Radłów. Stateczek robi furorę

0
46
REKLAMA

Był już zdecydowany sprzedać sprzęt pływający, gdy w lokalnej rozgłośni radiowej usłyszał, że burmistrz Radłowa poszukuje chętnych do zagospodarowania zbiorników pożwirowych. W serce polonusa wróciła nadzieja. Dziś, chociaż o radłowskim zbiorniku usłyszał dopiero miesiąc temu, wozi już ludzi po tamtejszym zalewie ekskluzywnym stateczkiem o imieniu Wally, bo tak się do niego zwracano za oceanem. Na czerwiec natomiast gotowe mają być naturalne kąpieliska przypominające…baseny.
Władysław Wzorek za ocean wyemigrował w 1978 roku. Za chlebem. Miał wówczas – przyznaje – tylko kilka dolarów w kieszeni. Tam zarabiał całkiem nieźle i odkładał. Jeszcze będąc w Ameryce, kupił posiadłość w Pawęzowie, na której ma obecnie rybny staw hodowlany. Ale po powrocie do kraju kilka lat temu chciał jeszcze rozkręcić jakiś biznes. – Miałem wówczas 72 lata i wystarczająco pieniędzy na życie, ale ja tak nie potrafię siedzieć i nic nie robić – wyznaje pan Władysław. – Najpierw myślałem o torze dla quadów, ale ostatecznie dałem się namówić na ośrodek sportów wodnych przy Jeziorze Czchowskim. Zresztą do wody zawsze mnie ciągnęło, od dziecka. Tam jednak było smutno. Zamulony zbiornik odpychał, a nie przyciągał ludzi. Zdecydowałem się sprzedać sprzęt do pływania i miałem już kupca. Ale nagle w radiu usłyszałem, że burmistrz Radłowa poszukuje inwestorów do zagospodarowania zbiorników pożwirowych. Serce mocniej zaczęło mi bić. Zadzwoniłem do urzędu, ale burmistrz akurat był na urlopie. Po kilku minutach sekretarka jednak oddzwoniła, że w takiej sprawie to nawet na urlopie szef znajdzie dla mnie czas. Może to głupie, ale całą noc nie mogłem spać…
Burmistrz Zbigniew Mączka zaproponował tzw. duży staw w Radłowie, odwiedzany w ciepłe dni przez tysiące ludzi, którzy opalają się i pluskają w wodzie, choć tam żadnego oficjalnego kąpieliska nie ma, oraz skontaktował z przedsiębiorcą, który przy zbiorniku posiada grunty. Dziś – chociaż od tamtej rozmowy minął dopiero miesiąc – amerykański „Wally” jest już właścicielem przeszło hektarowej działki, a myśli o zakupie kolejnych trzech hektarów. Wozi ludzi po zalewie katamaranem – ekskluzywnym stateczkiem, który pomieścić może piętnaście osób, ma nawigację, luksusowe fotele, jest w nim toaleta, lodówka, przebieralnia…
W radłowskim ośrodku pana Władysława wypożyczyć można ponadto kajaki, rowerki i skutery czy pontony, także z napędem elektrycznym. – Na czerwiec będę gotowy na pewno z kąpieliskiem dla dzieci, a być może także dla dorosłych – zapowiada. – Będą spełniać wszystkie wymogi bezpieczeństwa. Będą to takie sztuczne baseny w naturalnym zbiorniku, ogrodzone i zabezpieczone po bokach, z twardym podłożem na pływakach, które będzie na tym samym poziomie bez względu na głębokość w zalewie. Takie kąpieliska funkcjonują w Ameryce, a i w Polsce już takie widziałem, na przykład na Solinie. Będzie też trampolina dla dzieci.
Już porządkowany jest teren, gdzie pod dającymi cień sosenkami będzie można odpocząć po kąpieli, urządzane są boiska do siatkówki i place zabaw. – Planuję nadal inwestować w jednostki pływające – obiecuje „Wally”. – Lada dzień będę miał… banana. Będzie go można przypiąć liną do katamarana lub pontonu elektrycznego i ciągnąć dodatkowych pasażerów za sobą.
W Radłowie – zachwyca się Władysław Wzorek – jest zupełnie inaczej niż w Czchowie. Czysta woda, mnóstwo ludzi… W majowy długi weekend, gdy nad tamtejszym zalewem rozpoczął działalność, zarówno on, jak i pomagające mu osoby mieli pełne ręce roboty. – Co chwilę ktoś się pyta, co mam, co jeszcze będzie… Tu życie tętni – stwierdza. – Sporo samochodów jest z rejestracjami krakowskimi. To dobra oznaka, gdyż po otwarciu autostrady przygotowana tutaj oferta krótkiego wypoczynku nad wodą może być jeszcze atrakcyjniejsza dla mieszkańców Krakowa. Gdyby jeszcze można było zarezerwować domek kempingowy… Ale i o tym się pomyśli – zapowiada.
Władze samorządowe gminy Radłów planują przejmowanie akwenów od żwirowni po skończonym wydobyciu, by mieć co natychmiast zaoferować inwestorom, jeśli się pojawią. Takim, jak amerykański „Wally”…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o