsiębiorców zakupem terenów i pozwoleniem na wydobycie – mówi zastępca burmistrza, Wiesław Armatys.
Do Przybysławic przyjechać mają przedstawiciele firmy, która chce wybudować elektrownię wiatrową. Podczas całodziennych konsultacji będzie można o wszystko zapytać. Władze gminy raz jeszcze zwołają też zebranie wiejskie, na którym zapytają ludzi, czy podtrzymują zgodę na tę inwestycję. – Jeśli będzie zainteresowanie, to jestem gotów zorganizować wyjazd mieszkańców Przybysławic do miejscowości, w której tego typu farmy już działają, żeby popytać tamtejszych ludzi i przekonać się, czy są jakieś uciążliwości z nimi związane – dodaje Z. Mączka.
Lada dzień w Przybysławicach stanąć ma wieża pomiarowa. Ustawienie masztu o wysokości 98 metrów nie oznacza jednak, iż elektrownia wiatrowa na pewno tam będzie działać. Dopiero prowadzone przez rok badania pozwolą na ustalenie siły wiatru, wypowiedzieć się też będą musieć ornitolodzy, czy np. tamtędy nie ma trasy przelotu ptaków.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o