Rolnicy kontra zwierzęta

0
104
REKLAMA

Grądy to malutki przysiółek Jasienia w gminie Brzesko. Niegdyś pola były tu starannie uprawiane i pielęgnowane przez rolników, teraz większość leży odłogiem, mało kto decyduje się na uprawę, grunty są tam nieurodzajne, a poza tym mieszkańcy dobrze wiedzą, że trudno cokolwiek uratować przed dziką zwierzyną.
– Od kilku lat liczba dzików i lisów stale rośnie – mówi sołtys Jasienia, Leszek Klimek. – Świadczą o tym pozostawione w lesie ślady. Ludzie przychodzą ze skargami, ale odpowiedzialne za odstrzał koła łowieckie umywają od tego ręce, twierdzą, że nie mają pieniędzy, z tego też powodu nie wypłacają odszkodowań. Zresztą mało kto o te odszkodowania się upomina, ludzie już za normę uznali, że dzikie zwierzęta chodzą po wsi.
Ci, którzy postanowili wyhodować poletko ziemniaków, walczą z dzikami na różne sposoby – śpią w polu, grodzą uprawy, straszą je pistoletami na korki, palą nocami ogniska, zakładają tak zwane elektryczne pastuchy. Pożytku z tych wszystkich zabiegów trudno czasem oczekiwać – głodne dziki potrafią staranować ogrodzenia. – Grodzenie pola i pilnowanie go nocami jest męczące i drogie, za siatkę zapłaciłem ponad 200 złotych, za te pieniądze kupiłbym ziemniaków na całą zimę. No, ale skoro mam ten kawałek ziemi, to szkoda, żeby stała odłogiem – mówi Edward Papież.
Na dziki skarżą się nie tylko mieszkańcy Jasienia, istną plagą są one w Wokowicach, Mokrzyskach, Szczepanowie. Sołtys Wokowic, Marian Czarnik twierdzi, że dzikom i lisom sprzyja to, że tyle pól jest nieuprawianych. W wysokich chwastach i krzakach znajdują schronienie. Utrudnia to także pracę myśliwym, którym trudno jest wypatrzyć zwierzynę w takich zaroślach.  
Do referatu rolnictwa i leśnictwa w Urzędzie Miejskim w Brzesku codziennie przychodzą ludzie szukający pomocy, ale urzędnicy niewiele mogą. Maria Zachara, kierownik referatu mówi, że prawie od dwóch lat odstrzałów dzikich zwierząt nie było. – Na terenie gminy mieliśmy stwierdzonych kilka ognisk wścieklizny, przepisy mówią, że w takim przypadku nie wolno zabijać zwierząt w odległości do trzech kilometrów.
W przypadku poważnych strat rolnicy zawiadamiają koła łowieckie, których obowiązkiem jest ich oszacowanie i wypłacenie odszkodowań. – Jednak w przypadku, gdy straty nie są większe od wartości kwintala żyta, odszkodowanie rolnikowi się nie należy – dodaje Maria Zachara.
Myśliwi tłumaczą, że każdego roku dostają pozwolenie na odstrzał dzikiej zwierzyny. Dwa lata temu mogli zabić 200 dzików, w ubiegłym roku 40. – Liczba pozwoleń nie świadczy o faktycznej liczbie odstrzelonych zwierząt – wyjaśnia Jan Dzięgielewski z koła myśliwych „Basior”. – Aby zabić dzika, musimy wiedzieć, jakiej jest on płci, nie wolno nam strzelać do loch. Poza tym zwierzęta te są aktywne w nocy, po ciemku trudno do nich trafić. Są więc lata, że uda nam się odstrzelić zaledwie kilka sztuk.
Pieniądze na wypłatę odszkodowań dla rolników pochodzą ze składek oraz ze sprzedaży dziczyzny. Każdego roku „Basior” wypłaca około 25 tysięcy odszkodowań.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o