Psia mama

0
90
Trzy lata temu Dorota Hauben nawiązała współpracę z Ogólnopolskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami w Tarnowie, zaczęła opisywać historie psów i kotów, które są w trudnej sytuacji

Ale dla niej nie ma to znaczenia, najważniejsze jest, że uwielbiane przez nią pieski znajdują nowych właścicieli, którzy zapewniają im ciepło i miłość.
– Jak pies koczuje długi czas w jednym miejscu, z którego nie chce się ruszyć, to wiadomo, że jest lato. To właśnie wtedy ludzie najczęściej pozbywają się swoich czworonogów, wiadomo, wyjazdy, a zwierzęcia nie ma z kim zostawić, więc wywożą do lasu. Psina cierpi nie tylko głód i pragnienie, siedzi w jednym miejscu, tęskni i czeka. Nie chcę komentować takich sytuacji, bo musiałabym użyć niecenzuralnych słów… Jak tylko dostaję wiadomość o czymś takim, od razu przystępuję do akcji, wsiadam w auto, jadę na miejsce, zawożę wodę i jedzenie, robię zdjęcia, publikuję na społecznościowych portalach.
Na to, żeby znaleźć właściciela, a zarazem sprawcę porzucenia psa, nie ma szans, bo wiadomo, że zwierzak przywieziony został z daleka. Tak na pewno było w przypadku pieska znalezionego w foliowej torbie na osiedlu Jagiełły w Brzesku, nikt go nie rozpoznał, mimo że informacja ze zdjęciem trafiła do kilku tysięcy osób.
– Kiedy zaniosłam go do weterynarza, ten zdecydował, że musi go uśpić, mały, stary czworonóg spędził w torbie prawdopodobnie kilka dni – mówi Dorota.
W Szczepanowie mieszka już kilka lat, opiekuje się sześcioletnią suką długowłosego owczarka niemieckiego – Tungą.
– W czasie spacerów zauważyłam, jak wiele psów na wsi żyje w fatalnych warunkach – przywiązanych do nieocieplonej budy, która nie daje żadnego schronienia przed zimowymi chłodami, bez dostępu do świeżej wody. Chodziłam do ludzi, rozmawiałam z nimi, uświadamiałam, tłumaczyłam, jak niewiele potrzeba, aby zwierzęciu było lepiej. Niektórzy brali moje rady do serca i z wielką radością widziałam potem szczęśliwe zwierzęta, które zostały spuszczone z łańcuchów – opowiada Dorota.
Przez kilka lat Dorota była wolontariuszką w jednej z radomskich fundacji zajmujących się opieką nad zwierzętami. To właśnie z tego powodu do jej domu trafił 12-letni owczarek Robin.
– Psina znaleziona została w lesie, w którym prawdopodobnie mieszkała blisko rok, Robin żywił się ślimakami i owadami, był poraniony i wystraszony i natychmiast potrzebował tymczasowego domu. Jego historia tak mnie wzruszyła, że postanowiłam wziąć go do siebie. Wspólne początki mieliśmy fatalne, uciekł już pierwszego dnia, z mężem, dziećmi i znajomymi tropiliśmy go cztery dni. Po tygodniu już mnie nie opuszczał na krok, mimo że jest już staruszkiem, stale jest pełen życia i chęci do zabawy, chociaż gdy biorę do ręki patyk, aby rzucić go do zabawy Tundze, Robin ucieka, gdzie pieprz rośnie, pewnie nieraz dostał w skórę. Miał być u mnie chwilę, zostanie już do końca swoich dni – wspomina Dorota.
Trzy lata temu Dorota nawiązała współpracę z Ogólnopolskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami w Tarnowie, zaczęła opisywać historie psów i kotów, które są w trudnej sytuacji, i rozsyłać je do znajomych na społecznościowych portalach. Teraz wszyscy ją znają i wiedzą, że jak tylko jakiś zwierzak potrzebuje pomocy, trzeba ją o tym zawiadomić.
– Wsiadam w auto i jadę, poszukuję czworonoga, a potem szukam dla niego nowego domu. Prawie miesiąc tropiłam dwa psy, które błąkały się w okolicy Bielczy, więc kiedy wreszcie udało mi się je zwabić, poczułam wielką ulgę. Rasowy husky szybko znalazł nowych właścicieli, mieszaniec do dzisiaj jest w schronisku w Rzezawie. Spośród wyrzuconych psów największe szanse na adopcję mają te małe i młode, ludzie nie chcą zabierać psów starych, boją się, że zwierzęta będą chorować, że szybko umrą. Moim zdaniem jednak warto zaopiekować się takim staruszkiem, zdobyć jego zaufanie i pozwolić mu dożyć w dobrych warunkach.
Dorota bardzo często spotyka się z bezdusznością wobec zwierząt, opowiada o owczarku zamkniętym w małym kojcu, taplającym się we własnych odchodach, czy o innym, który łańcuchem przywiązany był do małej kuchennej szafki, która miała być jego budą. Widziała też psy przywiązane w lesie do drzew albo szczenięta wyrzucone na pewną śmierć…
– Takich historii jest mnóstwo, ale ja wolę te ze szczęśliwym zakończeniem. Znam bardzo wiele osób, które pomagają zwierzętom, przynoszą im wodę i jedzenie, mówią do nich i głaszczą. Spotykam coraz więcej ludzi, którzy są wrażliwi i mają świadomość, jak należy opiekować się czworonogami. Pies to kochająca i czująca istota, kto tego nie wie, nigdy nie powinien decydować się na wzięcie go do domu – mówi Dorota Hauben.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o